Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Świeże przygody człowieka z wędliny – recenzja komiksu „Człowiek Paroovka. Gorące głowy”

Niedawno nakładem wydawnictwa Kultura Gniewu ukazała się najnowsza odsłona przygód „Człowieka Paroovki” – postaci stworzonej przez duet w osobach Marka Lachowicza oraz Tomasza „TJFK” Kuczmy.

Kim jest Człowiek Paroovka? To bohater dość ekstrawagancki, szelmowski, wyluzowany i, jak sama nazwa wskazuje – zbudowany cały jest z parówek. Przeżywa przeróżne, zwariowane przygody, jak na przykład nieustanne walki z gangiem wąsaczy (a raczej próby ich ogolenia). Brzmi to co prawda dość surrealistycznie, ale taki właśnie ma być ten komiks.

W najnowszej odsłonie jego przygód, zatytułowanych „Gorące Głowy”, główny bohater zmierzy się z nowymi zaskakującymi przeciwnikami. Dybią oni nie tylko na spokój Parówki, ale i całego miasta. Jest to Liga Pogromców Robotów (chcących zniszczyć wszystkie roboty, łącznie z tymi drogowymi) oraz Magister Szczut – szalony profesor chemii, który z kolei chce zasiąść na fotelu dyrektora pewnej dwujęzycznej szkoły. Te niewątpliwie czarne charaktery będą starały się możliwie jak najbardziej uprzykrzyć życie Parówce, który jedynie chce umówić się na randkę z ładną sąsiadką.

Jak widać, grono bohaterów komiksu jest bardzo szerokie. Jakby tego było mało, pojawi się jeszcze Człowiek Żelazko (nazwa Iron Man dziwnym zrządzeniem losu jest już zastrzeżona) oraz tajemniczy Ołówek chcący pomóc naszej wędlinie. Każda z tych postaci jest nie tylko oryginalna, ale na swój sposób unikalnie zabawna i komiczna.
No bo kto z nas nie bał się w szkole profesora od chemii (chyba tylko Ci, którzy lubili ten przedmiot). Sieć jego intryg i pomysłów zdolnych zagrozić Parówce jest zakrojona na bardzo szeroką skalę, więc czytelnik na pewno nie będzie się nudził w trakcie lektury komiksu.

Dodatkowo, wszystko okraszone zostało pokaźną dawką humoru. Jest to co prawda humor mocno zakręcony i, co tu dużo ukrywać, raczej przypadnie on do gustu młodzieży i studentom (podobnie jak cała idea bohatera zrobionego z wyrobów mięsopodobnych, albo pomysł gadających czopków, które także w tym komiksie się pojawią), czyli pokolenia dzisiejszych dwudziestoparolatków . W żadnym stopniu nie jest to jednak humor małego kalibru. Wręcz przeciwnie. Dowcip śmieszy w sposób naprawdę niewymuszony i swobodny. Zasada ta tyczy się nie tylko humoru słownego czy postaciowego, ale i wszelakich gagów sytuacyjnych, od których ten album aż pęka w szwach.
Wiele dowcipów to tak naprawdę ironiczne odniesienia do naszej, polskiej rzeczywistości i realiów. Wprawne oko czytelników wychwyci niejeden smaczek, jaki przygotowali dla nas twórcy tego albumu.

A skoro o nich mowa, to warto zaznaczyć, że za scenariusz i rysunek odpowiada pierwszy z wymienionych na wstępie panów: Marek Lachowicz. Jego prace są dość schematyczne i oszczędne, ale oto w nich właśnie chodzi. Doskonale podkreślają prześmiewczy i lekki klimat przygód Parówki. Są jednak na tyle oryginalne, że nie sposób ich pomylić z jakimkolwiek innym, czy to polskim, czy zagranicznym rysownikiem. Gruba kreska konturowa to jedna z cech najbardziej wyróżniających jego pracę. Weźmy takiego Parówkę: mimo że pozornie składa się z kilku owali, nie sposób się wręcz nie domyślić, że chodzi tu tylko i wyłącznie o wyroby wędliniarskie.

Zapewne nie byłoby to takie proste i jednoznaczne bez wkładu pracy drugiego ojca komiksu, czyli Tomasza „TFJK” Kuczmy, który odpowiada za kolory. Warto szczególną uwagę zwrócić właśnie na wkład jego pracy, gdyż jest on tak samo znaczący dla tej konkretnej serii komiksowej, jak rysunek czy scenariusz. TFJK stosuje bardzo ożywioną i różnorodną paletę barw, co sprawia, że schematyczne rysunki prawie dosłownie ożywają przed oczami czytelnika. W niektórych momentach można nawet odnieść złudzenie, że to nie jest już komiks, a animacja. Dzieje się tak nie tylko dzięki sekwencyjnie poukładanych po sobie kadrach, ale właśnie dzięki doborowi barw i ich odcieni.
Dla przykładu weźmy tu dwie strony, prawie ze środka komiksu, gdzie bohaterowie oglądają reklamy w TV. Poukładane po kolei kadry sprawiają, że czytelnik może odnieść wrażenie ruchu podobne do tego, jakie mamy przy oglądaniu kreskówek. Trzeba przyznać, że ten eksperyment przyniósł niezwykle udany efekt.

Co do samego środku komiksu, to jest w nim jedna z najbardziej rzucających się w oczy rzeczy, z jaką my, czytelnicy, będziemy mieć do czynienia zaraz po wzięciu albumu do rąk. Autorzy umieścili tam postać głównego bohatera i Ołówka, które dosłownie wyskakują z wnętrza komiksu. Ołówek pokazuje Parówce świat, czyli prawdziwe 3D. Trzeba przyznać, że to naprawdę ciekawe zagranie ze strony autorów komiksu, by jeszcze bardziej przyciągnąć uwagę do ich dzieła.

„Gorące głowy” to świetna lektura, zwłaszcza dla pokolenia schyłku lat 80-tych i 90-tych, i to właśnie to pokolenie wyniesie najwięcej radości z lektury tych, jak i poprzednich przygód chodzącej wędliny. Nie oznacza to jednak, że inne grupy czytelników powinny stronić od tego komiksu. Po prostu należy pamiętać, że humor prezentowany przez „Człowieka Paroovkę” jest skierowany do rówieśników autorów tego dzieła.

Dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Dyskusja