Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Jeż Jerzy mocno stronniczy – recenzja „Jeż Jerzy – In Vitro”

W prawie każdej serii, czy to książkowej, komiksowej, czy filmowej, zdarzają się raz po raz słabsze epizody, nie dorównujące poziomem pozostałym, przez fanów traktowane w kategoriach rozczarowań. Przez długi czas nie można było powiedzieć tego o komiksach z Jeżem Jerzym, którego dotychczasowych sześć tomów wydanych przez Egmont nie zawodziło ich oczekiwań. „Jeż Jerzy – In Vitro” przynosi w tej materii niemiłą zmianę.

Wydane do tej pory komiksy z kolczastym skejtem w roli głównej przybierały na ogół formę zbioru pojedynczych odcinków jego przygód. Wyjątek stanowił „Jeż Jerzy – Egzorcysta”, w którym to przypadku mieliśmy do czynienia z pełnometrażowym albumem, zawierającym jedną, rozbudowaną historię. Tymczasem „Jeż Jerzy – In Vitro” zawiera nie jedną, a dwie odrębne, dłuższe przygody tego bohatera. Nie wpływa to jednak korzystnie na jakość całego tomu.

Pierwsza z nich, której tytuł przyjął cały album, rozpoczyna się od spotkania w pewnym barze, gdzie Jerzy spotyka nieznajomego, podającego się za jego prawdziwego ojca. Wydarzenie to wstrząsa Jerzym do tego stopnia, że docieka prawdy o swoim pochodzeniu u samych autores. Nie wie, że w tym samym czasie ktoś próbuje powołać do istnienia łudząco podobną kopię jego osoby. W drugiej historii zaś, losy Jeża Jerzego splatają się z osadzonym w więzieniu Lwem R., będącym bohaterem afery na najwyższych szczytach władzy. Trafiwszy wskutek pewnego zbiegu wydarzeń do tego samego obozu karnego, Jeż Jerzy niespodziewanie zetknie się ze swoim odwiecznym wrogiem – kryminalistą Przemysławem.

Podstawowy problem dotyczący obu zamieszczonych w „Jeż Jerzy – In Vitro” historii dotyczy tego, iż obie kończą się, zanim jeszcze na dobre zdołają się rozwinąć. Każda z nich zdradzała wystarczający potencjał i oparta została na tyle obiecujący pomysł, by stać się dłuższą, bardziej rozbudowaną historią, wypełniającą cały tom. Tak się jednak nie stało – fabuła sprawia wrażenie rozwiniętej po łebkach, zakończenia przychodzą nagle i pozostawiają odbiorcę z uczuciem niedosytu.

Co szczególnie zaskakujące, rozczarowujący okazał się także serwowany przez Leśniaka i Skarżyckiego humor. Dowcip w Jeżu Jerzym imponował niepoprawnością. Autorzy zdawali się nie mieć świętości, nabijali się z rozmaitych grup i ruchów społecznych, cięgi zbierali politycy z lewa i z prawa, uderzano w stereotypy. Czytając „Jeż Jerzy – In Vitro” ma się natomiast wrażenie, jakby satyra autorów wymierzona była w konkretną część sceny politycznej. Mało tego, znaczna część niewybrednych żartów dotyczy konkretnego wręcz ugrupowania. Jego krytyka w czasach powstania komiksu była bardzo nośna i na czasie, szkoda jednak, że dowcip Jeża Jerzego tym razem okazał się tak jednostronny. Jedynym, czego autorom tradycyjnie w kwestii humoru nie zabrakło, to autoironia – jej pokłady zawarte w historyjce „In vitro” osiągają imponujące rozmiary.

Na niezmiennie wysokim poziomie pozostają natomiast rysunki. Tomasz Leśniak od jakiegoś czasu nie modyfikuje już kreski używanej przy sporządzaniu grafiki do Jeża Jerzego, ale to dobrze – bezcelowe byłoby zmienianie czegoś, co się doskonale sprawdza. Najlepiej prezentują się ilustracje mieszczące się na całych stronach, przepełnione dynamiczną akcją, takie jak więzienny bunt (s. 43) czy toczone przez tytułowego bohatera starcia. Uwagę czytelnika wrażliwego na oprawę graficzną komiksu na pewno przykuje także ciekawie prezentująca się retrospekcja (s.6-7), pojawiająca się na początku pierwszej z zamieszczonych w tomie historii.

Najnowszy komiks o Jeżu Jerzym należy jednak rozpatrywać w kategorii rozczarowania. Ani „In vitro”, ani historia „więzienna” nie zachwycają i mimo pewnego potencjału, brakuje im polotu. Zawodzi także humor, którego ostrze zdaje się być skierowane w stronę konkretnych politycznych opcji. Sytuacji nie ratuje nawet kilkanaście stron bonusowych materiałów, na czele z kadrami z ekranizacji komiksu i wywiadem z Jeżem Jerzym, pierwotnie opublikowanym w magazynie „Leenia”. Pozostaje mieć nadzieję, że „Jeż Jerzy – In vitro” to jedynie wypadek przy pracy i już kolejna odsłona jego przygód prezentować będzie poziom, do którego autorzy zdążyli nas przyzwyczaić.

Dyskusja