Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Poprawnie aż do bólu – recenzja „Jeż Jerzy – Człowiek z blizną”

Choć Jeż Jerzy dawno już urósł do rangi ikony polskiego komiksu, to nawet jego przygodom niekiedy brakuje świeżości i polotu. Można było to odczuć już w albumie „In vitro”, gdzie kulała zarówno fabuła, jak i poziom serwowanego przez autores dowcipu. Lektura najnowszego tomu z kolczastym skejtem w roli głównej udowadnia, że twórcy komiksu nadal nie wrócili do formy sprzed lat. Na tle wydanych wcześniej albumów o Jeżu Jerzym, „Człowiek z blizną” prezentuje się nad wyraz przeciętnie.

Mimo, że zarówno fani, jak i krytyka wielokrotnie wyrażali opinię, że Leśniakowi i Skarżyckiemu znacznie lepiej wychodzą krótkie formy, „Człowiek z blizną” stanowi kolejną próbę osadzenia Jeża Jerzego w tomie z rozbudowaną, pełnometrażową fabułą. Trzeba jednak przyznać, że w porównaniu z chociażby „In vitro”, „Człowiek z blizną” stoi pod względem fabularnym na znacznie wyższym poziomie. W gruncie rzeczy to dość prosta sensacyjna opowieść z licznymi, komediowymi akcentami, mogąca się jednak pochwalić szeregiem nietuzinkowych bohaterów oraz ciekawym zwrotem akcji tuż przed zakończeniem. Historia nie jest bardzo porywająca, tu i ówdzie nawet zawiewa nudą, w ogólnym rozrachunku jednak czyta się ją bardzo przyjemnie. Zwłaszcza, że wzbogacona została o ciekawe retrospekcje związane z postacią Pawłowa, wyjaśniające jego obecne stosunki z mocodawcą, w znaczący sposób podnoszące atrakcyjność i wiarygodność tej postaci.

Po raz kolejny okazało się, że nawet jeśli Jeż Jerzy nie szuka kłopotów, to prędzej czy później one odnajdują go same. Tytułowy „Człowiek z blizną” to oczywiście znany z wcześniejszych odsłon komiksu Pietia „Blizna” Pawłow, były żołnierz Specnazu, płatny morderca i prawdopodobnie jeden z najbardziej niebezpiecznych ludzi na świecie. Pewnego razu wzywa go do siebie boss rosyjskiej mafii, u którego Pietia ma dług honorowy jeszcze z czasów wspólnej wojaczki w Afganistanie. By go spłacić, będzie musiał dokonać egzekucji na wskazanym przez mafiozę celu. Pech chce, że do ochrony niedoszłej ofiary, wskutek kuriozalnego zbiegu wypadków, zaangażowany zostaje nie kto inny, jak właśnie Jerzy.

Uwadze żadnego fana Jeża Jerzego nie ujdzie chyba fakt, że w porównaniu z dotychczasowymi tomami jego przygód, w „Człowieku z blizną” autorzy dużo większy nacisk położyli na fabułę, aniżeli szeroko rozumiany dowcip i humorystyczne akcenty. Okazji do śmiechu wprawdzie nie brakuje, a Jerzy co i rusz stawiany jest w przezabawnych sytuacjach, jednak odbywa się to niejako „przy okazji” opowiadanej historii. Niestety, po raz kolejny twórcy raczą nas dowcipem nazbyt zaangażowanym politycznie. Niegdyś ostrze ich humoru wymierzone było we wszystkich – z lewa i z prawa, autores celowo hołdowali stereotypom. W niewyszukany sposób, ale jednak w krzywym zwierciadle ukazywali rodzime przywary, nie bacząc na polityczne etykietki. Już w „In Vitro” uległo to radykalnej zmianie. W „Człowieku z blizną” atakowani są politycy i elektorat wyłącznie jednej opcji, a szczyt żenady osiągnięto, przywołując na łamach komiksu nazwiska niektórych z nich. Mogłoby się wydawać, że dla twórców o takim doświadczeniu i intelektualnym potencjale, jak Leśniak i Skarżycki, wyśmianie bądź skrytykowanie danego zjawiska, partii czy opcji politycznej bez uciekania się do przywoływania konkretnych nazw bądź nazwisk, nie powinno stanowić większego problemu. Tymczasem okazało się to wyzwaniem ponad ich siły.

Jedynym aspektem, w którym nie tylko nie widać regresu, a wręcz postęp, jest oprawa graficzna. Gołym okiem widać, że Tomasz Lew Leśniak nieustannie doskonali swój styl. Świetnie operuje kolorami, które doskonale podkreślają klimat poszczególnych scen, niezależnie, czy są to afgańskie pustynie, warszawskie burdele, czy też pełna orientalnych akcentów siedziba azjatyckich mocodawców Jerzego. Imponująco wyglądają ponadto efekty specjalne (eksplozja na s.4), czy sceny dynamiczne, zwłaszcza te, w których bohaterowie toczą ze sobą krwawe bijatyki. Pryskająca na boki krew, latające zęby, podrzynane gardła – mało kto potrafi rysować to równie przekonująco, jak Leśniak.

„Człowiek z blizną” z pewnością nie należy do najlepszych albumów z przygodami Jeża Jerzego. Zniknęła gdzieś niepoprawność autorów, którzy ostrze swojego dowcipu wymierzali w niemal każdy absurd polskiej polityki czy bolączki trapiące nasze społeczeństwo. Zamiast tego, pohołdowali koniunkturalizmowi, popłynęli z prądem i wyśmiali to, co w chwili premiery wyśmiewali wszyscy i zewsząd. Problem w tym, że w przeciwieństwie do humoru z poprzednich tomów Jeża Jerzego, który ma pewne znamiona ponadczasowości – dziś z koalicji rządzącej w Polsce w latach 2005-2007 mało kto nadal się śmieje. Trzeba jednak zauważyć, że „Człowiek z blizną” pod względem fabularnym jest najlepszym wydanym do tej pory pełnometrażowym tomem przygód Jerzego, okraszonym w dodatku jeszcze lepszymi niż dotychczas rysunkami Leśniaka. I choć albumom skupiającym liczne, choć krótsze epizody z Jeżem nie dorasta do pięt, to dla fanów głównego bohatera i tak stanowić będzie łakomy kąsek.

Dyskusja