Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wzorcowy, polski komiks – recenzja „Smocze Jajo”

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego Kleks i jego przyjaciele nie stali się takimi ikonami polskiego komiksu jak Kajko i Kokosz czy Tytus, Romek i A’Tomek. Założę się, że gdyby zrobić ankietę, wskazań na znajomość dzieł Szarloty Pawel byłoby mniej niż na tytuły twórców wyżej wspomnianych postaci. Podejrzewam też, że – w porównaniu z Januszem Christą czy Henrykiem Jerzym Chmielewskim – niewiele osób kojarzyłoby samą autorkę.

Tymczasem przygody Jonka, Jonki i Kleksa zasługują na równie wielką sławę, co perypetie wspomnianych wyżej komiksowych postaci. Może jednak zamiast mówić ogólnie, lepiej będzie skupić się na konkretnych przykładach.

Weźmy do ręki album „Smocze jajo”, wznowiony przez Egmont w zeszłym roku i po kolei odhaczajmy:
– Czy są tu ciekawi bohaterowie, których łączy przyjaźń? Są!
– Czy są wciągające, ograniczone jedynie wyobraźnią, przygody? Jak najbardziej!
– Czy jest interesująca (acz niekoniecznie oryginalna) fabuła? Pewnie!
– A humor i lekka atmosfera? Ależ oczywiście!

A to nie wszystko. Gdy wgryźć się w szczegóły, można dostrzec wiele elementów znanych z innych serii komiksowych – takich, które stały się ich znakiem firmowym. Ot, choćby niezwykły (nawet jeśli konwencjonalny) pojazd – Jonka, Jonek i Kleks podróżują własnoręcznie zaprojektowanym balonem-samochodem (i to z napędem odrzutowym). Kłania się Tytus, Romek i A’Tomek, a i o Panu Samochodziku, choć to książkowy bohater, warto tu wspomnieć. Albo odległa kraina z problemem, który rozwiązać mogą tylko główni bohaterowie. Klisz i dobrze znanych motywów tu sporo – ale nie jest to bynajmniej zarzut, bo historyjka nadal, mimo upływu lat, cieszy czytelnika. Wciąż jest tu ta energia i świeżość, którą czuć musieli pierwsi odbiorcy. Przygody Kleksa po prostu chce się poznawać i to jest tu najważniejsze!

Skoro jest w nich tyle dobrego (a wad jak na lekarstwo), to czemu komiksy Pawel są mniej popularne niż dzieła Papcia Chmiela i Janusza Christy? Może dlatego, że było ich mniej niż albumów z Mirmiłem i ferajną czy Tytusem i jego kolegami. Może swoje zrobiło to, iż autorka jako uczennica Chmielewskiego zbyt mocno inspirowała się twórczością swego mistrza (czy tak jest faktycznie, niech każdy sam ocenia). A może chodziło o jakieś inne kwestie, bardziej przyziemne, na przykład związane z procesem wydawniczym. Tego akurat nie wiem, choć może jako recenzent powinienem.

Ważniejsze jest jednak to, że dzięki wznowieniu Kleks wraca; jest okazja, by go sobie przypomnieć i pokazać nowym pokoleniom. Jeśli więc jeszcze ktoś tej postaci nie zna, powinien sięgnąć po jej przygody. Biorąc „Smocze jajo” w ręce, taka osoba dowie się, jaki problem ma daleka Pelikania i księżniczka Plum. Co zrobi Kleks, by go rozwiązać. Jaką rolę w całej opowieści pełni smok oraz co jest jego piętą achillesową. No i najważniejsze – co robić w wakacje, by się nie nudzić. Jedna z recept: przeczytać ten komiks. Naprawdę warto.

Dyskusja