Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Humorystyczna opowieść z odległej galaktyki – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 07/2012”

W najnowszej odsłonie „Star Wars – komiks” pod tytułem „Jedi w oczach łotra” wydawca zaprezentował nam historię nieco inną od tych, do których zostaliśmy przyzwyczajeni. Już po samej okładce możemy się domyślić, że ton tego zeszytu odbiega od poważnych opowiadań o poczynaniach walecznych Jedi. Głównym bohaterem jest tutaj znany większości czytelników Villie, którego barwna opowieść prowadzi nas przez kolejne strony tego wydania.

Jeśli jednak jest ktoś, kto nie słyszał jeszcze o Villie’m, na wstępie należy wspomnieć, że to znany cwaniak i oszust wywodzący się z rogatej rasy Devaronian. Mistrz Jedi, Quinlan Vos, nie raz miał okazję się na nim poznać. Krążą informacje, że Villie pracuje nawet teraz dla tego Jedi. Chcąc całkowicie zaprzeczyć niechlubnym plotkom, opowiada podkolorowaną i nie do końca zgodną z prawdą wersję wydarzeń, znanych czytelnikowi z komiksu „Rada Jedi: Działania Wojenne”, numer 2/2011 „Star Wars Komiks Wydanie Specjalne”.

Tak też Villie przedstawia swoją historię napotkanym w kantynie awanturnikom, którzy akurat o nim plotkowali. Dowiadujemy się, że Devaronianin dostał zlecenie – ma ukraść „Skarb Jedi”. By tego dokonać, postanawia wywołać wojnę przy pomocy niezbyt bystrej, jednak wyjątkowo brutalnej rasy Yinchorrich. Dzięki powstałemu zamieszaniu, zleceniodawca Villie’go kradnie skarb ze świątyni Jedi i ucieka, pozostawiając biednego Devaronianina bez należytej zapłaty. Jednak nasz bohater nie daje się tak łatwo przechytrzyć i realizuje kolejną część swojego genialnego planu, dzięki czemu ostatecznie zwycięsko wychodzi z opresji.

W komiksie znalazło się wszystko, czego potrzeba, czyli wartka akcja, nieoczekiwane zwroty wydarzeń i barwni bohaterzy, tacy jak Villie. Zeszyt obfituje w lekki, niewymuszony humor, jednak najbardziej wybija się tu komizm postaci wspomnianego wcześniej Devaronianina. Ale nie ma się co dziwić, w końcu autorem scenariusza jest John Ostrander, który współtworzył serię „Dziedzictwo” oraz komiksy z czasów Wojen Klonów.

Od strony graficznej komiks stoi na przyzwoitym poziomie, ale bez rewelacji. Kreska Davide Fabbri jest prosta i oszczędna, jednak postacie są dobrze wykreowane. Rysunki mają ładne, żywe barwy oraz dobre cieniowanie. Niestety, tła pozostawiają wiele do życzenia, bowiem raz mamy je szczegółowo narysowane, a innym razem zupełnie puste. Niektóre elementy, takie jak miecze świetlne i blastery, zostały poprawione komputerowo.
W przypadku tego zeszytu warto wyróżnić okładkę, która na pewno u niejednego czytelnika wywoła uśmiech na twarzy. Jest ona nawiązaniem do słynnego plakatu „Nowej Nadziei” z Luke’iem dzierżącym miecz świetlny, z Księżniczką Leią przy boku, prezentujących się na tle postaci Dartha Vadera i Gwiazdy Śmierci. W omawianym komiksie jest to analogicznie Villie z piękną twi’lekanką, a zamiast Vadera jest mistrz Yoda. W miejsce robotów R2D2 i C3PO są Quinlan Vos i Mace Windu, którzy także pojawili się w komiksie.

W tym wydaniu, oprócz wyżej wspomnianych, spotykamy również samego Palpatine’a, czyli zleceniodawcę Villiego, który konspiracyjnie nazywany jest tu „Bobo”, oraz jego ucznia Dartha Maula. Obecność ucznia Lorda Sithów sprawia, że opowieść naszego bohatera jest jeszcze zabawniejsza. W końcu po co Palpatine miałby wynajmować kogoś do pomocy, mając tak znakomitego ucznia?

Przez cały komiks przewija się cała masa tego typu niedorzecznych sytuacji czy zachowań. Wszystkie przedstawione postaci są mocno przerysowane i przedstawione w zupełnie inny sposób, niż byśmy się tego spodziewali. I tak, Mistrzowie Jedi, zamiast ostoją prawości, spokoju i porządku, są nie do końca rozgarniętą grupką szaleńców. Sam Villie przedstawia siebie jako znakomitego łowcę, genialnego stratega, który dzięki inteligencji i umiejętnościom zawsze wychodzi cało z każdej opresji, a nawet ratuje innych (oczywiście nie za darmo). Nietrudno się jednak domyślić, że przedstawiona historia jest czystym wymysłem sprytnego Devaronianina i mimo że, jak wspomniałam, podobne wydarzenia faktycznie miały miejsce, to stanowią one tylko bazę dla jego barwnej opowiastki. Jednak nie dajmy się zwieść pozorom, że Villie jest zwykłym oszustem, który opowiada bajki na swój temat, by zyskać trochę poklasku. Ostatecznie prawda okazuje się być zupełnie inna, jednak o tym czytelnik już sam się przekona, sięgając po ten zeszyt.

Obrazek

Wprawdzie „Jedi w oczach łotra” nie należy do epickich i górnolotnych komiksów, to jednak lekki humor, zabawna i przemyślana fabuła oraz barwne postaci sprawią, że numer ten czyta się z przyjemnością; co stanowi miłą odmianę od wszystkich poważnych i nieraz nieciekawych zeszytów, które pojawiają się na polskim rynku.

Dyskusja