Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Jeż demona w mig pokona – recenzja komiksu „Jeż Jerzy – Egzorcysta”

W drugim wydanym przez Egmont tomie przygód Jeża Jerzego, tytułowy bohater napytał sobie biedy, popadając w liczne konflikty i stając się wrogiem publicznym, ściganym przez najważniejsze służby w państwie. W trzecim, ponownie znajduje się na celowniku śledczych, lecz tym razem gra toczy się o znacznie większą stawkę. W całą intrygę zamieszany jest bowiem sam Diabeł.

Szatan nie ma najmniejszych wątpliwości – właśnie nadszedł czas, by rozpocząć przepowiedzianą w Biblii Apokalipsę. Pierwszym krokiem do realizacji planu jest pozyskanie śmiertelnika, który zgodzi się, by w jego ciało wstąpił demon rodem z piekła. Pada na znanego z pierwszego tomu ulicznego cwaniaczka, który po wielu przygodach sprzeniewierzył się dresiarskim ideałom i postanowił wieść w miarę normalny żywot, pracując w zakładzie transportu miejskiego jako kontroler biletów. Demon przyjmuje jego postać i rozpoczyna serię krwawych mordów. Pech jednak chce, że w każdym miejscu zbrodni odnajdowane są ślady, obciążające winą Jeża Jerzego, za którym w całym kraju szybko zostają rozwieszone listy gończe. Z pomocą przychodzi mu jedynie zaprzyjaźniony katolicki ksiądz – nie stroniący od dobrego alkoholu i mający słabość do pięknych kobiet, lecz niezwykle zdeterminowany, by oczyścić świat z diabelskich pomiotów.

Dotychczasowe odsłony przygód Jeża Jerzego były zbiorami krótkich, liczących maksymalnie kilka stron opowiastek, ukazujących małe epizody z życia bohatera i na ogół kończące się efektowną puentą. „Egzorcysta” to zupełnie inna para kaloszy. Tym razem mamy bowiem do czynienia z jednolitą, rozbudowaną historią, w której kolczasty skejt gra pierwsze skrzypce. Słuszność tego posunięcia nie jest łatwa do jednoznacznej oceny. Fabuła „Egzorcysty” rozwija się bowiem ciekawie, lecz finał nie jest tak przewrotny, jak można byłoby tego oczekiwać, mając na uwadze pomysłowość i cięty dowcip twórców komiksu. W gruncie rzeczy otrzymujemy tu nieskomplikowaną, aczkolwiek przyjemną w lekturze opowiastkę, zdolną zapewnić godzinę odprężającej rozrywki.

Podobnie jak miało to miejsce w poprzednich tomach, nieodłącznym elementem przygód Jeża Jerzego jest humor. Sarkastyczny, zwykle nie najwyższych lotów, ale nie oszczędzający nikogo. Pod tym względem „Egzorcysta” bez wątpienia dorównuje swoim poprzednikom. Tym razem dresów jest tu jak na lekarstwo, szczęśliwie nie pojawiają się też nacjonaliści, bądź osobniki kochające inaczej. Przedmiotem najostrzejszego dowcipu ze strony autorów jest tym razem kler i zwalczany przez niego Szatan, a pomysłem równie błyskotliwym, co absurdalnym, okazuje się postawienie tytułowego bohatera w roli bożego sługi, chętnie współpracującego z zaprzyjaźnionym kapłanem. Nie zabrakło też odrobiny pikanterii – bułgarska prostytutka trafiająca do piekła i robiąca diabłu „bułgarską pralkę” (gdyby tylko wyjaśniono, co to tak naprawdę jest!”) czy napalona pielęgniarka z uwielbieniem zakładająca pacjentom cewniki to jedne z najbarwniejszych postaci, jakie przyjdzie nam spotkać w „Egzorcyście”. Wisienkę na torcie stanowią sceny egzorcyzmów, pełne oczywistych, choć nie zawsze smacznych, nawiązań do kultowego horroru Williama Friedkina.

W oprawie graficznej komiksu nie zaszły żadne zmiany w stosunku do poprzednich części. Kreska Tomasza Leśniaka niezmiennie stanowi jeden z atutów komiksu. Na szczególne wyrazy uznania zasłużył sobie scenami z udziałem Szatana i jego sługusów, zawsze w odpowiedniej, piekielnej scenerii i na czerwonym tle, choć na ogół przy niewielkiej ilości detali w tle. Dobre wrażenie sprawiają również karykaturalne oblicza bohaterów, na czele z księdzem, opętanym kanarem i wspominaną wcześniej panią lekkich obyczajów. Jednak tym, co w warstwie wizualnej „Egzorcysty” urzeka najbardziej, są sceny walk, szamotanin oraz morderstw. Drastyczności tutaj co nie miara, ale sposób, w jaki Leśniak ukazuje roztrzaskane o ścianę, leżące w karykaturalnych pozach ofiary demona, urywanie głowy czy tryskającą na wszystkie strony krew, sprawia, iż powinien poważnie zastanowić się w przyszłości nad stworzeniem komiksu w konwencji komediowego gore – pomysł na polskim rynku wszak nietuzinkowy, a o tym, że nie brak mu odpowiedniego warsztatu, na kartach „Egzorcysty” każdy może się dobitnie przekonać.

„Jeż Jerzy – Egzorcysta” to kolejna obowiązkowa pozycja w komiksozbiorze każdego miłośnika tego bohatera. Choć pod względem fabularnym przedstawiona tu opowieść nie zachwyca, to oprawa graficzna pozostaje na niezmiennie wysokim poziomie, a obecny w komiksie humor, powinien przypaść do gustu każdemu, kto śmiał się do rozpuku, czytając poprzednie odsłony przygód kolczastego skejta.

Dyskusja