Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Nowy, nietuzinkowy bohater na polskiej scenie – recenzja komiksu „Bler – 1 – Lepsza wersja życia”

Nie ma co ukrywać, że serie o polskich superbohaterach można policzyć na „palcach pechowego drwala”. To właśnie z powodu ich mizernej liczby, wydawcy próbują nam serwować tytuły oferujące w tym temacie coś nowego. Jednym z nich jest „Bler” – komiks o polskim bohaterze, ukazującym temat nieco inaczej, niż zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić.

Pierwszy tom „Blera” nosi podtytuł: „Lepsza strona życia”. To w zasadzie wprowadzenie do trzytomowej całości, z jakiej składa się opowieść. Jej akcja ma początek jesienią 1998 roku, w okolicach Krakowa. Jak to zwykle bywa, zaczyna się dość prozaicznie i niewinnie. Młody handlarz książkami, spieszy się, by jak najszybciej wrócić do domu. A jak się człowiek spieszy, to o wypadek nie trudno.

Nie ma więc co ukrywać, że obudzenie się bohatera z super mocami w tajnym szpitalu nie budzi zaskoczenia czytelnika. Jest to jednak ostatnia oczywista rzecz jaką autor komiksu – Rafał Szłapa – nam zaserwował. Wykreowany przez niego bohater, który od tej pory będzie nosił imię Bler, zupełnie inaczej podchodzi do kwestii superbohaterskich obowiązków niż inni herosi. Udaremnianie napadów na bank czy ratowanie staruszek z pożarów to jedno, ale mało który z protagonistów do tej pory zwrócił uwagę na problem np. przemocy domowej. Zwłaszcza tej, wymierzonej w kierunku dzieci.

Ten i wiele innych zabiegów sprawia, że „Bler” nabiera zupełnie innego znaczenia niż większość znanych nam Supermanów i Batmanów. Co innego jest toczyć epickie walki z niebezpiecznymi łotrami, ratować po raz setny całe miasto (czy wszechświat), a co innego złapać za rękę konkubenta matki i tym samym powstrzymać go przed wymierzeniem kolejnego ciosu w stronę niewinnego dziecka.

Jeszcze z innego powodu Bler jest ciekawą postacią. Jest nim wygląd bohatera. Większość obrońców ludzkości decyduje się na krzykliwe peleryny i cudaczne maski ukrywające ich prawdziwą tożsamość. A tu! Rodzimy heros wykazuje się nie lada skromnością. Jedyne co go wyróżnia, to niepozorna bluza z zapięciami i symbolem litery B. Sam co prawda rzuca uwagę „Nie za pstrokate to wdzianko”, jednak jego nowi współpracownicy twierdzą, że ma stać się rozpoznawalną ikoną.

No właśnie, współpracownicy! Skoro o nich mowa, to niestety z pierwszej części komiksu niewiele się dowiemy na temat ich tożsamości i zamiarów. Trzeba przyznać, że taka otoczka może nie tylko zainteresować czytelnika, ale i zaintrygować do tego stopnia, by sięgnął po kolejny tom przygód mężczyzny z literą B na bluzie.

Aurę tajemnicy i niepewności podkreślają także rysunki autora komiksu. Pozornie są nieco toporne, kreowane za pomocą ciężkich pociągnięć czarnego tuszu. Ale to właśnie ten zabieg doskonale oddaje wszystkie aspekty, na których twórca komiksu chciał się skupić. Polska rzeczywistość to nie kolorowa Ameryka, czy dobrobyt Zachodu. Tu naprawdę najgorsza odmiana przestępstw wydarza się za zamkniętymi drzwiami domów i mieszkań.

Ciężki lineart dobrze współgra z tonacją barw. Te dobrane są bardzo oszczędnie. Występują podstawowe odcienie, co jeszcze mocniej podkreśla dramaturgię opowieści, która z „superbohaterskim kiczem” nie powinna mieć nic wspólnego. I faktycznie nie ma.

Trzeba przyznać, że pierwszy tom przygód rodzinnego superczłowieka, wypada naprawdę obiecująco. Bohater sam nie wie kim jest, skąd czerpie swoje moce ani jak ma nad nimi zapanować. Nie jest nawet pewien czy jego wybawcy naprawdę mają wobec niego szlachetne zamiary, czy może kierowani są własnymi, obcymi mu pobudkami? Taka ilość wątpliwości i przeżyć wewnętrznych tytułowej postaci sprawia, że scenariusz tej opowieści wybija się nie tylko na tle rodzimych komiksów, ale i tych znanych nam zza wielkiej wody.

W momencie, gdy trzyma się w rękach tak oryginalne i nietuzinkowe dzieło, czego oprócz kontynuacji może chcieć czytelnik? Chyba tylko tego, by jak najszybciej dostać ją w swoje ręce! Dobrze więc, że polska scena obrońców ludzkości wzbogaciła się o Blera – postać złożoną, a co najważniejsze oryginalną!

Dziękujemy autorowi, Rafałowi Szłapie za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Dyskusja