Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Gawęda przy ognisku – recenzja książki „Saga o Rubieżach. Tom 1”

Zagraniczna fantastyka, nie napisana oryginalnie w języku angielskim, to w naszym kraju wciąż rzecz niemal egzotyczna. Prócz dość popularnej Włoszki – Licii Troisi – niewielu pisarzy spoza państw anglojęzycznych zdobyło u nas rozgłos. Są jednak wyjątki i do takich należy Liliana Bodoc. Ta pochodząca z Argentyny autorka stworzyła „Sagę o Rubieżach” – ponoć najlepszą fantasy napisaną po hiszpańsku.

„Sagę o Rubieżach” tworzą trzy części, z czego pierwsze dwie („Dni Jelenia” oraz „Dni Pomroki”) zostały wydane w jednym tomie. Nie bez powodu, bowiem obie powieści bardzo się od siebie różnią. „Dni Jelenia” to właściwie wprowadzenie do fabuły, przedstawienie świata (stylizowanego na realia amerykańskich Indian) oraz stworzenie klimatu dla czytelnika, by ten, mógł poczuć magię kontynentu „Żyznych Ziem”. Mnóstwo tam rozległych akapitów oraz niewiele wnoszących opisów. Trudno za to znaleźć coś, co przykułoby uwagę. O wiele lepiej prezentuje się część druga. Jest bardziej dynamiczna, lecz wciąż utrzymująca zapoczątkowany wcześniej specyficzny nastrój.

Fabuła „Sagi” jest prosta i nie bez powodu przynosi skojarzenia z historią podbojów Ameryki Południowej przez hiszpańskich konkwistadorów. Pozostawione przez Boreaszy dawne proroctwo ma się właśnie spełnić, lecz można je interpretować na dwa sposoby. Przepowiednia głosi, że Żyzne Ziemie zostaną skąpane w szczęściu lub we krwi.

Nietrudno domyślić się dalszego rozwoju wydarzeń i takie uczucie będzie towarzyszyć przez większą część lektury, nudnawej i przewidywalnej. Dopiero w „Dniach Pomroki” wprowadzonych zostało kilka interesujących motywów, a akcja nabrała tempa. Najlepiej wypadły tu wątki poboczne, szczególnie pomysł na dziewczynkę rozmawiającą ze śmiercią. To właśnie one bronią powieści i utrzymują przy niej odbiorcę.

Podobnie ma się sytuacja z bohaterami. Brak tu wyraźnie zarysowanych postaci, z którymi można się utożsamiać lub kibicować im w ich poczynaniach. Z łatwością rozpoznajemy kto jest „białym”, a kto „czarnym” charakterem. Ci z kolej rzadko kiedy ulegają choć niewielkim przemianom. Na ich tle wybija się kreacja Pomroki, matki Nienawiści, będącą jedną z najciekawszych przedstawień postaci śmierci. Pokusić się można o stwierdzenie, że ratuje ona resztę „Sagi”. Niestety pojawia się dopiero w drugiej jej części.

Obie powieści różnią się także pod względem jakości pióra. Ponownie przy porównaniu dwóch tomów lepiej wypadają „Dni Pomroki”. Narracja przypomina nieco wieczorną opowieść przy ognisku. Zabieg ten co prawda wprowadza do lektury przyjemny klimat, jednak nie zawsze się sprawdza. Gawędziarski styl utrzymywany przez ponad siedemset stron potrafi w końcu znużyć. Nie oddaje także pełni dynamizmu niektórych sytuacji. Lecz już w drugiej część rozwlekłe opisy stają się o wiele zwięźlejsze. Poprawia się także styl autorki, dzięki czemu czytelnik otrzymuje całkiem dobrze napisaną historię.

Jak na razie „Saga o Rubieżach” nie wybija się ponad inne pozycje fantasy. Jest prostą, sprawnie napisaną powieścią, której smaku dodają urokliwe motywy oraz oryginalna postać Śmierci. Jednak biorąc pod uwagę pisarskie postępy Liliany Bodoc, uczynione między pierwszą a drugą częścią, po zwieńczeniu trylogii można spodziewać się naprawdę dobrej lektury na przyzwoitym poziomie. Szczególnie, że roztrzygnięcie najciekawszych wątków autorka zostawiła na sam koniec.

Ocena: 3/5

Dyskusja