Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Heretyk w służbie templariuszy – recenzja „Heretyk”

Wielkie konfrontacje dobra ze złem to temat, który w literaturze fantastycznej wałkowano już setki, jeśli nie tysiące razy. Niemniej, rozmaici twórcy nadal bardzo chętnie wykorzystują ten motyw w swoich dziełach, uciekając się przy tym do coraz bardziej wymyślnych rozwiązań fabularnych. Interesującym przypadkiem tego typu jest „Heretyk” Josepha Nassise’a. Mimo, że pierwszy tom cyklu o przygodach Cade’a Williamsa jest raczej przyjemnym czytadłem, niż ambitną literaturą, to z pewnością znajdzie szerokie grono sympatyków.

Komandorie zakonu templariuszy padają ofiarą licznych ataków ze strony sił ciemności. Bracia zakonni są mordowani, a wiele wskazuje na to, że zagrożone są święte relikwie, których dzieje sięgają początków chrześcijaństwa. Niebezpieczeństwo ma zażegnać Cade Williams, rycerz, który dzięki zdolności przekraczania granicy pomiędzy światami jest optymalnym kandydatem na przywódcę sił Kościoła. Stając na czele doborowego oddziału, Williams zrobi wszystko, by stawić czoło zagrożeniu, które postawiło sobie za cel zagładę chrześcijańskiego świata.

Okładkę „Heretyka” zdobią rekomendacje ze strony takich klasyków horroru, jak Clive Barker i Peter Straub. Pierwszy z panów pisze o pierwszorzędnym stylu Hassise’a i zapierającej dech w piersiach lekturze, drugi zaś o licznych i niespodziewanych zwrotach akcji. W słowach tych nie ma przesady. Styl Nassise’a istotnie można uznać za pierwszorzędny, jeśli tylko szuka się w książkach wartkiej akcji i dynamicznie rozwijającej się fabuły. Opowiedziana w „Heretyku” historia rozwija się w zawrotnym tempie, nie dając czytelnikowi chwili wytchnienia. Dynamiczna narracja, w połączeniu z wieloma efektownymi scenami, sprawiają, że przy lekturze „Heretyka” nie sposób się nudzić. Całości dopełniają efektowne sceny walk – jak choćby na cmentarzu czy w zakonnych komandoriach, a także niezwykłe lokacje, na czele z halą pełną świętych relikwii.

Atutem „Heretyka” jest główny bohater. Cade Williams to postać z krwi i kości, z właściwie nakreśloną historią i elektryzującą osobowością. Dźwigając na swoich barkach tragiczne brzemię przeszłości, Williams nie może pogodzić się z utratą ukochanej, ciągle mając nadzieję na spotkanie z nią w zaświatach. Ów wątek miłosny – lub też, by być bardziej precyzyjnym, wątek tęsknoty – został przez Hassise’a dobrze skonstruowany, dzięki czemu Cade zyskuje na autentyczności, zaś czytelnik nie pozostaje obojętny wobec jego losów.

Tytułowemu Heretykowi w wykonaniu misji pomagają wierni towarzysze z oddziału. Jednak wśród postaci drugoplanowych próżno szukać równie przekonujących bohaterów, jak Cade Williams. Niektórzy z nich są bardziej istotni dla fabuły, inni pojawiają się tylko epizodycznie. Do tych pierwszych należy Duncan, współpracownik Heretyka, obdarzony niezwykłym darem uzdrawiania, z którego to błogosławieństwa korzysta jednak nader niechętnie. Brakuje natomiast w „Heretyku” przekonującego antybohatera. Simon Logan, stojący na czele sił ciemności, sprawia wrażenie zupełnie archetypicznego nekromanty. Wiadomo o nim niewiele więcej niż to, że kieruje nim żądza władzy i nieopisanej potęgi, a także, że nie stoi najwyżej w hierarchii, mając nad sobą potęznych przełożonych. Tych jednak poznamy prawdopodobnie w kolejnych tomach cyklu.

Wydanie książki na pierwszy rzut oka pozostawia niewiele do życzenia. Zdobi ją ładna okładka projektu Jarosława Gąsiora, przedstawiająca tytułowego bohatera. Jednak w toku lektury rzuca się w oczy duża ilość literówek. Zbyt duża, by można było ją zignorować. Błędy w rodzaju powielenia wyrazu, bądź „połknięcia” litery w wyrazie trafiają się w „Heretyku” nagminnie i dobrze by było, gdyby w kolejnych tomach wydawca uniknął tego typu niedociągnięć.

„Heretyk” nie jest książką, którą można polecić wszystkim fanom fantastyki. To typowa powieść akcji, nie rokująca do miana dzieła ambitnego, za to rewelacyjnie sprawdzająca się jako przyjemne czytadło na deszczowy wieczór, czy dłuższą podróż. Podchodząc do niej bez wygórowanych oczekiwań, za to z nadzieją na kilka godzin niewymagającej, przyjemnej rozrywki – nie sposób się zawieść.

Ocena: 3/5

Dyskusja