Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Garść opowieści z przyszłej galaktyki – recenzja „Star Wars: Kawałki”

„Kawałki” to komiksowa kontynuacja „Gwiezdnych wojen” George’a Lucasa, której akcja rozgrywa się 125 lat po wydarzeniach znanych z filmów. Sithowie pod wodzą nowego lidera Dartha Krayta sprzymierzają się z Imperium i wspólnie przygotowują intrygę, która doprowadza do zerwania Galaktycznego Sojuszu i pogrąża światy w brutalnej wojnie. W podzielonym Imperium szturmowcy walczą ze szturmowcami, zabójcy sithów ścigają obalonego Imperatora Roana Fela, a szpiedzy różnych stron próbują wytropić spadkobiercę legendarnego dziedzictwa – Cade’a Skywalkera. Cade szuka natomiast czegoś zupełnie innego. Chce uciec przed przeszłością w miejsce gdzie legła ona w gruzach – w ruinach Akademii Jedi na planecie Ossus.

„Kawałki” jak sama nazwa wskazuje oprócz tego, że jest wydaniem zbiorczym, przedstawia nam kilka zamkniętych historii. Skupiają się głównie na postaciach dotychczas drugoplanowych jak również epizodycznych. Poznamy tu zupełnie nowych bohaterów, widzimy też tych znanych z poprzedniego tomu. Dzięki temu zyskujemy szerszy obraz świata niż przedstawiony w serii „Dziedzictwo”. Nie ma też jasnego podziału na Imperium – źli, Rebelia – dobrzy. Jest to niewątpliwie zaletą „Kawałków”. Możemy poznać motywacje każdej ze stron konfliktu.

W zeszycie dobrze wypada historia „Sprzymierzeńcy”, w której mamy próbę nawiązania sojuszu pomiędzy Rebeliantami a Imperialnymi. Zdecydowanie słabsze są natomiast „Nowy” i „Gotów na śmierć”. Niestety, oba są troszeczkę mdłe i, o ile pierwszy zarysowuje nam problem z jakimi muszą borykać się szturmowcy walczący przeciwko sobie, to drugi jest tak naprawdę zapychaczem, którego w żaden sposób nie da się uzasadnić. Minusem wydawnictwa są również zagrywki znane z amerykańskich komiksów, czyli „niespodziewane” pojawienie się matki głównego bohatera i mistrza znanego z Wojen Klonów. Nie brakuje także motywu „nietykalnych” głównych bohaterów, gdyż im nigdy nie może się stać nic złego.

Warto zwrócić uwagę na zróżnicowanie graficzne prezentowane w „Kawałkach”. Mamy tu aż czterech rysowników. Oprócz Jan Duursemy – głównej rysowniczki serii i współscenarzystki, możemy zobaczyć prace Adamma DeKrakera, Travela Foremana oraz Colina Wilsona. Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na ostatniego z nich, który w przeszłości pracował nad takimi tytułami jak „Batman” czy „Judge Dredd”. Pomimo słabej fabuły jaką musiał przedstawić, jego prace stoją na wysokim poziomie, a wręcz zachwycają. Kreska Wilsona przebija się spod komputerowych efektów i kolorów, które zostały nałożone na prace.

„Kawałki” to całkiem dobry komiks pomimo typowo amerykańskiego założenia, iż oczywiste rzeczy trzeba tłumaczyć wielokrotnie. Niektórzy lubią ten styl i jest to dla nich zaleta. Z pewnością graficznie zeszyt jest bardzo ciekawy, zwłaszcza, że mamy tu aż czterech artystów, którzy bardzo dobrze wywiązali się ze swojego zadania, a każdy z nich reprezentuje odmienny styl. Fani „Gwiezdnych Wojen” będą zadowoleni, a „zwykły” komiksiarz przeczyta ten tom z zaciekawieniem.

Recenzja ukazała się, także na blogu autora

Dyskusja