Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Lunapolis, jakiego nie znacie – recenzja „Przedksiężycowi. Tom 2”

W przypadku książkowych trylogii to drugi tom stanowi zazwyczaj dla pisarza największe wyzwanie — po rozbudzeniu ciekawości czytelnika pierwszą częścią trzeba utrzymać jego zainteresowanie, a zarazem finał intrygi i najlepsze kąski zachować na zwieńczenie cyklu. Cóż więc zrobić, by środkowy wolumin nie pełnił zaledwie roli zapychacza w opowiadanej historii, a poczynania bohaterów służyły czemuś więcej niż tylko zapełnieniu tych kilkuset stron? Jednym z rozwiązań może być oddanie głosu innym postaciom.

Sięgając po „Przedksiężycowych II”, należy spodziewać się, że tym razem to nie Finnen i Kaira grają pierwsze skrzypce. Oczywiście, poznamy ich dalsze losy i przyjrzymy się przemianie, jaką powoli przechodzi każde z nich, ale podczas lektury znacznie częściej towarzyszymy innym postaciom — przede wszystkim będzie to skrywający niejeden sekret Brin Issa oraz kapitan Tellis, która, nie mając nic do stracenia, postanawia dotrzeć do sedna tajemnic tego bogatego i wpływowego mężczyzny. Dowiemy się także, jak w Lunapolis radzi sobie Daniel, przybysz z zupełnie innej rzeczywistości.

Wciąż zaskakuje obraz świata, a samo miasto przechodzi stopniową ewolucję. Zblazowani i pogrążający się w dekadentyzmie bogacze pod wpływem nowej mody zaczynają na pokaz prowadzić skromne i wstrzemięźliwe życie. Rodzą się pytania dotyczące wpływu moralności na szansę przetrwania kolejnego Skoku. Tymczasem, począwszy od warstw najuboższych i najbardziej zdeterminowanych, Lunapolis z wolna pogrąża się w chaosie, a niezadowolenie z niezbadanej woli Przedksiężycowych znajduje ujście w słowach i czynach. Co jeśli Przebudzenie jest tylko wielkim oszustwem?

Anna Kańtoch coraz szczelniej wypełnia luki w zarysowywanym przez siebie przedstawieniu miasta. Czytelnicy drugiego tomu „Przedksiężycowych” będą dzięki temu świadkami genozmiany, poznają nieco bliżej psychologię art-morderców oraz zgłębią tajniki pracy miejscowej policji. Nie zabrakło oczywiście pobudzających wyobraźnię opisów oraz kolejnych fascynujących wynalazków. Na wyjaśnienie najważniejszych zagadek jednak nie ma co liczyć — te odpowiedzi otrzymamy pewnikiem dopiero w części trzeciej.

Środkowa odsłona trylogii o „Przedksiężycowych” wydaje się nawet ciut lepsza niż tom pierwszy, szczególnie w drugiej połowie, gdy Lunapolis doświadcza kolejnych zmian i niepokojów społecznych. Cóż więcej można dodać? Jedynie raz jeszcze zachęcić do zapoznania się z cyklem pióra Anny Kańtoch oraz liczyć na to, że finał opowieści utrzyma poziom wcześniejszych części.

Dyskusja