Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Dora Wilk powraca – recenzja „Bogowie muszą być szaleni”

Powieściowy debiut Anety Jadowskiej przysporzył jej w fandomie niemałej popularności. Zapoczątkowujący cykl o Dorze Wilk „Złodziej dusz” zyskał nie tylko przychylne opinie większości krytyków, ale i szybko znalazł drogę do serc czytelników, spragnionych solidnego, polskiego urban fantasy. Czy druga część przygód Jady – „Bogowie muszą być szaleni” – utrzymuje poziom poprzedniczki?

Po zwycięskiej batalii z odpowiedzialnym za serię porwań mieszkańców Thornu magiem, Dorze Wilk nie było dane zbyt długo zaznać spokoju. Jej życie wprawdzie uległo nieznacznej stabilizacji: przeprowadziła się do alternatywnej, magicznej wersji Torunia, gdzie zamieszkała wraz z Mironem i Joshuą, założyła też detektywistyczną agencję, która okazała się prosperować nad wyraz dobrze. Nie mija jednak wiele czasu, a Dorę zaczynają nawiedzać przerażające sny, w których widzi siebie kroczącą pośród zwłok najbliższych przyjaciół. W tym samym czasie ofiarą nieznanego sprawcy padają mieszkańcy magicznego świata, głównie wampiry i wilkołaki. Zachodzi podejrzenie, że komuś z niewiadomych przyczyn zależy na doprowadzeniu do międzygatunkowego konfliktu. Ktoś także usiłuje uprzykrzyć życie Joshui, najpierw włamując się do jego mieszkania, a później rzucając urok, przez który anioł o mało co nie łamie obowiązującego go, niebiańskiego prawa. Z czasem poszczególne elementy układanki zaczynają układać się w spójną całość – a Dora zdaje sobie sprawę, że wplątała się w rozgrywki pomiędzy samymi bogami!

Druga część przygód Dory Wilk w dużej mierze powiela to, co stanowiło o jakości „Złodzieja dusz”. Popularna zasada wszelkich kontynuacji: więcej, lepiej, ciekawiej – znajduje tu do pewnego stopnia zastosowanie. Czytelnicy na pewno nie będą mogli narzekać na nudę. Podobnie jak poprzednim razem, na łamach powieści dzieje się bardzo dużo, relacje między bohaterami są dynamiczne, a fabuła błyskawicznie brnie do przodu, nie pozwalając nawet na chwilę wytchnienia. Dora Wilk nie zmieniła się zbytnio. To nadal silna, stanowcza i niezależna kobieta z rodzaju tych, którym nie należy wchodzić w drogę. Znacznie więcej miejsca autorka poświęca jednak na jej sferę uczuciową. Już w „Złodzieju dusz” Dora dzieliła się z czytelnikiem swoimi sercowymi rozterkami, tym razem jednak specyficzna relacja łącząca ją z Joshuą i Mironem jest nie mniej istotna, aniżeli sam główny wątek. Trójkąt w wypracowanym wcześniej kształcie szybko (a w każdym razie szybciej, niż można by przypuszczać) przestaje funkcjonować i bohaterowie zmuszeni są zastąpić go czymś nowym, co jeden z nich określa – nie wdając się w szczegóły – mianem „przyjaźni z profitami”.

Więcej jest także w „Bogowie muszą być szaleni” interesujących bohaterów. Jadowska ponownie imponuje w kwestii pomysłów na postacie drugoplanowe. Dora Wilk, aby pokonać główną rywalkę, jaką tym razem przed nią postawiono, musi paktować między innymi z Lucyferem i Belzebubem, choć negocjacje z tym drugim wcale nie należą do łatwych. Wśród nowych bohaterów mamy tu również Olafa, który niedawno został alfą jednej z wilkołaczych sfor, czy wiekową i charyzmatyczną Eleonorę, będącą członkiem wampirzego Konklawe. Znacznie lepiej, niż w przypadku „Złodzieja dusz”, prezentuje się kreacja głównej złej, będącej sprawczynią nieszczęść trapiących Dorę i jej bliskich. Nie ma jednak róży bez kolców: niestety, finałowa konfrontacja pomiędzy wiedźmą a jej oponentką wypada znacznie mniej widowiskowo, niż można by tego oczekiwać. Atmosfera nieuchronnej batalii o losy Thornu i przyjaciół Dory gęstnieje z rozdziału na rozdział, sięgając wreszcie zenitu… a tymczasem zakończenie książki, na tle zapierających dech, poprzedzających je wydarzeń, sprawia wrażenie dość banalnego i chyba znacznie poniżej możliwości autorki.

Lektura książki to jednak sama przyjemność. Głównie za sprawą stylu Jadowskiej, jej lekkiego pióra i ucha do dialogów, jak również umiejętnego posługiwania się humorem. Dialogi między bohaterami ociekają wręcz ironią i zjadliwością, akcja jest niezwykle dynamiczna i nie ma w niej miejsca na przestoje. Nie ma już miejsca na żarty, których obiektami są konkretne nurty i ugrupowania polityczne, co również należy zaliczyć w poczet pozytywnych zmian. Mimo pewnych niedociągnięć, książka absorbuje do tego stopnia, że wielu czytelnikom dobrnięcie do ostatniej strony zajmie pojedynczy, dłuższy wieczór.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja