Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Dobra fabuła, rujnujące szczegóły – recenzja „Piasku”

„Piasek” pokazuje, że Piotr Nesterowicz ma zadatki na niezłego pisarza. Powieść pokazuje jednak również, że przed autorem jeszcze daleka droga.

Polska fantastyka od lat jest przede wszystkim literaturą trawestacji – zamiast bohaterów mamy antybohaterów, światy nie są epickie, a przepełnione cynizmem, sam sposób opowiadania historii jest też mocno ironiczny. „Piasek” Piotra Nesterowicza w ten nurt się zupełnie nie wpisuje. Wszystko jest tam na poważnie. Może nawet zbyt poważnie.

Polska „Diuna”?

Mimo że „Piasek” należy zaliczyć do gatunku fantasy, korzeni książki można doszukiwać się w klasyce science-fiction – w „Diunie”.

W utworze Nesterowicza szlachecki ród Tażyrów przybywa do Starego Miasta, aby objąć w nim władzę. Bogactwem, a jednocześnie przekleństwem jego mieszkańców, jest pustynia – Mutaharika. Jest ona częściowo świadomą istotą, która ma jeden cel – pochłonięcie cywilizacji. Wydobywane na niej kryształy są jednak głównym towarem eksportowym i źródłem utrzymania miasta.

Przybycie Tażyrów zbiega się w czasie ze wzmożoną aktywnością Mutahariki. Jak się okazuje, szansą na uratowanie Starego Miasta może być dziedziczka rodu władców – Malaika.

Podobieństwa „Piasku” z „Diuną” można mnożyć. Pustynia jest źródłem bogactwa, na zapuszczających się w nią czają się jednak liczne niebezpieczeństwa. Nowy ród szlachecki przybywa objąć władzę nad terenami pustynnymi. W przeciwieństwie do poprzednich zwierzchników, nowy władca planuje zdobyć bogactwo nie tylko dla siebie, ale i zapewnić dobrobyt mieszkańcom swojego lenna. Akcja toczy się wokół posiadającego niezwykłe umiejętności dziedzica rodu. Wielkim zagrożeniem dla rodziny panującej są przeciwnicy i niegdysiejsi sojusznicy polityczni.
To tylko niektóre podobieństwa obu lektur, uważny czytelnik znajdzie ich znacznie więcej. Szczęśliwie, Piotr Nesterowicz ograniczył się do przekopiowania (z niewielkimi, niemalże kosmetycznymi zmianami) jedynie sytuacji wyjściowej „Diuny”, w fabule udało mu się znaleźć własną drogę.

Wpadki i falstarty

Akcja „Piasku” jest co najmniej interesująca, momentami nawet wciągająca. Powieść czyta się błyskawicznie – jest sprawnie napisana, intryguje też na tyle, że zawsze chce się przeczytać jeszcze jeden rozdział.

Fabuła jest niewątpliwie jedną z mocniejszych stron książki Nesterowicza, jednak mimo to nie zabrakło w niej wpadek i falstartów.

Najbardziej koślawy jest wątek miłosny. Sprawia on niestety wrażenie, jakby był wymyślony przez cztero-, a nie czterdziestolatka. W skrócie wygląda to tak: dziewczyna spotyka chłopaka, najpierw go nie lubi, potem go lubi, ale się wstydzi, na końcu się całują, po czym on ochchodzi ratować świat. Tandeta podpatrzona na filmach klasy B (a może w tasiemcowatych serialach?), w dodatku zupełnie niepotrzebna. „Piasek” nic by nie stracił, gdyby zrezygnować z tego elementu, ewentualnie odejść od werbalizowania uczuć bohaterów w strefę niedomówień i domysłów.

Przedmiotowi bohaterowie

Piotr Nesterowicz ma zresztą ewidentny problem ufaniem w inteligencję i intuicję czytelników, wielokrotnie pisząc o rzeczach oczywistych. Nie pozwala przemawiać działaniom swoich bohaterów, za każdym razem w jakiś sposób omawia je, wyznaczając jedyną słuszną interpretację. I tak wydaje się, że główna bohaterka została stworzona przede wszystkim po to, aby wyjaśniać i instruować.

Bohaterowie są zresztą jednym z mniej udanych elementów „Piasku”. Są płascy, jednowymiarowi i nieciekawi, czytelnikowi bardzo trudno ich polubić, nie wspominając już o identyfikowaniu się z nimi. Nie jest nawet tak, że są antypatyczni – po prostu nie wzbudzają żadnych emocji. Są tylko obiektami fabularnymi – interesującymi na tyle, na ile interesująca jest sama akcja.

Jedyną postacią posiadającą pewien potencjał jest Sachrach – nieco tajemniczy rdzenny mieszkaniec Starego Miasta. Wzbudza on zainteresowanie, ponieważ wiąże się z nim wiele sekretów. Zamiast jednak konsekwentnie oplatać go aurą tajemniczości, do samego końca nie wyjaśniając wszystkigo, autor przedwcześnie rozwiązuje zagadki, niejako zabijając postać w oczach czytelnika.

Przestarzałe schematy i brak adresata

Jak na debiutancką powieść „Piasek” nie jest zły. Jest dobrze napisaną, całkiem interesującą historią, którą, mimo iż nie ustrzegła się większych i mniejszych wpadek, czyta się błyskawicznie. Jest jednak też lekturą, którą po przeczytaniu natychmiast się zapomina – nie ma w niej nic, nad czym czytelnik mógłby się zastanowić. „Piasek” nie oferuje też nic nowego, dominują tam utarte i przestarzałe schematy. Anachronizmem jest choćby bardzo wyraźny podział na stronę dobrą i stronę złą – we współczesnej literaturze powinny dominować raczej odcienie szarości.
Nie znajduję również odpowiedzi na pytanie do kogo ta książka jest skierowana. Ludzie dorośli odrzucą ją ze względu na zbytnie upraszczanie rzeczywistości, młodzież płci żeńskiej będzie rozczarowana wątkiem miłosnym, dla młodzieży płci męskiej problemem może być przedstawienie świata z punktu widzenia głupiutkiej dziewczyny.
Z pewnością znajdą się tacy, którym „Piasek” się spodoba, jednak nie zajmie on miejsca w zaszczytnym gronie najlepszych polskich książek fantastycznych.

Mimo wszystko, Piotr Nesterowicz ma jednak zadatki na dobrego pisarza. Jak wiadomo, trening czyni mistrza, więc być może sequel „Piasku” (a zakończenie książki wskazuje, że taki powstanie) będzie już zdecydowanie lepszy.

Dziękujemy Wydawnictwu Novae Res, za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Ocena: 2.5/5

Dyskusja