Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Staroszkolna podróż w czasie – recenzja „Powrót do przyszłości”

Każdy gatunek filmowy posiada pewien kanon złożony z klasyków, które najzwyczajniej wypada znać. Fantastyka naukowa nie jest pod tym względem wyjątkiem. „Powrót do przyszłości”, w reżyserii Roberta Zemeckisa, z pewnością do takiego kanonu należy – będąc jednym z najwybitniejszych dzieł przygodowego kina science-fiction, jakie kiedykolwiek powstały.

Akcja filmu toczy się w 1985 roku, w niewielkim miasteczku Hill Valley. Poznajemy Marty’ego McFlya, typowego amerykańskiego nastolatka, przyjaźniącego się z ekscentrycznym naukowcem –doktorem Emmettem Brownem. Podczas jednego ze spotkań Marty poznaje jego najnowszy wynalazek – najprawdziwszy wehikuł czasu. Problem w tym, że mechanizm napędzany jest plutonem, a żeby go pozyskać Brown podpadł libijskim terrorystom, którym obiecał pomoc w skonstruowaniu bomby atomowej. Podczas eksperymentu dochodzi do niespodziewanej konfrontacji z Arabami. Doktor ginie, a Marty cudem uchodzi z życiem, lecz przenosi się w czasie – do 1955 roku. Szybko zdaje

sobie sprawę, że konsekwencje tej podróży mogą okazać się fatalne. McFly musi znaleźć sposób na uratowanie doktora i powrót do swoich czasów. Jednak niespodziewanie największych trudności przysporzy mu wyswatanie własnych rodziców.

Podróże w czasie stanowią jeden z najpopularniejszych motywów wykorzystywanych przez twórców kina science-fiction. „Powrót do przyszłości”, w przeciwieństwie do innych klasyków podejmujących ten temat – jak „Końcowe odliczanie” Dona Taylora czy „Terminator” Jamesa Camerona, nie traktuje go śmiertelnie poważnie. Film Zemeckisa przedstawia przesympatyczną historię pełną sytuacyjnego humoru, zdolnego rozbawić widzów w każdym wieku. Scenariusz jest spójny, pozbawiony nielogiczności, a przygody, jakie jego autorzy zgotowali McFly’owi oraz jego rodzinie i przyjaciołom, ogląda się z zapartym tchem.

W „Powrocie do przyszłości” jedną z najbardziej pamiętnych kreacji stworzył Michael J. Fox, który zjawiskowo wcielił się w głównego bohatera, zbierając w 1986 roku za swój występ Saturna dla najlepszego aktora, a także nominację do Złotego Globu w podobnej kategorii. Jednak nie tylko on pokazał się z bardzo dobrej strony. Świetną grą popisał się Christopher Lloyd. Doktor Brown w jego wykonaniu to barwna i oryginalna postać – zdecydowanie jeden z najciekawszych kinowych szalonych naukowców. Niezgorzej wypadają odtwórcy ról drugoplanowych. Trudno oprzeć się urokowi jak zawsze zmysłowej Lei Thompson, z kolei Crispin Glover niezwykle przekonująco wypada jako ciamajdowate, młodzieńcze wcielenie ojca głównego bohatera. Nie można też pominąć Thomasa F. Wilsona, dziś występującego raczej w niezbyt głośnych produkcjach, niegdyś jednak rewelacyjnie odgrywającego Biffa Tannena – szkolnego cwaniaczka i osiłka, będącego jednym z antybohaterów „Powrotu do przyszłości”.

Trzeba również dodać, że pomimo ponad dwudziestu lat, które minęły od premiery filmu, warstwa wizualna nadal prezentuje się bardzo przyzwoicie. Efektów specjalnych i futurystycznych gadżetów jest w „Powrocie do przyszłości” znacznie mniej, niż w kolejnych częściach filmu, jednak sceny z udziałem wehikułu czasu i piorunem strzelającymi w zegarową wieżę (ta druga, nota bene, została zrealizowana nie przy użyciu komputerowych technologii, lecz miniaturowej makiety miasta – z użyciem efektów optycznych i niewielkiego ładunku pirotechnicznego) nadal cieszą oko. Uwagę zwracają również fantastycznie skomponowane, zapadające w pamięć kompozycje Alana Silvestriego. Są świetnie dopasowane do poszczególnych scen, warte przesłuchania nie tylko jako podkład do filmu, lecz także w charakterze samodzielnych utworów. Jakość oprawy muzycznej i dźwiękowej „Powrotu do przyszłości” została zresztą dostrzeżona przez Amerykańską Akademię Filmową, która w 1986 nagrodziła Oscarem Charlesa L. Campbella i Roberta R. Rutledge’a – odpowiadających w opisywanej produkcji za montaż dźwięku. Podobnych nagród, mimo nominacji, nie udało się jednak zdobyć filmowi za najlepszy dźwięk oraz filmową piosenkę – choć trudno dziś znaleźć kogoś, kto nie zna, choćby ze słyszenia, legendarnego „The Power of Love” w wykonaniu Huey’a Lewisa i The News.

„Powrót do przyszłości” to film – klasyka, z którym prędzej czy później powinien zaznajomić się każdy fan science-fiction. Do największych jego atutów należą: porywający scenariusz – pełen zaskakujących zwrotów akcji i fantastycznego humoru, świetna gra aktorów, a także poziom oprawy audiowizualnej – niemal nienaruszonej przez ząb czasu. Natomiast wobec łatwo wyczuwalnego, przygodowo-familijnego charakteru produkcji, nie powinien dziwić fakt, iż stanowi ona obowiązkowy punkt corocznego świątecznego repertuaru, ustępując jedynie bożonarodzeniowym hitom w rodzaju Kevina czy innych urwisów w opałach. Obok „Powrotu do przyszłości” nie sposób przejść obojętnie, a ktokolwiek raz ten film obejrzy, prędzej czy później z pewnością do niego wróci.

Ocena: 5/5

Dyskusja