Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Owen Yeates nie zachwyca – recenzja książki „Furtka do ogrodu wspomnień”

W stosunkowo bogatym dorobku pisarskim Eugeniusza Dębskiego szczególne miejsce przypada utworom, których głównym bohaterem jest detektyw Owen Yeates. Do tej pory Dębski wydał już cztery części jego przygód, zaś od ponad dziesięciu lat, jak pisze w posłowiu „Furtki do ogrodu wspomnień”, w jego szufladzie leżała kolejna, piąta ich odsłona. Na skutek różnorakich problemów natury formalnej premiera książki znacznie się opóźniła. Dziś, gdy „Furtka do grodu wspomnień” od dłuższego czasu jest już dostępna w księgarniach, z pewnym żalem muszę stwierdzić, iż nie jest to najlepsza z historii o Owenie.

Fabuła nowej książki Dębskiego zawiązuje się dość ciekawie. Kiedy detektyw Owen Yeates przebywa w Holandii, kontaktuje się z nim jego była żona, Moffy. Prosi go o przysługę w chronieniu swojego znajomego, który wszedł w posiadanie dokumentów sprzed drugiej wojny, zawierających pakty między Stalinem i przywódcami Stanów Zjednoczonych. Ich ujawnienie mogłoby doprowadzić do kompromitacji dla pewnych środowisk, w tym potomków osób odpowiedzialnych za wystawione dokumenty. Nowy klient Yeatesa, niejaki pan Von Gorren, znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, a Owen Yeates, jak zwykle, próbuje poznać drugą stronę sprawy, którą przyszło mu się zajmować.

Na pierwszy rzut oka fabuła może przedstawiać się interesująco, w praktyce jednak jest zupełnie inaczej. Jest ona bowiem przewidywalna, a całą skonstruowaną przez Dębskiego intrygę uważny czytelnik rozgryzie mniej więcej w okolicach setnej strony. A dodać trzeba, że łącznie jest ich niecałe dwieście. Akcja zatem pędzi do przodu bez opamiętania, w powieści nie ma dłużyzn, bo zwyczajnie nie starczyłoby na nie miejsca. Zakończenie natomiast praktycznie nie zawiera elementu zaskoczenia, jest bardzo przewidywalne i staje się oczywiste na długo przed dobrnięciem do ostatnich stron.

Braki fabularne Dębski do pewnego stopnia rekompensuje stylem pisania, który pozostaje u niego na niezmiennie wysokim poziomie. Książka nie nudzi, autor zaś używa ciekawego języka, tu i ówdzie wtrącając żart bądź kilka zdań poświęconych wewnętrznym rozterkom Yeatesa. Narracja jest pierwszoosobowa, całą historię widzimy zatem oczami detektywa.

Gołym okiem widać, że Dębski czuje sympatię do wykreowanej przez siebie postaci. O Yeatesie Dębski pisze z polotem, zaryzykować też można stwierdzenie, że owo pisanie daje mu dużo satysfakcji. Co ciekawe i zastanawiające, Owen Yeates poza tym, że jest detektywem, jest także miłośnikiem literatury fantastycznej i częstym gościem na poświęconych jej konwentach. Można by więc zadać sobie pytanie – ile Dębskiego jest w Yeatesie? Najlepiej, gdyby odpowiedział na nie sam autor, dość jednak wspomnieć, że chociaż Owen Yeates raczej nie ma wystarczającego potencjału, by stanowić ikonę polskiej literatury, to jest postacią barwną, a jej losy pozostają czytelnikowi nieobojętne.

Fabryka Słów zdążyła już przyzwyczaić czytelników, że swoją część pracy przy wydawaniu książek wykonuje nienagannie. Nie inaczej jest i tym razem. „Furtka do ogrodu wspomnień” ma miłą dla oka, połyskującą okładkę, zaś literówki praktycznie się tu nie pojawiają. Ilustracje wewnątrz książki to jeden z czynników dodatkowo umilających lekturę, a odpowiedzialny za nie Krzysztof Domaradzki spisał się bez zarzutu. Bardzo mała objętość książki – zaledwie dwieście stron – determinuje także jej niewysoką cenę, która wynosi niecałe dwadzieścia pięć złotych.

Po „Furtce do ogrodu wspomnień” spodziewałem się znacznie więcej. Chociaż styl pisarski Dębskiego pozostawia niewiele do życzenia, to pod względem fabularnym jego najnowsza książka wypada marnie, a czytelnikowi, zaprawionemu w podobnych, detektywistycznych historiach, nie ma praktycznie nic do zaoferowania. Książkę ratuje niewysoka cena, brak dłużyzn, ogólnie rzecz biorąc – forma. Pozostaje żałować, że z treścią jest znacznie gorzej.

Ocena: 2/5

Dyskusja