Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Armia (u)Boga II” – anielska wtórność sequelu – recenzja filmu „Armia Boga II”

Choć teoretycznie twórcy wszelkiego rodzaju kontynuacji powinni kierować się złotą zasadą sequeli: więcej, lepiej, ciekawiej, to praktyka pokazuje, że kolejne części filmów często nie dorastają do pięt swoim poprzednikom. Z taką sytuacją mamy do czynienia w przypadku „Armii Boga II”.

Pewnego dnia pielęgniarka imieniem Valerie w drodze do pracy ma nietypowy wypadek. Ni stąd, ni zowąd, na maskę jej samochodu spada młody, przystojny mężczyzna. Mimo iż na pierwszy rzut oka sytuacja wygląda poważnie, ofiara wypadku szybko dochodzi do siebie. Między Danielem a Valerie szybko rodzi się uczucie. Niedługo potem kobieta zachodzi w ciążę. Nie ma jednak pojęcia, że mężczyzna, z którym poczęła dziecko, jest aniołem, a dziecku, które narodzi się z tego związku, w przyszłości pisane jest zagrozić zbuntowanym przeciw Bogu niebiańskim istotom. Na wieść o tym, z czteroletniego wygnania w piekle na Ziemię powraca znany z pierwszej części filmu archanioł Gabriel, który zrobi wszystko, by nie dopuścić do narodzenia dziecka. Valerie i jej przyszły potomek znajdują się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, a jedynym, kto jest w stanie pomóc jej i uratować przed Gabrielem, jest archanioł Michał.

Przeczytawszy powyższy opis fabuły, każdemu miłośnikowi science-fiction obeznanemu w klasykach gatunku, powinna zapalić się lampka ostrzegawcza. Wszystko to brzmi przecież dziwnie znajomo! Wystarczy przypomnieć sobie, o czym traktowała pierwsza część „Terminatora”. Następnie w miejsce Sary Connor umieścić Valerie, elektronicznego mordercę zastąpić archaniołem Gabrielem, a w roli wybawiciela, zamiast Kyle’a, postawić archanioła Michała. Uzyskamy wówczas ,wypisz wymaluj, kalkę słynnego dzieła Jamesa Camerona, z tą różnicą, iż zamiast motywu podróży w czasie i buntu maszyn, mamy tutaj nagromadzenie motywów biblijnych i kontynuację zapoczątkowanej w pierwszej części anielskiej rebelii.

Odgadując, jakie najprawdopodobniej było bezpośrednie źródło inspiracji dla drugiej części „Armii Boga”, trzeba jednak zaznaczyć, iż filmowi Grega Spence’a pod każdym względem daleko jest do wspomnianego „Terminatora”. Podobnie jak w pierwszej części, atutem jest osadzenie fabuły w kontekście zapowiedzianych w Biblii wydarzeń i oparcie jej o mało znane fragmenty Pisma Świętego. Niestety, chociaż w porównaniu z poprzednią odsłoną filmu mamy tu znacznie więcej akcji, to paradoksalnie „Armia Boga II” jest nieciekawa i mało wciągająca, i oglądając ją

trudno uświadczyć tego napięcia i zainteresowania, jakie z łatwością trzy lata wcześniej rozbudzał u widzów Gregory Widen. Fabuła mknie aż nazbyt dynamicznie, jednak cóż z tego, że jest tu wartka akcja, skoro cierpią na tym inne elementy scenariusza, by wspomnieć choćby pozbawione głębi postacie. Dodatkowo warto zaznaczyć, iż druga część „Armii Boga” adresowana jest wyłącznie do tych widzów, którzy widzieli wcześniej pierwszą odsłonę. Twórcy wyraźnie zakładają, iż potencjalny odbiorca będzie pamiętał wcześniejsze wątki czy losy postaci, nie siląc się w scenariuszu na jakiekolwiek wyjaśnienia. Chybionym pomysłem będzie zatem obejrzenie filmu Spence’a w charakterze samodzielnego obrazu.

Niezmieniona względem pierwszej części pozostała muzyka, co zaliczyć należy „Armii Boga II” zdecydowanie na plus, gdyż pozostaje ona jednym z atutów tej produkcji. Film dobrze prezentuje się również od strony aktorskiej. Kolejny raz świetnie spisał się Christopher Walken jako Gabriel, a słowa uznania należy skierować także pod adresem Jennifer Beals, która bezbłędnie odnalazła się w roli Valerie. Niestety, na tle reszty obsady dość blado zaprezentował się Russell Wong, jako Daniel, w niejednej scenie obnażając braki w swoim aktorskim warsztacie.

Miłośnicy pierwszej części „Armii Boga”, którzy zdecydują się sięgnąć także po kontynuację, będą srodze rozczarowani. Film Grega Spence’a, w porównaniu z poprzednią odsłoną cyklu, prezentuje się mizernie. Tym, co sprawia, że nie zaprzestaje się oglądania po kwadransie seansu, jest klimatyczna muzyka i zjawiskowe występy części obsady. Scenariusz jednak nie powala, atmosfery pierwszej części uświadczyć nie sposób, a ktokolwiek widział niegdyś „Terminatora”, oglądając „Armię Boga II” doświadczy silnego deja vu.

Ocena: 2/5

Dyskusja