Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Crysis: Kompromitacja – recenzja książki „Crysis – Eskalacja”

Niemal równocześnie z premierą trzeciej części popularnego „Crysisa” w księgarniach pojawiła się książka „Crysis: Eskalacja” Gavina Smitha, której akcja toczy się w uniwersum znanym z gry. Choć dzieło programistów ze studia Crytek zdążyło już odnieść niemały sukces, to związana z nim książka z pewnością go nie podzieli.

Książka Smitha stanowi zbiór ośmiu opowiadań, których akcja osadzona jest w świecie Crysisa. Rzecz dzieje się w niedalekiej przyszłości, w latach dwudziestych bieżącego stulecia, jednak świat w niczym nie przypomina tego znanego nam na co dzień. Skorumpowane, międzynarodowe korporacje uzyskały większe znaczenie i możliwości od najpotężniejszych państw. Choć żołnierzom wbija się do głowy, że nadal służą swoim ojczyznom, w praktyce walczą w imię potężnych, wpływowych firm. Dla wielu taki stan rzeczy jest nie do zaakceptowania, przez co rodzący się oddolnie, coraz lepiej zorganizowany ruch oporu z każdym dniem zyskuje na sile. Wszystko to dzieje się zaś w kontekście walk z obcymi – tutaj zwanymi Cepidami – siejącymi zniszczenie wśród ludzi i przejmującymi jedną po drugiej największe światowe metropolie.

Szczegóły związane ze specyfiką uniwersum Crysisa znane są zapewne każdemu, kto wcześniej miał okazję zetknąć się z grą. Opowiadania napisane przez Gavina Smitha stanowią fabularny pomost pomiędzy wydarzeniami z jej drugiej i trzeciej odsłony. Podczas lektury fani natkną się na wielu bohaterów, których losy wcześniej śledzili na komputerowych ekranach – wystarczy wspomnieć tylko o Proroku, Alcatrazie i Psycho. Niestety, nie okazują się oni tak porywający, jak w elektronicznym pierwowzorze. Przenosząc ich do literackiego świata, Smith najwyraźniej uznał za zbędne ich zindywidualizowanie, nakreślenie historii i osobowości, być może licząc na to, że każdy sięgający po książkę i tak doskonale zna grę.

O tym, że „Crysis: Eskalacja” inspirowane jest grą komputerową, autor nie pozwala zapomnieć także w innych aspektach swojego dzieła. Akcja niektórych opowiadań, zwłaszcza tych znajdujących się na początku zbioru, przywodzi na myśl zapis poczynań gracza podczas pojedynczej partyjki w shootera FPP. Na nudę narzekać nie można. Efektownych strzelanin, wybuchów i zwrotów fabuły jest tu bowiem bez liku. Za to na monotonię – jak najbardziej. Historie zaproponowane przez Smitha są na ogół banalne i schematyczne, hołdujące najbardziej klasycznym rozwiązaniom znanym z tego typu literatury (na czele ze szczęśliwymi zakończeniami, poprzedzonymi beznadziejnym, wydawałoby się, położeniem głównego bohatera). Autor zasypuje czytelnika szczegółowymi opisami uzbrojenia i wyposażenia używanego przez postacie – nie stroniąc od specjalistycznego słownictwa, w pełni zrozumiałego chyba tylko dla najbardziej zagorzałych fanów militariów. Taka drobiazgowość, choć ma swój urok, na dłuższą metę okazuje się bardzo męcząca. Zwłaszcza, że podobnej pieczołowitości jak ta, z którą Smith opisuje ów arsenał, nie widać w konstrukcji fabularnej jego opowiadań.

Gwoździem do trumny okazują się nieciekawe, mało naturalne dialogi. Wydawałoby się, że nagromadzenie koszarowego słownictwa wpłynie korzystnie na autentyczność tego aspektu powieści. W końcu mamy tu do czynienia z militarną science-fiction, zaś znaczna część bohaterów to wojskowi, a ci – jak wiemy z hollywoodzkich filmów – chętnie „rzucają mięsem”. Tymczasem Smithowi także na tym polu zabrakło wyczucia i z ilością wulgaryzmów zdecydowanie przesadził, niejednokrotnie każąc postaciom używać ich w charakterze przecinków.

„Crysis: Eskalacja” to książka, która przypadnie do gustu wyłącznie zagorzałym zwolennikom kultowego komputerowego hitu, gotowym wybaczyć Smithowi wszystkie jego warsztatowe i fabularne niedociągnięcia. Pozostali zapewne nie będą w stanie wykrzesać z siebie tyle wyrozumiałości i przypłacą lekturę głęboką frustracją i rozczarowaniem. „Crysis: Eskalacja” stanowi bowiem żywy dowód na to, że dystans, z jakim na ogół podchodzi się do literackich odpowiedników elektronicznej rozrywki, jest jak najbardziej uzasadniony.

Ocena: 2/5

Dyskusja