Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Rozczarowujący debiut – recenzja książki „Kwiat paproci”

Polska fantastyka w ciągu ostatnich lat została opanowana przez kilka nazwisk. Piekara, Pilipiuk, Kossakowska – to jedni z niewielu pisarzy, których książki zdominowały księgarniane półki. Trudno jest więc młodemu debiutantowi wybić się i zdobyć popularność. Jego dzieło musi wyróżniać się już od samego początku – powinno przykuwać uwagę tytułem, okładką czy też zachętą ze strony wydawcy. Rzeczywista wartość tekstu niestety schodzi na dalszy plan.

Książka Dominika Sokołowskiego nie została dobrze wypromowana. Jego debiutancka powieść „Kwiat paproci” nie wybija się ponad dziesiątki innych pozycji. Świadczy o tym już sam opis na okładce, zapowiadający fabułę, którą każdy z nas dobrze zna. Oto młody Isaakios, prawowity władca cesarstwa, pragnie odzyskać panowanie nad swym krajem. Pomaga mu w tym Łamignat, jego wierny sługa. Drugi wątek toczy się wokół pracującej na rzecz inkwizycji Michelle, która otrzymuje polecenie, by zbadać tajemniczą sektę działającą w stolicy. Na koniec żądny zemsty Ilias tropi barbarzyńców, którzy są odpowiedzialni za śmierć jego żony i nienarodzonego dziedzica. Trzy różne historie, nie dość że w żaden sposób nie są ze sobą powiązane, to jeszcze wprowadzają do powieści ogrom zamieszania.

Obawy, które powstają po zapoznaniu się z opisem przygotowanym przez wydawnictwo, nie są błędne – fabuła „Kwiatu paproci” jest prosta i do bólu przewidywalna. Podczas lektury można poczuć się jak wolny słuchacz w trakcie sesji RPG. Ma to sens, gdyż autor sam przyznaje, iż w przeszłości był fanem role-playingu. Stworzył nawet własny system, którego uniwersum zostało wykorzystane w powieści. Jego postacie prowadzone są jak po sznurku, od miejsca do miejsca, od zadania do zadania. Paradoksalnie, nie zmniejsza to w żaden sposób dezorientacji czytelnika – gdy akcja toczy się czterotorowo w różnych miejscach (można również odnieść wrażenie, że w innym czasie), ciągłe przeskakiwanie między wątkami sprawia nie lada trudności. Nie pomaga również fakt, że główny bohater miota się po świecie bez wyraźnego celu. Wydawać by się mogło, iż fabuła została podzielona na epizody, brak jednak między nimi wyraźnego związku.

Pozostałe elementy książki prezentują się równie nieciekawie. Postacie są doskonałym przykładem na wykorzystanie gotowych wzorców, bez jakiejkolwiek próby dodania czegoś nowego. Młody dziedzic tronu, jego mentor, piękna agentka, mściwy rycerz – fantasy w każdej formie pełne jest już tych szablonów. Można odnieść wrażenie, że autor za punkt honoru postawił sobie pozbawienie swego dzieła wszelkich interesujących kreacji – gdy na horyzoncie zamajaczy nietuzinkowy charakter, znika już po kilku krótkich rozdziałach. A jeśli dodamy do tego absurdalne, niekiedy wręcz idiotyczne zachowania bohaterów, to otrzymamy obraz pozbawiony wszelkiego wyrazu i smaku. I, niestety, tak właśnie się dzieje.

Warto w tym miejscu wspomnieć o świecie wykreowanym na potrzeby autorskiego systemu RPG. Szybki rzut oka na mapę sporo wyjaśni – mamy tu do czynienia z kalką Europy oraz obszarów Północnej Afryki i Azji z naniesionymi nań niewielkimi zmianami. Odwzorowanie to jest widoczne niemal pod każdym względem – od nazewnictwa charakterystycznego dla danego regionu, aż po warunki klimatyczne. Można by uznać, iż Sokołowski chciał skoncentrować się na udoskonalaniu pozostałych elementów książki, zamiast tracić czas na tworzenie oryginalnego uniwersum. Efekt ten nie został jednak osiągnięty.

Chociaż pióro debiutanta jest co najwyżej przeciętne, zdecydowanie wyróżnia się na tle reszty dzieła. Co prawda, czytelnik nie dostrzeże tu plastycznego, opisowego języka, porywającego stylu czy zdolności budowania napięcia – jest poprawnie, ale nic poza tym. Ni to grzeje, ni ziębi, niczym monotonny potok słów. Drętwe dialogi oraz nuda wiejąca z niemal czterystu stron powieści skutecznie zniechęcają do dalszej lektury i nie zapisują się w czytelniczej pamięci na dłużej niż tydzień.

W pisarskim debiucie Dominika Sokołowskiego znajduje się niewiele pozytywnych akcentów. Brak głośnej promocji jest w tym przypadku zaletą – może dzięki skromnemu przyjęciu i nie najlepszym ocenom krytyków, Rebis zajmie się ciekawszymi pozycjami, których przecież mu nie brakuje. Mimo to Kroniki Arkadyjskie, które otwiera „Kwiat paproci”, mają jeszcze szansę podwyższyć swój poziom – do poprawienia jest dużo, jednak polscy autorzy nie raz udowodnili, że po upadku potrafią wzlecieć naprawdę wysoko.

Ocena: 2/5

Dyskusja