Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Powrót do Śródziemia – recenzja filmu „Hobbit – Niezwykła Podróż”

Dziewięć lat to szmat czasu! A tyle czasu przyszło czekać polskim fanom Tolkiena na premierę „Hobbita”, odkąd do kin trafiła ostatnia część „Władcy Pierścieni” w reżyserii Petera Jacksona. Anielska cierpliwość została im jednak wynagrodzona z nawiązką. „Hobbit – Niezwykła Podróż” to jeden z najlepszych filmów fantasy, jakie kiedykolwiek powstały.

O planach zekranizowania pierwszej powieści Tolkiena mówiło się już w czasach, gdy multipleksy pękały w szwach pod naporem widzów ciągnących na przygody Drużyny Pierścienia. Minęło ładnych parę lat, zanim w obieg puszczono pierwsze konkretne i wiarygodne informacje na ten temat. Szumne zapowiedzi przeplatały się jednak z doniesieniami o problemach ekipy tworzącej film, a także problemach finansowych odpowiadającej za niego wytwórni Metro Goldwyn-Mayer. Pewne kontrowersje dotyczyły także osoby reżysera, w której to roli dłuższy czas widziano Guillermo del Toro. Ostatecznie tę funkcję po raz kolejny powierzono Peterowi Jacksonowi, podczas gdy hiszpański twórca, mający na koncie takie produkcje jak „Sierociniec” czy „Labirynt fauna”, wziął na swoje barki przygotowanie scenariusza. Wreszcie, gdy pod koniec 2011 roku został pokazany pierwszy oficjalny zwiastun „Hobbita”, stało się jasne, że premiera jest już tylko kwestią czasu.

Fabuła „Hobbita” powinna być doskonale znana każdemu, kto zwie się miłośnikiem fantastyki. Tym jednak, którzy zrządzeniem losu nie mieli dotąd okazji przeczytać rzeczonej powieści (bądź czytali ją dawno temu) należy się kilka słów wyjaśnienia, ewentualnie przypomnienia. Jej bohaterem jest Bilbo Baggins z Shire, wuj doskonale znanego z „Władcy Pierścieni” Froda. Pewnego dnia wizytę składa mu czarodziej Gandalf, próbując skłonić do udziału w wielkiej wyprawie, której celem jest Samotna Góra i zamieszkujący ją okrutny smok, Smaug. Niegdyś była to siedziba krasnoludów, lecz jaszczur, pchany żądzą bogactw i skarbów, odebrał ją prawowitym właścicielom, mordując wielu z nich. Zdając sobie sprawę, w jak niebezpieczne i ryzykowne przedsięwzięcie próbuje się go zaangażować, Bilbo początkowo stanowczo odmawia. Jednak po wielu namowach decyduje się wziąć udział w wyprawie. Hobbit, w towarzystwie Gandalfa i trzynastu krewkich krasnoludów, opuszcza Shire, by wziąć udział w największej przygodzie swego życia.

Kto jednak ma nadzieję zobaczyć epicką Bitwę Pięciu Armii lub, choćby ujrzeć, jak prezentuje się Smaug w całej okazałości, może się rozczarować, bowiem zgodnie z zapowiedziami, ekranizację „Hobbita” podzielono na trzy części. „Niezwykła Podróż” kończy się jeszcze na długo przed dotarciem wyprawy do stóp Samotnej Góry. Pomysł ten wywołał w środowisku fanów Tolkiena ogromne kontrowersje. Zastanawiano się, w jaki sposób książkę, która w oryginale liczy niespełna 300 stron, Jackson będzie w stanie rozciągnąć na trzy odrębne obrazy i czy nie odbije się to niekorzystnie na tempie narracji . Zwłaszcza, że tyle samo filmów powstało w oparciu o sagę „Władca Pierścieni”, której literacki pierwowzór, praktycznie niezależnie od wydania, mieści się na ponad tysiącu stron.

Obawy nie były jednak konieczne! Fabuła początkowo rzeczywiście rozwija się powoli, lecz szybko nabiera tempa, nie pozwalając nawet na chwilę znużenia. Sceny w domu Bilba umożliwiają poznanie każdego bohatera z osobna, stanowiąc zgrabne wprowadzenie do tytułowej niezwykłej podróży. Uwagę widzów z pewnością zwróci piękne, niemal mistyczne wykonanie pieśni „Misty Mountains”, a także fantastyczne, pełne humoru odtworzenie scen uczty w niziołkowej chatce. Prawdziwa przygoda zaczyna się jednak wraz z początkiem wyprawy. Od tej pory, przez ponad dwie godziny projekcji, emocje stoją na najwyższym poziomie, a koniec filmu przyjmuje się z rozczarowaniem i życzeniem jak najszybszego powrotu do Śródziemia.

Osobną kwestię stanowi zgodność treści zaprezentowanych w filmie z książkowym pierwowzorem. Pewne zmiany w stosunku do niego oczywiście zaszły. Jest ich niemało, ale na ogół nie są one na tyle znaczące, by obniżało to wartość „Hobbita – Niezwykłej Podróży” jako ekranizacji powieści Tolkiena. Przede wszystkim, zwraca uwagę bardzo wyeksponowany wątek orkowego dowódcy Azoga, który, zgodnie z historią Śródziemia, zginął w bitwie w dolinie Azunalbizar, na długo przed wyprawą Bilba. Nieco inaczej niż w pierwowzorze wygląda też kwestia z przekonaniem hobbita do wzięcia udziału w wyprawie. Poważnym modyfikacjom uległa też przygoda z trollami. Ponadto, w „Niezwykłej Podróży” zobaczymy także postacie, które w oryginale nie pojawiają się ani razu. Jedną z nich jest Galadriela. Niektóre modyfikacje wątków wynikają jednak z tego, iż Jackson najwyraźniej nie traktuje ekranizacji „Hobbita” jako dzieła całkowicie odrębnego od „Władcy Pierścieni”. W wielu momentach podkreśla ciągłość politycznej historii Śródziemia, a niektóre elementy fabuły ukazuje w taki sposób, by tworzyła ona spójną całość z nakręconą przed laty trzyczęściową sagą. Pojawiający się na chwilę Frodo czy dyskusja w Rivendell, dotycząca zbliżających się wielkich zmian, to wyraźne zabiegi dopełniające funkcji „Hobbita” jako prologu do wydarzeń przedstawionych we „Władcy Pierścieni”.

Znaczną część wynoszącego ponad pół miliarda dolarów budżetu pochłonęło przygotowanie oprawy audiowizualnej. Środki te zostały jednak należycie zainwestowane. Wszystkie elementy filmu stoją na najwyższym poziomie. Powrót do Śródziemia po raz kolejny przyniesie fanom Tolkiena moc niezwykle estetycznych doznań. Nowozelandzkie krajobrazy zapierają dech w piersiach tak samo, jak przed laty. Kolorowy, sielski Hobbiton czy Rivendell w całym swoim majestacie i splendorze. Każdy zapewne jeszcze pamięta je z „Władcy Pierścieni”. Równie urzekająco prezentują się grota Króla Goblinów oraz Mroczna Puszcza (zamieszkiwana przez Radagasta Brunatnego). Podsumowując! Scenografowie odpowiedzialni za przygotowanie wnętrz zasłużyli sobie na osobne wyrazy uznania.

„Hobbit – Niezwykła Podróż” to także popis fenomenalnych efektów specjalnych. Do polskich kin film wszedł w różnych wersjach – 2D i 3D. Wyświetlany jest w różnej liczbie klatek na sekundę (a także z napisami bądź polskim dubbingiem). Jednak, aby w pełni cieszyć się tym, co przygotował dla fanów Śródziemia Peter Jackson, należy udać się na wersję w trójwymiarze, najlepiej przy 48 klatkach! Efekty 3D prezentują się wyśmienicie. Niekiedy technologia ta wykorzystywana jest tylko do stworzenia odpowiedniej głębi (kunszt twórców w tym aspekcie najlepiej przejawia się w scenach w siedzibie Króla Goblinów). Od czasu do czasu jednak rozmaite obiekty, jak odłupujące się fragmenty skał, rzucane kamienie czy wystrzeliwane strzały lecą w kierunku widza. Jakość obrazu we wspomnianej wersji również zachwyca. Patrząc na oblicza bohaterów, można zliczyć wszystkie ich blizny i zmarszczki, zaś przyglądając się zbrojom i broni, bez problemu dostrzeżemy ich każdy najdrobniejszy element. Gollum prezentuje się jeszcze lepiej, niż we „Władcy Pierścieni”, a oglądanie goblinów, trolli oraz starcia kamiennych olbrzymów stanowią prawdziwą ucztę dla oka.

Dodatkowym atutem „Hobbita” jest muzyka. Przygotowanie ścieżki dźwiękowej raz jeszcze powierzono Howardowi Shore’owi, który powtórnie stanął na wysokości zadania, tworząc zestaw niezwykle nastrojowych, idealnie pasujących do klimatu filmu kompozycji. Począwszy od miłych dla ucha brzmień odtwarzanych w początkowych scenach w domu Bilba, aż po szereg dynamicznych i patetycznych utworów, pobrzmiewających głównie podczas walk i niebezpieczeństw. Bez mała wszystkie dźwięki zostały idealnie dopasowane pod charakter poszczególnych scen. Oczywiście, oglądając „Hobbita”, usłyszymy kilka utworów doskonale znanych z „Władcy Pierścieni”. Jednak w większości przypadków, na czele z podniosłym motywem przewodnim, to kompozycje zupełnie nowe, przygotowane z myślą o ekranizacji pierwszej książki w dorobku Tolkiena.

Całości dopełnia bardzo dobre aktorstwo. Część obsady powinna być wszystkim doskonale znana z „Władcy Pierścieni”. Ian McKellen jako Gandalf, Ian Holm jako Bilbo w sędziwym wieku, czy Christopher Lee w roli Sarumana, spisują się równie dobrze, jak przed laty. Podobnie rzecz się ma w przypadku Cate Blanchett, czyli filmowej Galadrieli oraz grającego Elronda – Hugo Weavinga. Pojawia się jednak dużo nowych twarzy. Rola tytułowego bohatera przypadła w udziale Martinowi Freemanowi, który udźwignął ciężar spoczywającego na nim zadania i wcielił się w młodego Bilba z nie mniejszym przekonaniem i wiarygodnością, niż niegdyś zrobił to Elijah Wood z postacią Frodo Bagginsa. Odtwórców ról krasnoludów jest natomiast zbyt dużo, by móc należycie przyjrzeć się każdemu z nich z osobna. Choć z pewnością uwagę zwraca Richard Armitage, który uczynił z Thorina Dębowej Tarczy postać równie intrygującą, co charyzmatyczną.

„Hobbit – Niezwykła Podróż” to jeden z tych filmów, które trzeba zobaczyć, i to najlepiej na dużym ekranie! Kino umożliwia widzom zapoznanie się ze wszystkimi wizualnymi smaczkami, jakie przygotował dla nich Peter Jackson. Powrót do Śródziemia okazuje się niezwykle pasjonujący i, mimo że zapewnia trzy godziny emocji i wrażeń na najwyższym poziomie, to i tak pozostawia uczucie niedosytu, rozbudzając oczekiwania przed kolejną częścią. Niewielki cień na „Hobbita” rzucają modyfikacje w stosunku do literackiego pierwowzoru, których część słusznie wyda się fanom Tolkiena bezzasadna. Niedociągnięcia te nie zmieniają jednak faktu, że najnowszy film nowozelandzkiego reżysera to jeden z najlepszych reprezentantów gatunku fantasy, jakie kinematografia widziała do tej pory!

Ocena: 4.5/5

Dyskusja