Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Miasto podłe, ale książka dobra – recenzja „Strażnik Podłego Miasta”

Podłe miasto, jak sama nazwa wskazuje, to nie jest przyjazne miejsce. Każde miasto ma też swojego opiekuna. Zwykle jest to osoba prawa i postępująca według zasad kodeksu moralnego, zgodnie z prawem. Jakim jednak może być człowiekiem opiekun miasta, które określane jest mianem podłego?

Łatwo sobie na to pytanie odpowiedzieć – na pewno nie będzie to nikt poczciwy ani kierujący się nakazami prawa. To musi być ktoś, kto ma doświadczenie życiowe, zyskane często w niezbyt przyjemnych okolicznościach. I tak właśnie jest. Stróżem podłego miasta jest były agent wywiadu, który popadł w niełaskę. Stoczył się na samo dno handlując narkotykami; jako były żołnierz nie ma zbyt wiele do stracenia. Postępuje tylko zgodnie z własnym sumieniem – a jakie sumienie może mieć ktoś tak zdeprawowany? Tego się łatwo można domyśleć.
W sumie to jedyne informacje, jakie możemy ustalić na temat głównego bohatera tej powieści – cała reszta owiana jest aurą tajemnicy.

Nie zmienia to faktu, że to jednak on jest stróżem tego miasta. A w mieście tym ktoś bestialsko zamordował dziewczynkę. Opiekun wie, że tej sprawy nie załatwi policja, to on musi się tym zająć. Mimo że sięgnął dna, pozostaje nadal człowiekiem inteligentnym, doskonale łączącym ze sobą fakty, które mogą pomóc mu wytropić mordercę. Tropiąc go, narazi się nie tylko bossom przestępczego półświatka, ale także szefowi tajnej policji, który jest zwykłym psychopatą.

Autor, Daniel Polansky, wciąga więc nas, czytelników, w wir powieści detektywistycznej. Prowadzi ją jednak w nierealnym, zmyślonym świecie, można więc śmiało określić tę powieść nie tylko jako detektywistyczną czy psychologiczną, ale także jako fantastykę najlepszego sortu.

Utkaną przez siebie opowieść Polansky opiera właściwie tylko na tych dwóch atutach: Strażniku i jego mieście. Przedstawia je takimi, jakie są lub jakimi byłyby w realnym świecie: brudne, mroczne i zapomniane przez Boga. Opisuje więc oba te przymioty, nie wybielając ich, bo to zupełnie jest niepotrzebne.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na styl i język, jakim operuje pisarz. Nie da się opisać realiów i dialogów w Podłym Mieście, używając kwiecistej mowy i wyszukanych epitetów. W tym świecie nikt tak się nie porozumiewa. Przestępcy i inne męty spod ciemnej gwiazdy nie stronią od przekleństw i wulgaryzmów – co podkreśla charakter i nadaje tej powieści realnego kształtu.

Atmosfera, jaka zbudowana jest na kartach „Strażnika Podłego Miasta”, to niewątpliwie jeden z najmocniejszych walorów tej książki. Autor zadbał o każdy, nawet najdrobniejszy element swej historii. Zdarzenia następują po sobie w sposób logiczny, układając się stopniowo w całość. Powieść, jak każda, którą można określić mianem detektywistycznej, wciąga bez reszty. Zagłębiając się w niej, czytelnik chce jak najszybciej przejść na kolejne strony, by dowiedzieć się, co będzie dalej.

Nie brak też w tej historii odrobiny czarnego, ironicznego humoru, co tylko podkreśla walory świata przedstawionego.

Niestety, w książce nie brak również drobnych błędów lub niedociągnięć, które po prostu utrudniają lekturę. Po pierwsze są to błędy, które przepuściła korekta. Po drugie, że sam autor stosuje całą gamę myślników, tnąc nimi bezlitośnie bardzo długie zdania. Robi to tak często, że czasem trudno się zorientować, co jest wypowiedzią, co partią narracyjną, a co komentarzem.

Książka ta przypadnie do gustu zwłaszcza tym czytelnikom, którzy rozmiłowali się w mrocznej i brutalnej fantastyce noir. Również miłośnicy dobrych kryminałów nie powinni poczuć się zawiedzeni. Książka, jako debiut, okazała się bardzo dobra, na tyle dobra, że warto czekać na jej kontynuację.

Ocena: 4/5

Dyskusja