Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Sherlock Holmes ze wschodu – recenzja książki „W otchłani Imatry”

Powieść kryminalna cieszy się w naszym kraju niemałą popularnością. Tysiące fanów mają zarówno klasycy gatunku, np. sir Conan Doyle czy Agata Christie, jak również utalentowani polscy twórcy, m.in. Marek Krajewski czy Joanna Chmielewska, których dzieła coraz częściej zyskują uznanie także zagranicznych czytelników. Niemniej, wielu znakomitych twórców nadal pozostaje w naszym kraju nieodkrytych. Do niedawna wśród nich znajdował się Aleksander Ławrow – zwany niekiedy „rosyjskim Sherlockiem Holmesem”. Jego „W otchłani Imatry” to najnowsza literacka propozycja wrocławskiego wydawnictwa Dobre Historie.

Książka rozpoczyna cykl przygód detektywa Metodego Kobyłkina – jednej z najciekawszych postaci rosyjskiego kryminału. Pierwszy tom powstał ponad sto lat temu – w czasach, gdy tego rodzaju prozy nie można było rozpatrywać jeszcze w kategoriach odrębnego gatunku literackiego – i już wtedy cieszył się dużym zainteresowaniem ze strony czytelników. Idea przyświecająca wydawnictwu Dobre Historie, zakładająca wyszukiwanie oraz przypominanie autorów i książek niesłusznie zapomnianych i pominiętych, zasługuje tu na szczególne uznanie. W trakcie lektury „W otchłani Imatry” przed czytelnikiem uwydatniają się bowiem niemal wszystkie cechy, które w sposób szczególny charakteryzują kryminały powstałe w Rosji.

Akcja książki przenosi nas do 1893 roku. Podczas podróży pociągiem niespodziewanie umiera rosyjski milioner – Jegor Pawłowicz Worobiow, jadący wraz z córką Marią na spotkanie z mężczyzną ubiegającym się o jej rękę. Początkowo nic nie wskazuje na to, by śmierć Worobiowa odbyła się z udziałem osób trzecich. Sprawa przykuwa jednak uwagę znanego w całym kraju detektywa, Metodego Kobyłkina. Jak nietrudno się domyślić, rosyjski Vidocq wpada na trop zmyślnie uknutej intrygi i nie zamierza pozwolić, by winni śmierci milionera pozostali bezkarni.

Główny bohater jest bez wątpienia jednym z najjaśniejszych punktów opisywanej powieści. Metody Kobyłkin to sympatyczny starszy pan, lubiący wyzwania i pojawiający się wszędzie tam, gdzie inni śledczy zawodzą. Jest również szalenie ambitny i inteligentny, a trudności i niepowodzenia nie zniechęcają go do działania. Wręcz przeciwnie, Kobyłkin każdą sprawę traktuje jako poważne wyzwanie, dzięki czemu poznawanie jego zmagań z kryminalistami dostarcza czytelnikowi mnóstwo frajdy. Detektyw nie jest jednak jedyną interesującą postacią „W otchłani Imatry”. Maria Worobiowa to nieco naiwna, łatwowierna i ulegająca emocjom dziewczyna, której współpraca z Kobyłkinem układa się nader burzliwie. Ciekawie Ławrow nakreślił także postacie negatywne, jak również całą zawiązaną intrygę. Nie chcąc zepsuć potencjalnemu czytelnikowi przyjemności z lektury, nie zdradzę w tym miejscu jej szczegółów. Dość wspomnieć, że chociaż niektóre tajemnice są łatwe do przewidzenia, to rozmach spisku, o którym odbiorca dowiaduje się na końcu książki, może okazać się zaskoczeniem nawet dla wytrawnego miłośnika kryminałów.

Powieść Ławrowa przypadnie do gustu także czytelnikom zauroczonym carską Rosją. Jak wiele rosyjskich kryminałów, także i „W otchłani Imatry” jest mocno zakorzeniony w kulturowych i politycznych realiach tego okresu. Autor więcej uwagi poświęca konstruowaniu wartkiej i dynamicznej akcji, niż opisywaniu dziewiętnastowiecznego Petersburga, jednak rusofile i tak odnajdą w książce mnóstwo detali związanych z ówczesnymi rosyjskimi obyczajami, społeczeństwem pozostającym pod berłem cara, czy geopolityczną sytuacją tego państwa.

Czynnikiem dodatkowo podnoszącym atrakcyjność lektury są pojawiające się co kilkadziesiąt stron piękne szkice Krzysztofa Chalika, bogato zdobiące wnętrze książki. Docenić trzeba także nastrojową, zachęcającą okładkę, będącą dziełem Michała Oracza. Co ważne, wysoka jakość wydania idzie w parze ze stosunkowo niewysoką ceną, która nie przekroczyła trzydziestu złotych. Za tę kwotę wydawca proponuje czytelnikom naprawdę – nomen omen – dobrą historię. „W otchłani Imatry” to łakomy kąsek dla każdego sympatyka literatury kryminalno-przygodowej. Zwłaszcza, jeśli odpowiada mu specyfika rosyjskich dzieł tego gatunku.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja