Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Jeż, jakiego nie znacie – recenzja „Jeż Jerzy – Dokument”

Wielu fanów Jeża Jerzego zetknęło się z tym bohaterem po raz pierwszy, czytając albumy wydawane przez Egmont. Nie wszyscy mieli okazję zetknąć się z jego pierwszymi przygodami, publikowanymi na łamach takich magazynów jak „Ślizg” czy „Świerszczyk”. Twórcy komiksu doszli jednak do wniosku, że dziesiąte urodziny Jeża – znanego w różnych kręgach jako postrach dresiarzy, ekologów, strażników moralności, a nawet organów ścigania – stały się okazją do przypomnienia pierwszych komiksów z kolczastym skejtem w roli głównej. Owocem tego pomysłu jest „Dokument”, zbiór archiwalnych odcinków z lat 1994-2000.

Docenić należy przede wszystkim pomysł na formę, w jakiej autorzy zdecydowali się zaprezentować pierwsze przygody Jeża Jerzego. „Dokument” nie jest bowiem zwyczajnym, suchym zbiorem następujących po sobie przedruków ze wspomnianych pism. Tytuł albumu okazał się zobowiązujący i całość przypomina konwencją telewizyjny program dokumentalny, w którym prezenter wraz z zaproszonymi gośćmi toczy dyskusję na temat Jerzego, która co i rusz przerywana jest epizodami z zamierzchłych dziejów tej postaci.

Konflikty Jerzego z zielonymi, skinheadami i policją nie są tajemnicą dla nikogo, kto sięgnął po którykolwiek z wydanych dotąd przez Egmont albumów. Nie wszyscy wiedzą jednak, że na przestrzeni minionych dziesięciu lat zmagał się on z wielokroć potężniejszymi siłami i kreaturami. Na łamach „Dokumentu” przypomniane zostają między innymi zmagania Jerzego ze smokami, ze słynnym hrabią Draculą, Ali Babą i jego rozbójnikami (których z pewnych przyczyn jest zaledwie trzydziestu), bądź spotkanie z legendarnym Yeti. Czytelnicy dowiedzą się także, że Jerzy ma za sobą karierę uniwersytecką i biznesową, a pewnego razu miał nawet okazję wystartować w konkursie piękności.

Ponad pięćdziesiąt stron komiksu naszpikowanych jest najrozmaitszymi przygodami kolczastego skejta. Przeglądając je, niejeden miłośnik z sentymentem wspomni stare czasy, gdy bohater ów nie pojawiał się jeszcze w osobnych komiksowych albumach. Zarazem jednak na pewno dostrzeże progres, jaki na przestrzeni tych dziesięciu lat zanotowali twórcy „Jeża Jerzego”. Dotyczy to zarówno scenarzysty, Rafała Skarżyckiego, jak i rysownika – Tomasza Lwa Leśniaka. Rzuca się w oczy, że starsze historie z udziałem Jerzego, choć zabawne i pełne ironicznego humoru, nie odznaczały się jeszcze taką polityczną niepoprawnością, jak jego najnowsze przygody. Podobnie rzecz się ma z rysunkami. Lektura „Dokumentu” pozwala dostrzec, jak bardzo Leśniak rozwinął w rzeczonym czasie swoje

artystyczne umiejętności. Część z epizodów jest jeszcze czarno-biała, z banalnie prostymi sylwetkami bohaterów, i praktycznie pozbawiona drugiego planu. Z każdym kolejnym epizodem warstwa graficzna wygląda jednak coraz lepiej, aż w kończących album historiach jest ona już bardzo zbliżona do tego, co mogliśmy oglądać w dotychczas wydawanych przez Egmont tomach.

Jubileuszowy komiks z Jeżem Jerzym będzie nie lada gratką dla każdego sympatyka tej nietuzinkowej postaci. Starsi fani z pewnością chętnie przypomną sobie jego najdawniejsze przygody, znane im jeszcze ze „Ślizgu” i „Świerszczyka”. Ci natomiast, którzy zafascynowali się nią niedawno – czy to za sprawą ekranizacji, czy najświeższych albumów – będą mieli możliwość na własne oczy przekonać się, jak przebiegała ewolucja ich ulubionego komiksowego bohatera.

Dyskusja