Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Dobra gra – dobry film – recenzja filmu „Książę Persji: Piaski czasu”

Jeśli wziąć pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia filmowców w ekranizowaniu popularnych gier komputerowych, to można dojść do wniosku, iż stworzenie dobrej adaptacji jest nie lada sztuką. Na palcach można by policzyć tych nielicznych twórców, którym się to udało. Perełki takie jak „Mortal Kombat” czy „Silent Hill” toną w zalewie tandetnych produkcji spod ręki Uwe Bolla i przeciętnych filmów, o których zapomina się krótko po wyjściu z kina (że wspomnę choćby „Dead or Alive”). Dlatego też gdy w Sieci pojawił się zwiastun „Księcia Persji” – inspirowanego legendarną serią „Prince of Persia” – gracze na forach internetowych prześcigali się w obawach. Tymczasem, ku zadowoleniu niemal wszystkich jej fanów, ekranizacja „Księcia Persji” jest jedną z najbardziej udanych, jakie pojawiły się w kinach na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat.

Dastan, perski książę, został przygarnięty na dwór króla Sharamana, gdy był małym chłopcem. Od tamtej chwili minęło piętnaście lat. Dastan stał się zdolnym wojownikiem i posłusznym poddanym swojego ojca. Kiedy perscy a

genci dowiadują się, że Święte Miasto Alamut wytwarza broń dla odwiecznych wrogów ich kraju, wysłana zostaje tam wyprawa wojenna. W ataku bierze udział także Dastan. Miasto zostaje zdobyte, a łupem księcia pada sztylet, o którego niezwykłych możliwościach będzie miał się później przekonać. Tymczasem podczas zwycięskiej uczty król Sharaman zostaje otruty, a w efekcie zawiłej intrygi, przygotowanej przez spiskowców, podejrzenia padają na Dastana. Książę Persji zmuszony jest do ucieczki, a jego towarzyszką staje się Tamina, piękna władczyni Alamutu. Tajemnica śmierci Sharamana ma się rozwikłać już wkrótce.

„Książe Persji”, mimo iż powstał na podstawie gry komputerowej, powinien zadowolić zarówno jej fanów, jak i wszystkich, którzy nie mieli dotąd styczności z komputerowym pierwowzorem. Film Mike’a Newella stanowi udaną ekranizację, nie tylko z racji wierności względem oryginału (choć pod względem fabularnym film trzyma się go dość luźno), lecz zwłaszcza dzięki temu, iż twórcom udało się doskonale oddać tę samą atmosferę, jaka towarzyszy grze. Wiele czynników – począwszy od kostiumów, poprzez klimatyczne lokacje, na muzyce pełnej orientalnych motywów skończywszy, składa się na przyjemny dla oczu i uszu, a także wierny grze całokształt.

Rzecz jasna, „Książę Persji” nie jest i nie miał być filmem wymagającym od widza zaangażowania wszystkich szarych komórek. Przeciwnie. Opowiedziana tu historia jest dość prosta, a po pewnym czasie staje się wręcz przewidywalna. Korzysta też z utartych w kinie przygodowym schematów (przebieg finałowych scen, relacje między Dastanem i Taminą). Mimo to wartka akcja, liczne mniej lub bardziej przewidywalne zwroty oraz ładna oprawa audiowizualna sprawiają, że podczas oglądania trudno się nudzić. W ich obliczu wszelkie fabularne naiwności lub niedociągnięcia zdają się nie mieć większego znaczenia, a film od początku do końca ogląda się z niesłabnącym zainteresowaniem.

W tytułowego Księcia Persji wcielił się Jake Gyllenhaal, którego można było zobaczyć wcześniej w takich produkcjach jak „Pojutrze” czy „Jarhead”. Podobnie jak w przypadku wspomnianych filmów, także i tym razem prezentuje się widzom z dobrej strony. W roli Dastana wypada bardzo przekonująco, podobnie jak Tamina w wykonaniu Gemmy Arterton. Pewne zastrzeżenia można mieć do kreacji Bena Kingsley’a, który w filmie Newella zagrał głównego złego. Mimo że on sam wykonuje powierzone mu zadanie bez zarzutu, to odgrywany przez niego czarny charakter rozczarowuje i w ostatecznym starciu okazuje się dalece mniej wymagającym przeciwnikiem, niż wskazywałyby na to poczynione przezeń wcześniej intrygi. W „Księciu Persji” jednakże nie brakuje ciekawych postaci drugoplanowych, pojawiających się w zaledwie kilku scenach, ale za to dodających uroku poszczególnym etapom filmu, jak organizujący strusie wyścigi przywódcy nomadów, czy niewiele mówiący, acz budzący grozę Seso, grany przez Steve Toussainta.

Komu zatem można polecić „Księcia Persji”? Otóż przede wszystkim tym, którym podobała się gra studia Ubisoft z 2003 roku. Mimo że twórcy filmu wprowadzili znaczące zmiany fabularne w stosunku do pierwowzoru, to doskonale przenieśli na duży ekran atmosferę, jaka towarzyszyła grze. Obraz Newella spisze się także dobrze jako niewymagające, nastawione na dostarczenie czystej rozrywki kino familijne na niedzielne popołudnie. Dynamiczna akcja, brak dłużyzn, ale i brak brutalności sprawiają, że „Książę Persji” to przyjemne kino tak dla dorosłych, jak i dzieci. Z pewnością zaś ani jedni, ani drudzy nie będą się przy nim nudzić.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja