Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Inne czasy, te same błędy – recenzja książki „Wrzesień”

Powieść „Wrzesień” Tomasza Pacyńskiego, która ukazała się w 2002 roku nakładem wydawnictwa Runa, spotkała się z ambiwalentnym przyjęciem czytelników. Obok głosów krytyki, pojawiały się także opinie stawiające tę książkę wśród najlepszych. Można by się zastanawiać – skąd tak diametralnie różniące się opinie? Lektura rozwiewa wszelkie wątpliwości. W zależności bowiem od tego, co czytelnik ceni i czego poszukuje w literaturze, „Wrzesień” może go zarówno usatysfakcjonować, jak i pozostawić z poczuciem zawodu bądź niedosytu.

Historia lubi się powtarzać. W przypadku Polski, ponownie zatoczyła koło. Po niedługim okresie względnej wolności, nasz kraj ponownie zniknął z map świata, a jego ziemie trafiły do rąk zaborców. Obszar pokonanego państwa został podzielony na trzy strefy okupacyjne, z których największe części zajęły Rosja i Stany Zjednoczone, a niewielki skrawek dostał się Niemcom. Ten stan rzeczy to nie efekt zaborczej polityki sąsiadów, tylko wina narodu, który zaatakował militarnie Litwę, nie bacząc na ostrzeżenia międzynarodowych organizacji. Część odpowiedzialności spada także na rząd, którym jest duchowieństwo.

W toku wojny Polska został niemal zrujnowana, a jakby tego było mało, na planecie dokonuje się klimatyczna i polityczna katastrofa. Daleki Wschód zmienia się w radioaktywną pustynię, a okupujące Polskę Stany Zjednoczone przegrywają militarną konfrontację z państwami arabskimi. Jednocześnie wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że już wkrótce ludzkości przyjdzie zmierzyć się z kolejną epoką lodowcową.

Wizja, jaką przedstawia Pacyński, nie napawa optymizmem. Osadzenie akcji powieści w takich, realiach, sprawia, że jego książka ma charakter przestrogi. Autor wyraźnie sugeruje, że jeśli uznać historię za nauczycielkę życia, to Polacy są wyjątkowo opornymi uczniami. Negatywna ocena tych cech narodu, które często owocują dla naszego kraju przykrymi konsekwencjami, idzie w parze z gorzkim spojrzeniem na sytuację społeczną i polityczną, jaka miała miejsce w Polsce podczas powstawania powieści. W tej ocenie Pacyński jest jednak bardzo jednostronny i gołym okiem widać, że krytyka wymierzona jest w jedną, konkretną opcję polityczną. W jej ogniu znalazły się nacjonalizm, przywiązanie do tradycyjnego katolicyzmu, ksenofobia, a w pewnym sensie zakwestionowany został sens pielęgnowania takich wartości jak choćby patriotyzm. Polacy we „Wrześniu” są rasistami i antysemitami, gotowymi posunąć się do zbrodni w obronie wyznawanych idei.

Podobne sądy, wplatane między kartki powieści Pacyńskiego sprawiają, że odbiór książki jest w dużej mierze zależny od poglądów politycznych czytelnika. Potraktuje on „Wrzesień” albo jako pouczającą lekturę, z powodzeniem sprawdzającą się w roli przestrogi, bądź też z wielkim trudem będzie wertował kolejne strony, nie mogąc nadziwić się jednostronności z jaką autor potraktował poruszony temat. Bo rzeczywiście, problemy polskiego społeczeństwa nie wiążące się w żaden sposób z nadmiernym przywiązaniem do takich wartości jak religia, honor, czy patriotyzm, zostają tu zwyczajnie pominięte.

Fabuła „Września” zawiązuje się dość powoli i przez znaczną część książki brakuje głównego wątku, który wyraźnie wybijałby się na tle pozostałych. Podobnie rzecz ma się z bohaterami. Początkowo wiele wskazuje na to, że najważniejszym z nich jest oficer Wagner, jednak od pewnego momentu funkcję wiodącej postaci przejmuje od niego Frodo, komputerowy geniusz, który swój przydomek zawdzięcza niewielkiemu wzrostowi. Warto zauważyć, że to nie jedyne nawiązanie do literatury fantastycznej, gdyż w powieści występują także odniesienia do prozy Andrzeja Sapkowskiego. Bohaterom „Września” brakuje jednak głębi psychologicznej, czegoś, co sprawiałoby, że ich losy nie byłyby czytelnikowi obojętne. Ani Wagner, ani Frodo, ani żadna z postaci drugoplanowych nie zapisuje się niczym szczególnym w pamięci odbiorcy.

Z drugiej strony trzeba przyznać, że Pacyński dobrze poradził sobie z nakreśleniem realiów, w jakich toczy się akcja powieści. Zniszczona wojną Polska, która zatraciła całą dawną świetność, jest teraz domem dla przemytników, przestępców i partyzantów. Gdzieniegdzie ciągle funkcjonuje jakaś przedsiębiorczość, a interesy załatwia się w spelunach, gdzie nieświeże psie mięso uchodzi za powszechnie pożądany smakołyk. Pacyński doskonale oddał poczucie beznadziei, jakie ogarnęło tych, którzy przeżyli wojnę. Nie jest to jednak tylko domena Polaków. Dość wspomnieć, że w opisywanym świecie zostało raptem kilka milionów Chińczyków, Skandynawia jest całkowicie skuta lodem, a niemieckie posiadłości w Afryce szybko pustynnieją.

Wszystko to składa się na przepełnioną pesymizmem wizję świata, w której już mało kto wątpi, iż ludzka cywilizacja nieuchronnie zmierza ku upadkowi. Nie byłaby ona tak sugestywna i przekonująca, gdyby nie styl Pacyńskiego. Autorowi niewiele można zarzucić pod względem warsztatu pisarskiego i jeśli przymknąć oko na męczące retrospekcje oraz niezbyt pasjonujących bohaterów, „Wrzesień” z pewnością można byłoby przeczytać jednym tchem.

Ocena: 2.5/5

Dyskusja