Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Potworna proza – recenzja „Coś na progu #5”

Był już steampunk, były kobiece bohaterki, był także numer złożony niemal wyłącznie z opowiadań weird fiction. W piątej odsłonie „Coś na progu” wydawnictwo Dobre Historie jako temat wiodący proponuje coś, bez czego trudno wyobrazić sobie kulturę grozy: tym razem z kart czasopisma wyzierają na czytelnika najbardziej przerażające monstra, jakie wydał gatunek horroru.

Bestii przedstawienie

Za wprowadzenie do lektury jak zawsze posłużył wstępniak Łukasza Śmigla, w opisywanym numerze nieco bardziej obszerny niż do tej pory. Już na następnej stronie znajdujemy jednak pierwszy artykuł z cyklu „Temat numeru”, a w nim Radosław Pisula przypomina kultową postać Gill-Mana, znanego z kultowego już „Potwora z Czarnej Laguny”. Interesujący, wyczerpujący zagadnienie tekst, dla wielu czytelników z pewnością stanie się inspiracją do odświeżenia sobie słynnego obrazu Jacka Arnolda.

Renata Łukaszewska tym razem pisze o powtarzającym się w setkach podań i legend motywie pięknej i bestii, przywołując w swoim artykule kilka konkretnych, dość niszowych dzieł, które go wykorzystują. Nietuzinkowe zagadnienie poruszyła także Ada Struś, przedstawiając sylwetkę Edwarda T. Heada, słynnego monstrum, pojawiającego się na niemal wszystkich koszulkach i okładkach płyt zespołu Iron Maiden. I chociaż fanom kultowej heavymetalowej kapeli postaci tej przedstawiać nie trzeba, to tekst z pewnością zainteresuje zwłaszcza tych czytelników, którzy po muzykę Ironów sięgają raczej okazyjnie. Fanów popularnej serii „Szczęki” zaintryguje natomiast artykuł Kamila Dachnija, którzy wziął na warsztat film Stevena Spielberga – zwłaszcza że podanych zostało w nim wiele ciekawych informacji dotyczących procesu powstawania produkcji.

Jan Wieczorek sięgnął z kolei po jeszcze inną, nieco kuriozalną potworną postać, jaką jest RanXerox – monstrum stworzone z części do kserokopiarki, powstałe niegdyś w wyobraźni Stefano Tamburiniego oraz Tanino Liberatore, i będące głównym bohaterem kultowej, choć słabo w naszym kraju znanej komiksowej serii. W drugim artykule Radosława Pisuli przeczytamy zaś o postaciach klaunów w kontekście kultury grozy. To jeden z najlepszych i najbardziej wartościowych merytorycznie tekstów, opublikowanych w piątym numerze „Coś na progu”, choć artykuł Przemysława Pieniążka, zatytułowany „Bestiariusz Guillermo del Toro”, i traktujący o wytworach wyobraźni cieszącego się ogromną popularnością, hiszpańskiego reżysera, niewiele mu ustępuje.

Coś dla siebie znajdą także miłośnicy japońskiej animacji – Norbert Nowak poświęcił bowiem swój artykuł potworom i demonom zamieszkującym ciała seksownych bohaterek anime, odsyłając czytelników do kilku konkretnych dzieł, w których one występują. Ada Struś z kolei w swoim drugim artykule przypomina słynną „Rodzinę Addamsów”, zaś ostatnim tekstem związanym bezpośrednio z tematem numeru jest tekst Łukasza Buchalskiego, w którym autor dowodzi, iż słynne DC Comics w ostatnim czasie coraz chętniej osadza swoje komiksy w konwencji grozy.

Potworna proza

Podobnie jak w poprzednich numerach, także i tym razem znaczną część pisma zajmują opowiadania, wywiady oraz poezja. Lekturę tego działu rozpoczynamy od trzech wierszy J.D. Cherry’ego, tradycyjnie w przekładzie Jakuba Wiśniewskiego, zaś kolejne strony zajmuje druga część wywiadu z Thomasem Ligottim, przeprowadzonego przez Sławomira Wielhorskiego. Nie jest to zresztą jedyny wywiad opublikowany w czasopiśmie. Prawdziwą gratką dla miłośników weird fiction oraz klasyki polskiej fantastyki z pewnością będzie przedruk wywiadu ze Stefanem Grabińskim, opublikowanym w okresie międzywojennym na łamach 22 numeru „Głosu Literackiego”.

Na czytelników czekają tym razem trzy opowiadania. Co ciekawe, każde z nich w mniejszym lub większym stopniu nawiązuje do tematu przewodniego numeru. Pierwsze z nich, „Riley”, jest dziełem niezbyt znanego w Polsce Marka Tufo, słynącego za oceanem głównie z cyklu „Zombie Fallout”. Utwór opublikowany w piątym numerze „Coś na progu” mógłby być dość banalną historyjką o zombie, gdyby nie niecodzienna perspektywa, z której poznajemy przebieg wydarzeń. Konfrontację z umarlakami obserwujemy bowiem oczami czworonożnego mieszkańca atakowanego przez ożywieńców domostwa.

„Pulp Thing” Tomasza Kaczmarka to z kolei dość typowy reprezentant pewnego rodzaju horrorów, których streszczenia fabuły rozpoczynają się na ogół od zdania „grupa nastolatków postanawia spędzić czas w nietypowy sposób”. Jednak pomimo że opowiadanie jest dość przewidywalne i nie imponuje pod względem fabularnym, to sprawna, żywa narracja i przekonujące dialogi sprawiają, że czyta się je szybko i z przyjemnością.

Ostatnim i najlepszym opowiadaniem, jakie znalazło się w najnowszym numerze czasopisma, jest „Kopytne monstrum” Roberta E. Howarda. Główny bohater zawiązuje znajomość z inteligentnym i oczytanym, lecz zniedołężniałym sąsiadem, Johnem Starkiem. W tym samym czasie w zamieszkiwanym przez nich miasteczku zaczynają w tajemniczych okolicznościach ginąć zwierzęta. Wkrótce to samo spotyka kilkoro ludzi – szybko okazuje się, że Stark wie na ten temat więcej, niż zechciał komukolwiek wyjawić. Howard po mistrzowsku stopniuje napięcie i roztacza przed czytelnikiem ciekawą intrygę, prowadząc ją do efektownego, emocjonującego finału.

Kryminał & Varia

W każdej z dotychczasowych odsłon „Coś na progu” znalazło się kilka artykułów poświęconych kryminałom. W piątym numerze nie jest inaczej. Rafał Chojnacki i Monika Samsel-Chojnacka kontynuują cykl poświęcony skandynawskim detektywom, tym razem przedstawiając czytelnikom sylwetkę policjantki Malin Fors, będącej bohaterką powieści Monsa Kallentofta. Obszerny tekst popełnił Marcin Waincetel, który szczegółowo zgłębił temat obecnych w kulturze popularnej paranormalnych detektywów, zajmujących się sprawami o podłożu nadnaturalnym, wymykającymi się racjonalnemu poznaniu.

Zofia Urszula-Kaleta po raz kolejny uraczyła zaś czytelnika tekstem poświęconym kradzieżom dzieł sztuki, tym razem poświęcając swój artykuł głośnemu rabunkowi bostońskiego muzeum z 18 marca 1990 roku. Nie mogło również zabraknąć wywiadu kryminalnego – lek. med. Radosław Drozd w tekście zatytułowanym „Kolory śmierci” przedstawia zagadnienie pośmiertnych plam powstających na ciałach nieboszczyków oraz ich znaczenia dla przebiegu policyjnych śledztw.

Do „Varii” trafiły tym razem trzy teksty. Wojciech Sawłowicz wziął na warsztat nazi-fiction, wskazując w swoim artykule na przyczyny, dla których niemiecki nazizm tak bardzo fascynuje twórców horroru. Martyna Bieżyńska opowiada z kolei o reality-show „Scream Queens”, którego zwyciężczynie miały okazję zagrać w kultowych slasherach, zaś Natalia Kościńska dowodzi, iż nieumarłe monstra stanowią nieodłączny element słowiańskich wierzeń i obyczajów.

W dziale poświęconym grom znalazł się w tym numerze zaledwie jeden, choć interesujący artykuł, poświęcony nietuzinkowej grze MMO, jaką jest „The Secret World”. Nieodłącznym elementem „Coś na progu” są także krótkie komiksy. Tym razem pokuszono się o zaprezentowanie dwóch obrazkowych historii: pierwszej części „Mrozu” Bartłomieja Fedyczaka i Krzysztofa Maja, a także kontynuacji komiksu „Midnight” Krzysztofa Chalika, którego pierwsza odsłona pojawiła się w poprzednim numerze czasopisma.

Na zakończenie zaś, tradycyjnie, pozostawiono publicystykę. W przetłumaczonym przez Jakuba Wiśniewskiego tekście, Robert Bloch wspomina tak zwany „Krąg Lovecrafta”, a więc pisarzy korespondujących niegdyś z samotnikiem z Providence, co nie pozostało bez wpływu na ich późniejszą twórczość. Stały felietonista „Cosia”, Marcin Wroński, wyjaśnia, dlaczego kryminały często okazują się dużo bardziej przerażające, aniżeli tradycyjne horrory, natomiast Bartosz Czartoryski przygląda się polskim miejskim legendom, szczególną uwagę zwracając na głośną jakiś czas temu sprawę „małpy z Bielawy”.

Piąty numer pisma „Coś na progu”, podobnie jak wszystkie pozostałe, zasługuje na uwagę każdego miłośnika kultury grozy i wierd fiction. Wydawnictwo Dobre Historie po raz kolejny oddało w ręce fanów horroru obszerny, ponad stustronicowy magazyn pełen interesujących, wartościowych merytorycznie artykułów związanych z ich ulubioną dziedziną kultury. Ktokolwiek nie miał okazji jeszcze go przeczytać – powinien zrobić to jak najprędzej.

Ocena: 4/5

Dyskusja