Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Futurystyczny Hogwart – recenzja „Insygnia Wojny Światów”

Czytając debiutancką powieść S.J. Kincaid, trudno uniknąć skojarzeń z serią książek o Harrym Potterze. Choć „Insygnia Wojny Światów” reprezentują zupełnie inny gatunek i konwencję, niż dzieła J.K. Rowling, to przygody kosmicznego wojownika, Toma Rainesa, pod wieloma względami przypominają kultową sagę o małym czarodzieju.

Bohaterem powieści Kincaid jest czternastoletni chłopiec. Od dawna marzy mu się zostanie kimś wyjątkowym, jednak na co dzień boryka się z zupełnie typowymi dla nastolatka problemami. Nie najlepiej idzie mu z nauką, młodzieńczy trądzik skutecznie utrudnia zawieranie bliższych przyjaźni z dziewczynami, a zamiłowanie ojca do hazardu sprawia, że nieustannie znajdują się pod kreską. Jedyną prawdziwą pasją Toma są gry elektroniczne, w których nie ma sobie równych. Pewnego dnia osiągnięcia chłopca w tej dziedzinie zostają dostrzeżone przez wysłanników z Wieży Pentagonu, elitarnej akademii wojskowej, szkolącej kosmicznych wojowników. Pomimo niechętnej postawy ojca, przekonanego, że plany syna sprowadzają się do służby skorumpowanym i złodziejskim korporacjom, a nie ojczyźnie, Tom zostaje jednym z rekrutów. Otrzymuje niepowtarzalną szansę stania się prawdziwym bohaterem – nie przypuszcza jednak, jak wielu poświęceń będzie to od niego wymagało.

„Insygnia Wojny Światów” przenoszą czytelnika o kilkadziesiąt lat w przyszłość, do czasów, gdy międzynarodowe konflikty rozwiązywane są w kosmosie i w wirtualnej rzeczywistości bez rozlewu krwi, implanty i wszczepy domózgowe są na porządku dziennym, a fenomeny takich tytułów jak choćby „World of Warcraft” pozostają dla bohaterów książki jedynie odległymi, nieco zabawnymi reliktami przeszłości. Uniwersum, w którym nastoletni bohaterowie zostają sławnymi i szanowanymi w swoich krajach herosami, nie musząc uciekać się do przemocy i okrucieństwa, a jedynie do intryg i nadzwyczajnych talentów, to jeden z głównych atutów debiutanckiej powieści S.J. Kincaid. Co prawda, niektórym taka wizja przyszłości może się wydać zanadto ugrzeczniona, dzięki temu jednak „Insygnia Wojny Światów” mogą być bez przeszkód czytane również przez młodszych odbiorców.

Porównanie książki Kincaid do „Harry’ego Pottera” poczynione zostało nie bez powodu. Istotnie bowiem, w trakcie lektury trudno oprzeć się wrażeniu, że wiele elementów fabuły, archetypów postaci i charakterystycznych motywów przypomina te znane z przygód Harry’ego i jego przyjaciół, dostosowane jednak do realiów futurystycznego uniwersum. Tom, jak Harry, jest nastoletnim, nieco zakompleksionym chłopcem, który ni stąd, ni zowąd otrzymuje od losu szansę na udowodnienie swojej wartości. Jedną z jego koleżanek jest Wyatt Enslow, dziewczyna inteligentna i zaradna, jednak bez większego powodzenia u płci przeciwnej – wypisz, wymaluj Hermiona Ganger. Znienawidzony instruktor, Roderick, przywodzi na myśl Severusa Snape’a. Swoich odpowiedników mają też Crabbe, Goyle i Malfoy. Jakby tego było mało, rekruci podzieleni są, stosownie do usposobień i zdolności, na różne oddziały. Jak można przeczytać w książce: „ludzie z oddziału Napoleona są zarozumiali i szukają poklasku”, „Hannibale to spryciarze”, a „ci od Dżyngis-chana to brutale”. Chyba wszyscy pamiętamy słynne cztery domy z Hogwartu, rywalizujące ze sobą o dorocznie przyznawany Puchar Domów?

Mimo tak wielu podobieństw i nader wyraźnych inspiracji, „Insygnia Wojny Światów” nie wydają się dziełem wtórnym. Wręcz przeciwnie, S.J. Kincaid niejednokrotnie zaskakuje czytelnika nietuzinkowymi pomysłami. Dodatkowym atutem jest humor. Choć sama historia utrzymana jest w zupełnie poważnym tonie, to niejednokrotnie natkniemy się tu na żarty.

„Insygnia Wojny Światów” to dopiero pierwszy tom przygód Toma Rainesa i jego zmagań w wielkim, pozaziemskim konflikcie. Już teraz można jednak uznać S.J. Kincaid za niezwykle obiecującą autorkę, jako że jej debiutancka powieść okazała się bardzo udana. Bez wątpienia jest to jedna z najciekawszych, wydanych w ostatnim czasie książek z gatunku fantastyki, skierowanych do młodego odbiorcy. Tkwiący w niej potencjał dostrzegła zresztą także wytwórnia filmowa 20th Century Fox, która nie tak dawno temu nabyła prawa do nakręcenia ekranizacji. Niezależnie od tego, co pojawi się najpierw – film, czy drugi tom książki – czytelnik, sięgnąwszy po „Insygnia Wojny Światów”, będzie z niecierpliwością wypatrywał i jednego, i drugiego.

Ocena: 4/5

Dyskusja