Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Baśniowe zmagania ze złą macochą – recenzja książki „Królestwo Łabędzi”

Niespełna rok temu, w ramach wydawanej przez Egmont serii „Poza czasem”, ukazała się powieść Zoe Marriott zatytułowana „Cienie na Księżycu”. Wobec przychylnego przyjęcia ze strony czytelników, kwestią czasu było pojawienie się w naszych księgarniach innych dzieł tej autorki. Kilka tygodni temu trafiła do nich jej debiutancka książka – „Królestwo Łabędzi”.

Główna bohaterka, Aleksandra, to nastoletnia dziewczyna, która wraz z braćmi wiedzie beztroskie życie na królewskim dworze swojego ojca. Pewnego dnia jej matka ginie w lesie – zabita przez nieznaną, krwiożerczą bestię. Nie mija wiele czasu, a król znajduje nową żonę – Zellę. Pasierbowie są przekonani, że to właśnie ona stoi za śmiercią matki, jednak próba odkrycia jej tajemnic kończy się nieszczęściem. Aleksandra zostaje wywieziona do ponurej krainy Midland, a jej bracia – wygnani z królestwa. Dziewczyna gotowa jest zrobić wszystko, aby odmienić zły los, odzyskać braci i ukarać Zellę za jej niegodziwe czyny.

Powieść Zoe Marriott przesiąknięta jest magią i baśniowością. Zamknięcie jej w ścisłych ramach gatunkowych nie byłoby łatwe – choć znajdziemy tu wiele elementów charakterystycznych dla romansów fantasy. Autorka bez skrępowania sięga po sprawdzone rozwiązania oraz utarte schematy. Zła czarodziejka, dający się jej zmanipulować władca i jego najbliżsi, zamieniani za sprawą magii w zwierzęta – o tym wszystkim już czytaliśmy, i to nie raz. Marriott udowadnia jednak, że nawet na kanwie tak dobrze znanych motywów można stworzyć historię, która nie będzie drażnić infantylnością i dostarczy podczas lektury wielu pozytywnych emocji.

Zoe Marriott postawiła na narrację pierwszoosobową, co okazało się słusznym rozwiązaniem. Wszystkie wydarzenia poznajemy z perspektywy głównej bohaterki, która dzieli się z czytelnikiem swoimi najskrytszymi przeżyciami, obawami i pragnieniami. Dziewczyna posiada cechy charakterystyczne dla bohaterek klasycznych baśni – jest osobą dobroduszną, nieco zagubioną w nowej sytuacji, lecz niezmiennie marzącą o wielkiej miłości.

Na karb konwencji zrzucić można jednowymiarowość pozostałych bohaterów. Gabriel odpowiada archetypowi rycerza na białym koniu – pojawia się niespodziewanie, lecz odgrywa wielką rolę w życiu Aleksandry. Jej ciotka to surowa, acz troskliwa, opiekunka. Zella to kobieta zła do szpiku kości – od momentu pojawienia się w książce, ukazana jest jako postać jednoznacznie negatywna, powodowana żądzą władzy i bogactw.

Przy lekturze „Królestwa Łabędzi” czas mija niemal niepostrzeżenie, a kolejne kartki wertuje się błyskawicznie. Lekkie pióro autorki sprawia, że książkę czyta się szybko i przyjemnie. Uwagę zwracają ciekawe dialogi i sugestywne opisy – zwłaszcza te dotyczące przeżyć i emocji najważniejszych bohaterów. Finał całej historii następuje dość niespodziewanie. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nieco za szybko. Także w nim łatwo dostrzec klasyczne, baśniowe motywy.

„Królestwo Łabędzi” nie jest literaturą wybitną, jednak sięgnięcie po nią na pewno nie będzie stratą czasu.. Silne zaznaczenie wątku miłosnego oraz duży nacisk na emocje głównej bohaterki to tylko niektóre z elementów powieści, pozwalających zakwalifikować książkę do nurtu tzw. fantastyki kobiecej. Miłośnicy tego rodzaju literatury z pewnością się nie zawiodą. Jednak baśniowa konwencja powieści, pełna nawiązań choćby do utworów Hansa Christiana Andersena, nie każdemu przypadnie do gustu.

Ocena: 3/5

Dyskusja