Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

W harmonii z jaszczurami – recenzja „Jak wytresować smoka”

Smoki towarzyszą fantastyce niemal od samych jej początków. Nierzadko jednak rola tych majestatycznych stworzeń sprowadza się do potężnej i zionącej ogniem przeszkody w zdobyciu skarbu lub ręki księżniczki. Dzielni rycerze prześcigają się w wymyślaniu sposobów na ich pokonanie. Nieliczni wpadają na pomysł, aby je… oswoić.

W pewnej niewielkiej wikińskiej wiosce punktem honoru dla każdego dorastającego młodzieńca jest samodzielne pokonanie smoka. Gady wszelkiej maści atakują ją bowiem co i rusz, porywając owce pasące się na okolicznych

pastwiskach. W społeczności takiej wychowuje się dorastający chłopiec imieniem Czkawka. Chociaż jest synem wikińskiego władcy, uchodzi za nieudacznika i fajtłapę, który nigdy nie dorówna swojemu ojcu. Podczas gdy jego przyjaciele szkolą się w konwencjonalnych metodach walki ze smokami, Czkawka woli konstruować w tym celu finezyjne mechanizmy – jeden bardziej wadliwy od drugiego. Wszystko zmienia się w chwili, gdy pewnego razu jego wynalazek zaskakuje i przy użyciu prowizorycznej katapulty chłopcu udaje się zestrzelić smoka.

Dotarłszy na miejsce, w którym spadł jaszczur, Czkawka ze zdumieniem zauważa, że schwytał Nocną Furię – przedstawiciela najgroźniejszego smoczego gatunku. I gdy już sposobi się, by zadać mu śmiertelny cios i pochwalić się zdobyczą przed mieszkańcami wioski, coś nie pozwala mu uśmiercić ofiary. Czkawka nie tylko daruje mu życie, ale i szybko zaprzyjaźnia się ze swoim nowym pupilem, przekonując się, że historie o krwiożerczych i niebezpiecznych smokach, jakie słyszał od małego, nie mają wiele wspólnego z prawdą. Udowodnienie tego pobratymcom będzie jednak niezwykle wymagającym zadaniem.

W ostatnich latach najmłodsi widzowie są wręcz rozpieszczani przez twórców filmowych. Nie ma miesiąca, w którym multipleksy nie wyświetlałyby przynajmniej kilku adresowanych do nich produkcji. Jak się jednak okazuje, odnalezienie w całym tym gąszczu filmu, który odznaczałby się pasjonującą historią z mądrym, czytelnym

przesłaniem, a jednocześnie zapewniał rozrywkę na najwyższym poziomie, nie jest wcale takie proste. Tymczasem „Jak wytresować smoka” spełnia te kryteria. Dzieło Deana DeBlois i Chrisa Sandersa utrzymane jest w pacyfistycznym duchu i jasno pokazuje, że użycie argumentu siły zawsze powinno być rozpatrywane w kategoriach ostateczności, a istniejące konflikty często wynikają ze wzajemnych uprzedzeń, niepodpartych próbą zrozumienia drugiej strony.

Jak przystało na dobry animowany film dla najmłodszych, „Jak wytresować smoka” obfituje w humor. Nie jest to jednak dowcip w rodzaju „Shreka”, pełen nawiązań do popkultury i innych bajek. Żarty związane są zazwyczaj z karykaturalnie wyolbrzymionymi cechami bohaterów, które na ogół zwykło się łączyć z wikingami. Od czasu do czasu pojawia się erpegowy żargon, co z pewnością nie umknie uwadze miłośników gier fabularnych. Młodsi widzowie bez wątpienia dostrzegą również doskonale zrealizowane efekty 3D. Animacja postaci i otoczenia stoi na bardzo wysokim poziomie, a sceny lotu na smoczym grzbiecie – z pikowaniem, wykonywanymi beczkami, obrotami i innymi podniebnymi ewolucjami – dostarczają niezapomnianych wrażeń. Wszystko to przy akompaniamencie energicznej, doskonale wkomponowującej się w tło muzyki, skomponowanej przez Johna Powella, za którą w 2011 roku otrzymał on nominację do BAFTy i Oscara.

Należy także odnotować, że w polskim wydaniu „Jak wytresować smoka” został wzbogacony o naprawdę solidny dubbing. Rodzimi aktorzy podkładający głos pod poszczególnych bohaterów świetnie wywiązali się ze swojego

zadania. Mateusz Damięcki jako Czkawka i Julia Kamińska tworzą dobrze brzmiący, uzupełniający się duet, a Miłogost Reczek, którego głosem przemawia w filmie wikiński wódz – Stoick Ważki – kolejny raz udowadnia, że w dubbingowaniu tego typu charakternych postaci nie ma sobie równych.

„Jak wytresować smoka” znajduje się w czołówce najlepszych filmów animowanych, jakie trafiły do kin w ciągu ostatnich kilku lat. Liczne nominacje do najbardziej prestiżowych branżowych nagród i nad wyraz ciepłe przyjęcie przez krytykę stanowią istotne tego dowody. O wartości opisywanej produkcji najlepiej jednak przekonać się samemu, zapoznając się z nią w towarzystwie pociech bądź młodszego rodzeństwa. Zarówno starsi, jak i młodsi widzowie będą z takiego seansu zadowoleni.

Dyskusja