Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Na kłopoty Bettlejuice – recenzja „Sok z żuka”

Na ogół sądzi się, że śmierć człowieka przynosi wyzwolenie od wszelkich znojów i trudności, jakie cierpiał za życia. Jednak nie u Tima Burtona! Podobnie jak śmiertelni mają do dyspozycji egzorcystów i wróżbitów, pomagających im w rozwiązywaniu problemów z tamtym światem, tak również zmarli posiadają ekspertów od radzenia sobie z tymi, którzy jeszcze nie przeszli na drugą stronę. Do grona takich specjalistów zaliczyć należy głównego bohatera „Soku z Żuka”, jednego z pierwszych filmów w dorobku amerykańskiego reżysera.

Adam i Barbara Maitland są młodym, kochającym się małżeństwem. Uciekając przed hałasem wielkich miast, postanowili kupić położony na wzgórzu dom na prowincji. Wkrótce przytrafia im się wypadek samochodowy. Przejeżdżając przez most, Barbara traci panowanie nad autem, które z impetem wpada do rzeki. Małżonkowie, oboje przemoczeni do suchej nitki, wracają do domu. Tam jednak ze zdumieniem odkrywają, że nie przeżyli wypadku i stali się duchami, a ze względu na panujące w zaświatach administracyjne procedury, na swój sąd ostateczny muszą czekać jeszcze prawie sto lat. W międzyczasie do ich domu wprowadzają się nowi lokatorzy.

Snobistyczna rodzina z Nowego Jorku zamierza zmienić go nie do poznania. Kiedy próby odstraszenia intruzów spełzają na niczym, Adam i Barbara decydują się skorzystać z pomocy ekscentrycznego bio-egzorcysty, znanego jako Beetlejuice.

„Sok z Żuka” to niewątpliwie jeden z najbardziej kultowych filmów, jakie widnieją w filmowym CV Tima Burtona. Fani reżysera odnajdą w nim to wszystko, co na ogół szczególnie ceni się w jego twórczości. Stanowi bowiem zgrabne połączenie filmowej konwencji fantasy i czarnej komedii, a tematy takie jak śmierć i życie po życiu ukazane zostały z dużą dozą ironii i groteski. Okazuje się na przykład, że w zaświatach panuje biurokratyczny chaos, a zdezorientowani petenci muszą czekać na swoją kolej całe wieki. To jednak nic w porównaniu z tym, jak zabawnie Burton podszedł do kwestii opętań – zapomnijcie o mrożących krew w żyłach scenach rodem z „Egzorcysty” Friedkina. „Sok z Żuka” udowadnia, że zmarli mogą być dla śmiertelnych nie mniej uciążliwi, niż demony z piekła rodem, choć oczywiście na swój bardzo osobliwy sposób.

Niewątpliwym atutem „Soku z Żuka” jest jego główny bohater. Wbrew temu, co można by przypuszczać, nie widzimy go na ekranie specjalnie często. Beetlejuice pojawia się nagle i bez zapowiedzi – fani filmu obliczyli podobno, że gdyby zliczyć wszystkie sceny z jego udziałem, dałoby to zaledwie nieco ponad dwadzieścia minut. A jednak, wystarczyło to Michaelowi Keatonowi w zupełności, by stworzyć niezwykłą, szaloną kreację, jedną z najlepszych, jakie mogliśmy podziwiać w filmach Burtona. Keaton imponuje aktorskimi zdolnościami, czyniąc z Beetlejuice’a postać nie tylko ekscentryczną, ale i całkowicie nieobliczalną. Wrażenie to dodatkowo potęguje jego bardzo udana charakteryzacja – nie bez powodu „Sok z Żuka” został w tej kategorii nagrodzony Oscarem.

Nie można jednak powiedzieć, by „Sok z Żuka” był filmem jednego aktora. W rzeczywistości bowiem cała obsada, w skład której weszło wiele hollywoodzkich gwiazd wielkiego formatu, spisała się rewelacyjnie. Odtwórcami Adama i Barbary są Alec Baldwin oraz Geena Davis, bezbłędnie wcielający się w bezgranicznie kochających się, ale i nieco przytłoczonych nową sytuacją bohaterów. Pamiętną rolę odnotowała także Winona Ryder, jako Lydia Deetz, depresyjna i melancholijna córka nowych lokatorów. Wyrazy uznania należy skierować także pod adresem Sylvii Sidney, uhonorowanej za swoją rolę Saturnem, a także Catherine O’Hary, która świetnie spisała się w roli snobistycznej Delii Deitz.

Grzechem byłoby pominąć rewelacyjną muzykę, która również przysporzyła swojemu autorowi nominacji do prestiżowych nagród. Kompozycje Danny’ego Elfmana, dziś znanego z długoletniej i dobrze układającej się współpracy z Burtonem, tworzą świetny podkład do filmu, doskonale wpasowując się w jego klimat. „Sok z Żuka” to jedno z tych dzieł Burtona, po obejrzeniu których ma się ochotę pobiec do sklepu celem zakupienia oryginalnej ścieżki dźwiękowej z utworami zasłyszanymi podczas seansu.

Miłośników twórczości Tima Burtona do oglądania „Soku z Żuka” przekonywać nie trzeba – jest to przecież jeden z najbardziej znanych, kultowych filmów w jego dorobku i trudno mienić się fanem twórczości tego reżysera, nie znając obrazu z Beetlejuicem w roli głównej. Tym jednak, którzy Burtona jeszcze nie znają, a nie straszny im czarny humor i charakterystyczna dla tego twórcy psychodeliczna atmosfera, „Sok z Żuka” należałoby jak najmocniej polecić.

Ocena: 4/5

Dyskusja