Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

W pogoni za dobrym komiksem – recenzja „W pogoni za czarnym Kleksem”

Zalewani zachodnią tandetą, często zapominamy o dobrych, polskich produktach, albo wcale ich nie zauważamy. Dotyczy to zarówno zwykłych przedmiotów codziennej konsumpcji, jak i dóbr kultury. W tym drugim przypadku jakość ma jednak istotne znaczenie. Jest ono tym większe, im jesteśmy młodsi. Okres dziecięctwa z pewnością ma ogromne znaczenie na nasze późniejsze gusta. Dlatego warto szukać tych najbardziej wartościowych pozycji. Jedną z nich może być wznowiony niedawno album Szarloty Pawel „W pogoni za Czarnym Kleksem” (seria „Jonka, Jonek i Kleks”).

Bohaterowie komiksu nie są tak popularni jak Tytus, Romek i A’Tomek czy Kajko i Kokosz. To wciąż jednak kawał polskiej klasyki, którą szczególnie miło wspominać będą czytelnicy „Świata młodych”. „W pogoni za Czarnym Kleksem” jest trzecim albumem w serii, ale bez problemu można od niego zaczynać, mimo że bezpośrednio kontynuuje wątki z poprzedniej opowieści. Tym razem intryga osnuta jest wokół planu, który ma doprowadzić do zniszczenia reputacji sympatycznego głównego bohatera. Zapoczątkowana przez żądnego zemsty Jolsky’ego i naukowca Quinta przygoda, zawiedzie Jonka, Jonkę i Kleksa do Afryki. Będą tam szukać śladów tajemniczego Czarnego Kleksa.

Historyjka jest prosta i ma lekki charakter. Wartka akcja, sporo dialogów i dynamiczne obrazki nie pozwalają na nudę. Warto tu dodać, że spora w tym zasługa rysunków autorki. Świetnie ukazuje ona zmieniające się emocje bohaterów i ich nastrój. Są one tak wyraziste, że słowa wydają się jedynie dodatkiem – co nie oznacza, że dialogi nie są ciekawe. Jest w nich pewna dziecięca naiwność, ale mają w sobie tyle fantazji i energii, że nawet dorosły z przyjemnością się w nie wczyta. Jedyną prawdziwie problematyczną rzeczą jest układ niektórych kadrów i dymków. Czytelnik czasem, na chwilę, gubi się w chronologii dialogów i wydarzeń, nie dość dobrze podkreślonych (np. strzałkami między kadrami, kolejnością dialogów, etc.)

Wiele z tych starszych, polskich komiksów stawiało na wątki edukacyjne. Szarlota Pawel omija je szerokim łukiem, a jej komiks to po prostu jedna, wielka przygoda. W tym sensie nie zestarzał się ani trochę. Nie jest też na tyle mocno osadzony w rzeczywistości PRL, by trzeba było cokolwiek tłumaczyć czytelnikom nie znającym epoki. Komputery, co prawda, wyglądają dziwnie – bo przecież kto to widział, by komputerem nazywać wielką szafę ze szpulami i dziwnym ekranem; jest tu też parę innych elementów nietypowych dla dzisiejszych czasów, ale to wszystko są dekoracje.

Uwagę może zwrócić inna rzecz. W komiksie mamy czarnoskórych w roli bohaterów drugoplanowych i postaci z tła. W większości przypadków są oni przedstawieni zgodnie ze stereotypem, że Murzyn to pracownik fizyczny lub sługa, traktujący białego człowieka jak swojego pana. Parę kadrów wydaje się również sugerować ich leniwą postawę i niezbyt duże wykształcenie (np. gdy przerażeni uciekają przed Mzimu-Kleksem, czy gdy mówią niezbyt poprawną polszczyzną). Bynajmniej, nie zarzucam autorce rasizmu – coś takiego byłoby absurdem. Pewne uproszczenia w utworach dla dzieci są naturalne. Tu zresztą dodatkowo uzasadnia je urocze nawiązanie do „W pustyni i w puszczy” Sienkiewicza. Co więcej, Jonka i Jonek traktują napotkanego na statku czarnoskórego chłopca jak każdą inną osobę w ich wieku. Mimo to, ciekawe czy w dobie krytyki „Murzynka Bambo” Tuwima, także przygody Kleksa mogłyby oberwać. I czy dziś twórca zdecydowałby się na takie przedstawienie czarnoskórych w swoim utworze.

W kontekście tego wznowienia dobrze jest zastanowić się nad jeszcze jedną rzeczą. „W pogoni za Czarnym Kleksem” to niewątpliwie klasyk – warto go przypominać. Dorobek polskich komiksiarzy z okresu PRL jest zresztą spory, szczególnie jeśli chodzi o twórczość skierowaną do dzieci czy młodzieży. Gdzie się jednak podziali nowi twórcy? Czy jest dziś aż tak źle, że wydawcy muszą sięgać po starszych autorów? Nie ryzykują, bo brak jest dobrych rodzimych autorów, czy też w grę wchodzą tu jedynie kwestie ekonomiczne? To o tyle ciekawe, że ostatnio coraz głośniej o autorach związanych z fantastyką i wydających – z sukcesami – książki dla młodszych czytelników. Może współczesny polski komiks powinien wpasować się w ten trend, odchodząc od projektów pastiszowych, ambitnych lub awangardowych i stawiając na dobrą rozrywkę. W takim wypadku „W pogoni za Czarnym Kleksem” i reszta serii Szarloty Pawel może służyć za wzór dla nowego pokolenia twórców, jak zrobić dobry komiks dla młodszego odbiorcy.

Dyskusja