Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

O krok od Przebudzenia – recenzja „Przedksiężycowi. Tom 1”

Opis pierwszego tomu „Przedksiężycowych”, który możemy znaleźć na tylnej stronie okładki, należy do tych enigmatycznych, acz intrygujących zarazem. Po lekturze mogę bez wahania potwierdzić — wydawnictwo podjęło w tej kwestii słuszną decyzję, najlepiej bowiem podejść do tej powieści z otwartym umysłem i dać się zaskoczyć wszystkim skrywanym przez nią tajemnicom.

Rytm życia mieszkańców Lunapolis wyznaczają kolejne Skoki; data przesuwana jest wówczas naprzód o kilka lat, a spory odsetek ludności pozostaje w tyle, skazany na przyspieszoną zagładę i rozkład na jednym z wielu szczebli umierającego świata. Nikt nie wie, co decyduje o tym, kto przetrwa Skok, a kto dostąpi ostatecznego Przebudzenia. Rodzice płacą olbrzymie kwoty korporacjom dobierającym geny ich potomstwa, ale ani ogromny talent w jednej dziedzinie, ani też wszechstronność nie są gwarantami szczęścia. Wszelkie odpowiedzi znane są jedynie Przedksiężycowym — a choć ludzie nigdy ich nie poznali ani nie spotkali, za cel stawiają sobie zyskanie uznania tych tajemniczych istot.

Podczas jednego ze Skoków poznają się Finnen i Kaira. Dziewczynę dręczą wyrzuty sumienia związane z faktem, że udało się jej nie zostać w tyle, postanawia więc zrobić, co w jej mocy, by ulżyć w cierpieniu mniej fortunnym — nawet jeśli będzie to oznaczało sprzeciwienie się woli despotycznego ojca albo samych Przedksiężycowych. Finnen obiecał zaś zrobić wszystko, o co poprosi go przyjaciółka. Prócz tej dwójki jest jeszcze Daniel, przybysz z zupełnie innego świata, który przypadkiem trafia do najdalej posuniętej w rozkładzie wersji Lunapolis i usiłuje za wszelką cenę wydostać się stamtąd.

Trudno sformułować jednoznaczne osądy dotyczące fabuły powieści, ponieważ pierwszy tom cyklu jedynie zawiązuje akcję i otwiera kilka wątków, a na ich rozwiązanie przyjdzie pewnikiem poczekać czytelnikom do trzeciej części trylogii. Porcji opowieści, którą otrzymujemy w „Przedksiężycowych I”, udaje się rozbudzić apetyt na ciąg dalszy — zarówno na poziomie mikro, czyli losów protagonistów, jak i makro, czyli wyjaśnienia zagadki Przedksiężycowych i tajemnicy skrywanej przez Przebudzenie.

Anna Kańtoch, trzykrotna laureatka nagrody imienia Janusza A. Zajdla, udowadnia, że w pełni zasługuje na przyznawane jej wyróżnienia. Opisy wychodzące spod pióra pisarki są zgrabne i plastyczne, zazwyczaj nasiąknięte dość subtelnym stylem, a przy tym niezwykle klimatyczne i pasujące do tej niezwykłej kreacji, jaką jest Lunapolis. Pochwalić można także sylwetki bohaterów — każdy z nich jest odpowiednio charakterystyczny, niejednoznaczny, ale i na swój sposób skażony, co także koresponduje z wizją świata. Miejmy nadzieję, że kolejne tomy pozwolą im w pełni rozkwitnąć, a świetnie zapowiadający się cykl nie zbiera ode mnie pochwał na wyrost.

Najjaśniejszy punkt „Przedksiężycowych” stanowi jednak samo Lunapolis — miasto intryguje i fascynuje od pierwszej strony powieści, a wraz z odkrywaniem kolejnych kart przez autorkę zyskuje jeszcze bardziej, z pasujących do siebie elementów wyłania się bowiem złożony oraz, co najważniejsze, spójny i dopracowany obraz, a przy tym pełen oryginalnych pomysłów i rozwiązań. Genozmiany, art-mordercy, osobowości uwięzione w ciałach mechanicznych istot czy koncepcja ukazania tego samego miasta w różnym stadium entropii — to tylko niektóre ze smaczków. Choćby dla samej wizji świata przedstawionego warto po tę książkę sięgnąć.

Powergraph po raz kolejny udowadnia, iż seria „Fantastyka z plusem” jest gwarantem jakości; można ją kupować w ciemno, a zawsze otrzyma się pozycję, od której nie można się oderwać. Cieszy też fakt, że trylogia Anny Kańtoch staje na półce w jednym szeregu z utworami Kosika i Wegnera; to najlepszy dowód na to, że w polskiej fantastyce wciąż jest miejsce na literaturę rozrywkową na godziwym poziomie, a zarazem nierażącą odbiorców stylistyczną mielizną czy fabularną sztampą. Jak dobrze, że nadal istnieje wydawnictwo inwestujące w tego typu prozę, dzięki któremu „Przedksiężycowi” w całości trafią wreszcie do naszych biblioteczek. Warto było czekać.

Ocena: 4/5

Dyskusja