Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Doskonale wykreowany ogród – recenzja „Pan Lodowego Ogrodu. Tom I”

Pokryty „żelazną zbroją” kruk, prawdopodobnie próbujący nas „pożreć” swoim spojrzeniem, na co wskazuje kapiąca z jego dzioba krew – tak wygląda okładka pierwszej części reedycji cyklu książkowego „Pan Lodowego Ogrodu” pióra Jarosława Grzędowicza. „Fabryka Słów” wzbogaca nowe wydanie o zjawiskowe ilustracje ołówka Dominika Brońka, które przykuwają oko swoją surowością i starannym wykończeniem zachęcają do wgłębienia się w tę szaloną historię.

Pierwszy tom „Pana Lodowego Ogrodu” opowiada historię Vuka Drakkainena. Jest to postać „wyjęta z przyszłości”. Umieszczony w kapsule, zostaje wystrzelony na tajemniczą planetę „Midgaard”, na którą dawniej zostało wysłanych kilku jego poprzedników. Zadanie Przybysza polega na ich odnalezieniu i powrocie, wraz z nimi, na bezpieczną już Ziemię. Lecz to nie jedyna opowieść, jaką serwuje nam Grzędowicz w tym tomie. Drugim bohaterem jest Młody Książę Tygrysiego Tronu, który uczy się zarządzać imperium i poznaje kulturę własnego Państwa, przygotowując się do przejęcia tronu. Smakuje także, co to znaczy stać się mężczyzną – chociaż moim zdaniem autor poświęcił zbyt dużo miejsca na rozwijanie tego wątku.

Ciekawym i godnym uwagi zabiegiem, którego użył Grzędowicz, jest połączenie Science Fiction z Fantasy. Planeta, będąca tłem wydarzeń, jest „zamrożoną w średniowieczu” Ziemią… wypełnioną magią. Główny bohater musi ubrać się w pełną płytową zbroję, wyjąć miecz z pochwy i mieć nadzieję, że „Cyfral” – tajemniczy pomocnik zamieszkały w jego głowie – pomoże mu przeżyć i odnaleźć swoich kompanów.

Midgaard został dopracowany w każdym calu. Tak jak Ziemia, ta planeta też jest podzielona kulturowo czy zwyczajowo. Mamy tam Kirenenów, Amitrajów, czy Ludzi Wybrzeża, którzy starym zwyczajem wypływają na głęboką wodę, opuszczając rodzinę i dom, by „utopić się” w uczuciu tęsknoty, a powracając znów doceniać wszystko to, czym przedtem żyli. Takich przykładów jest dużo więcej, co utwierdza w przekonaniu, że kraina stworzona przez Grzędowicza „naprawdę żyje”.

Bohaterowie są dobrze narysowani, nie brakuje im motywacji, są wykreowani tak, że bez problemu można ich poznać, polubić, a może nawet pokochać. Jedynie przeszłość Vuka wydaje się trochę rozmyta… Grzędowicz, stosując na przemian narrację pierwszo i trzecioosobową, pozwala nam poznać emocje targające bohaterami, by potem zwrócić uwagę na szczegóły, których główny bohater nie zauważył, bądź ukazać zdarzenie z bardziej obiektywnej strony. Fabuła jest dobrze przemyślana – czasem tylko niektóre wątki zostawały brutalnie ucinane. Jednak nie do końca wyjaśnione tajemnice nakręcają akcję tak, że od książki po prostu nie można się oderwać. Powieść kończy się naprawdę intrygująco i zachęca do sięgnięcia po część drugą. Czyli dokładnie tak, jak powinno być.

Połączenie dwóch, jakże odległych, a jednocześnie bliskich, gatunków powieściowych; fabuła, która wciąga; genialnie narysowani bohaterowie; świat, który wprost widzimy i intrygujące zakończenie. Czego chcieć więcej? W moim odczuciu to jedna z najlepszych książek w kanonie polskich lektur fantasy. Mimo że powieść posiada drobne wady, to z czystym sumieniem mogę ją ocenić na 5/5.

Ocena: 5/5

Dyskusja