Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

CRYSIS: Eskalacja – fragment 4

Departament Antioquia, północna Kolumbia, rok 2019, operacja Scarface (antynarkotykowa operacja połączonych sił kolumbijskich, amerykańskich i brytyjskich)
Zawsze musi być ten pierwszy raz. Przypominał sobie swoją pierwszą strzelaninę. Był przerażony, ale dał sobie radę, wyszkolenie przezwyciężyło strach. Co próbuję udowodnić tutaj?, przemknęło mu przez głowę. Zaraz po: Powinienem był użyć czterdziestki piątki.

Gavin Smith
CRYSIS: Eskalacja
Przekład: Przemysław Bieliński
© 2013 Insignis Media. Wszelkie prawa zastrzeżone
Fragment 4/4

Sekta
Departament Antioquia, północna Kolumbia, rok 2019, operacja Scarface (antynarkotykowa operacja połączonych sił kolumbijskich, amerykańskich i brytyjskich)
Zawsze musi być ten pierwszy raz. Przypominał sobie swoją pierwszą strzelaninę. Był przerażony, ale dał sobie radę, wyszkolenie przezwyciężyło strach. Co próbuję udowodnić tutaj?, przemknęło mu przez głowę. Zaraz po: Powinienem był użyć czterdziestki piątki.
Barnes wiedział, że poderżnięcie gardła to nie jest jedno gładkie cięcie, trzeba się trochę napiłować. Kiedy wychynął z zarośli, najemnik zaczął się obracać. W dawnych czasach kartele z Medellin i Cali używały do szkolenia swoich ludzi byłych wojskowych z Wielkiej Brytanii, USA i Izraela. Nowe kartele korzystały ze wschodnioeuropejskich weteranów, często po służbie w Specnazie, zarówno w roli instruktorów, jak i wsparcia własnych sił.
Barnes oplątał sobą mężczyznę, powalił go na ziemię, żeby móc kontrolować jego ruchy, i zaczął rżnąć mu gardło; jednocześnie zdał sobie sprawę, że tamten umie walczyć. Najemnik wiedział, co w takiej sytuacji robić, jak reagować, wiedział też, że rozpaczliwie pragnie żyć. Krótko mówiąc, cichy atak nie poszedł Barnesowi tak dobrze, jak się spodziewał.
Arteria, arteria, odciąć dopływ krwi do mózgu, tchawica, żeby nie krzyczał. Mocno ścisnąć, nie pozwolić palcom zagrodzić drogi nożowi. Barnes niemal ujeżdżał przeciwnika na małej polance nad doliną Ferranto, robiąc dość hałasu, by ostrzec mieszkańców Bogoty, że właśnie ktoś kogoś morduje.
Najemnik kartelu znieruchomiał. Porucznik Laurence Barnes, 1. Grupa Operacyjna Sił Specjalnych – Delta, nie przestał piłować, dopóki nie nabrał pewności, że tamten jest martwy na dobre. Osunął się, zlany potem, z trudem łapiąc oddech. Prawą rękę miał we krwi po łokieć. To był jego drugi błąd tego dnia.
Drugi najemnik wyłonił się bezgłośnie z dżungli, z karabinem szturmowym w gotowości. Na widok tego, co zobaczył, nie zmienił mu się nawet wyraz twarzy. Wycelował lufę karabinu w Barnesa, który pospiesznie sięgnął po pistolet. Wiedział, że nie zdąży. Żołnierz kartelu miał go w garści. Twarz najemnika rozmazała się nagle, zmięła, jakby zapadła w sobie. Potem znowu, kiedy trafił ją drugi wytłumiony pocisk. Szok hydrostatyczny oderwał mężczyźnie czubek głowy. Z czerwoną miazgą w miejscu twarzy runął na ziemię.
Dzięki, Earl, pomyślał Barnes. Usłyszał dobiegające spomiędzy pobliskich drzew dwa odgłosy podobne do kaszlnięć – jeszcze co najmniej jeden żołnierz kartelu zginął zastrzelony z broni z tłumikiem. Barnes zdecydował się na nóż zamiast wytłumionego hecklera&kocha Mk.23 kaliber .45 z obawy, że błysk ognia wylotowego ostrzeże innych ludzi kartelu z Antioqui i ich sprzymierzeńców z FARC. Szczerze mówiąc, wybrał nóż także dlatego, że chciał w końcu mieć na koncie przeciwnika zabitego nożem – jako nowy porucznik w Delta Force chciał zaskarbić sobie szacunek swoich ludzi. Zwłaszcza że przyszedł z 82. Powietrznodesantowej, a nie z Sił Specjalnych czy Rangersów, jak to najczęściej bywało w Delcie. To była szczeniacka zagrywka, zwłaszcza na tym poziomie, i skarcił się za nią w myślach.
Zrzucił z siebie najemnika i wrócił myślami do chwili obecnej. Wytarł nóż o zwłoki, schował go do pochwy. Klęcząc, podniósł karabinek M4 CQB, niechcący brudząc krwią zabitego podwieszany granatnik M203 40 mm. Obejrzał szybko broń, sprawdzając, czy nie została uszkodzona w szamotaninie; na pierwszy rzut oka nic się jej nie stało.
Spomiędzy drzew wyłoniła się Chavez. Trzymała mocno obiema rękami swój M23 z tłumikiem. Sądząc po tym, skąd wyszła, to właśnie jej strzały słyszał Barnes. Chavez była raczej średniego wzrostu jak na kobietę, ale jemu zawsze wydawała się drobniutka. Wyglądała na zbyt małą w stosunku do dźwiganego ekwipunku, nigdy jednak nie miała problemu z nadążeniem za resztą. Była jedną z nielicznych kobiet w siłach specjalnych. Barnes wiedział, że musiała ciężko pracować, żeby ją zaakceptowali, zarówno jako kobietę, jak i polowego kontrolera ruchu Sił Powietrznych. Kontrolerzy byli dołączani do jednostek sił specjalnych takich jak Delta czy Navy SEALs w celu koordynowania wsparcia powietrznego ich działań. W Afganistanie i Iraku komandosi narzekali, że kontrolerzy nie są wyszkoleni tak dobrze jak oni, i że nie dają sobie rady. Chavez, z tego co Barnes widział, została całkowicie zaakceptowana przez grupę zwiadowczo-snajperską Szwadronu D, na pewno bardziej niż on sam, zważywszy na jego niedawny popis.
– Co jest, poruczniku? Prawie urżnął mu pan łeb.
Obok Barnesa pojawił się T, skrót od Thomas, nigdy Tom ani Tommy. Barnes zerknął na sierżanta, ale w głosie kaemisty/sanitariusza nie było słychać wyrzutu. Może odrobinę zatroskania. Był najstarszym z czwórki, w teorii zastępcą porucznika, ale Barnes lubił zdawać się na starszego podoficera w kwestiach operacyjnych, samemu ucząc się na jego przykładzie. Sierżant był nie tylko przyjaźnie nastawiony, co nie zawsze zdarzało się w siłach – był także wytrawnym zawodowcem. Przed przenosinami do Delty służył w 1. Siłach Specjalnych. Nigdy nie wspominał o matce, Barnes wiedział natomiast, że jego ojciec wciąż pracuje w Służbie Leśnej Departamentu Rolnictwa Oxbow Quadrangle {czyt. OXBOŁ KŁODRANGL} w stanie Montana, niedaleko granicy Idaho i Kanady.
– Chavez i ja załatwiliśmy jeszcze dwóch w lesie. Tego zdjął Earl… – T wskazał ruchem głowy drugiego zabitego na polance najemnika. – …i kryje nas stamtąd – skinął w kierunku niewielkiego wzniesienia wśród drzew.
Barnes tylko przytaknął.
T odkręcił tłumik ze swojego M23 i schował broń do kabury. Przygotował M249 SPW, specjalny wariant armijnego M249 SAW.
Przyklęknął przy najemniku zabitym przez porucznika. Palcami w rękawicach rozwarł mężczyźnie usta i obejrzał jego zęby.
– Tak, na sto procent wschodnia Europa, widać to po robocie dentystycznej. – Zerknął na zakrwawione ramię Barnesa. – Musi pan to zmyć, bo zlecą się muchy.
Znajdowali się na krawędzi stromego zbocza, wysokiego na jakieś sto trzydzieści metrów, nad wąską, spadzistą doliną Ferranto. Cała okolica była matecznikiem kartelu z Antioqui, dziedziców terytorium kartelu z Medellin i jego okrutnej spuścizny. Działali w północnym Departamencie Antioquia, rejonie kontrolowanym przez partyzantów z FARC od czasu ich ofensywy w 2011 roku, co utrudniało ingerencję kolumbijskiemu rządowi.
Jednak kartel posunął się o jeden krok za daleko, kiedy wysadził samolot rejsowy, żeby zabić nowego kolumbijskiego ministra obrony narodowej. Minister siedział w kieszeni kartelu z Norte del Valle i ich sprzymierzeńców, prawicowej partyzantki FAUC z południa. Samolot był amerykański, a eksplodował w brytyjskiej przestrzeni powietrznej, w drodze z Londynu do Bogoty. Rządy amerykański i brytyjski zaczęły naciskać na Kolumbię, żeby zezwoliła na działania ich sił zbrojnych na północy kraju w celu „wspomożenia” własnych wojsk w rozprawie z kartelem i FARC. Zwolennicy teorii spiskowych już obwiniali za zamach CIA, twierdząc, że agencja potrzebowała pretekstu do wyeliminowania lewicowego zagrożenia u progu Ameryki.
Barnes znał tę teorię i uważał, że jej propagatorzy nie mają pojęcia, jak bardzo amerykański rząd boi się kolejnego fiaska w stylu Wietnamu.
Ruszył w kierunku strumyka płynącego na skraju polany, żeby opłukać rękę. T złapał go za ramię.
– Ktoś może zobaczyć krew w wodzie w dole nurtu. Niech pan użyje wody z manierki, a potem napełni ją ze strumienia.
Barnes pokiwał głową i postąpił zgodnie z sugestią sierżanta, dodając do manierki kilka tabletek oczyszczających. Postanowił też, że to będzie jego ostatnia pomyłka tego dnia – a jeśli mu się uda, to i w całej operacji Scarface.
Podczołgał się do krawędzi urwiska. Chavez nawiązała kontakt z dyżurnym Sił Powietrznych w Połączonym Dowództwie Operacji Specjalnych w Medellin. T zabezpieczał tyły.
– Może niech pan namierzy, a ja zgłoszę, co, poruczniku? – spytała Chavez podczas przerwy w rozmowie przez radio. Barnes przytaknął. Przez lunetę M4 spojrzał w głąb doliny na ich cel. Kiedyś było to ranczo, teraz umocniony kompleks należący do Diego Ramiraza, głównego speca od brudnej roboty kartelu z Antioqui, uważanego za organizatora zamachu lotniczego oraz człowieka bezpośrednio lub pośrednio odpowiedzialnego za śmierć ponad pięciu tysięcy ludzi w wojnach gangów, zamachach bombowych i strzelaninach na całym świecie.
– Będzie wesoło. Kurwa, jak w Afganistanie – skonstatował Barnes.

Dyskusja