Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wydrapany thriller – recenzja „Nowożeńcy”

Jeśliby przeprowadzić w społeczeństwie ankietę: „Z czym kojarzy ci się komiks?”, zapewne wiele odpowiedzi charakteryzowałoby go jako książkę z obrazkami i dorysowanymi dymkami dialogowymi. I byłby to prawidłowy tok myślenia, choć nie do końca zgodny z prawdą, ponieważ komiks nie może obejść się bez ilustracji, ale czasami potrafi sobie poradzić bez tekstu. I nie chodzi tu o krótkie paski (najczęściej humorystyczne) z jakiejś cotygodniowej prasy – mówimy o całym albumie – pełnoprawnej powieści graficznej.

„Nowożeńcy” to czwarta propozycja Kultury Gniewu spod ręki Thomasa Otta. O ile trzy poprzednie były w całości dziełem szwajcarskiego rysownika, tak teraz scenariuszem zajął się Tab Murphy (m.in. animacja „Batman: Rok Pierwszy”) na podstawie pomysłu Thomasa Jane’a.

Historia przedstawiona przez twórców jest dosyć wyświechtana – ot, para nowożeńców (błyskawiczna znajomość i szybki ślub w Vegas), podróżująca w nocy samochodem przez amerykańskie bezdroża, potrąca człowieka. Chcąc mu pomóc, zabierają go ze sobą. Nietrudno się domyślić, że dokładnie wtedy zaczyna się ich koszmar…

Wykorzystanie oklepanych motywów w większości przypadków nie jest do końca celnym zabiegiem, ale wcale nie razi podczas lektury tego albumu. Najważniejsze jest to, że scenariusz potrafi zaskoczyć, wprowadzić czytelnika w pewną konsternację czy zastanowienie. Zresztą, wydawca wspomina w opisie na okładce, że komiks jest adaptacją niezależnego thrillera, a jak powszechnie wiadomo, obrazy takie potrafią czasami namieszać w głowie odbiorcy. Opowieść łączy w sobie przebojowość Tarantino (tutaj na myśl przychodzi „Prawdziwy romans”) z pokrętnością Lyncha („Dzikość serca” i „Zagubiona autostrada”), wywołując poczucie nie lada abstrakcyjności.

Dokładając do prostego scenariusza rysunki Otta, otrzymujemy prawdziwą mieszankę wybuchową. Jego technika wydrapywania (tzw. scratchboard) potrafi nierzadko wywołać jęk zachwytu. Patrząc na ilustracje, wydaje się, jakby były narysowane samymi białymi kreskami na czarnym tle. Perfekcyjne cieniowanie (a w zasadzie rozświetlanie – bo w tym przypadku od ilości zadrapań na ciemnej plamie zależy jasność obrazka) i każdy najdrobniejszy szczegół dają wiele radości komiksowym koneserom. Niesamowite jest to, że Ott buduje swoimi kadrami napięcie bez jakiegokolwiek tekstu. Może wydawać się to niemożliwe, ale dialogi czy opisy są tu całkowicie zbędne. Powoli chłonąc historię, kartka po kartce, wymowne obrazy przemawiają bezpośrednio do umysłu czytelnika, wywołując narastającą falę niepokoju, by wreszcie osiągnąć punkt kulminacyjny.

„Nowożeńcy” to prawdziwy majstersztyk i uczta dla fanów thrillerów w starym dobrym stylu. To także pozycja obowiązkowa dla miłośników powieści graficznych, zarówno tych znających wcześniejsze dokonania Otta, jak i tych, którzy chcieliby po raz pierwszy sprawdzić, jak to jest, kiedy same obrazki budują w głowie pełną napięcia i lęku historię, z przyczajonym niepokojem w postaci gęsiej skórki.

Dyskusja