Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Toruńskie urban fantasy – recenzja „Złodziej dusz”

Każdy, komu kiedykolwiek dane było odwiedzić Toruń, zgodzi się chyba, że jest to jedno z najbardziej urokliwych miejsc w naszym kraju. Burzliwa historia, obecne na każdym kroku relikty z minionych epok, a także PR „miasta, które porusza”, sprawiają, że trudno pozostać wobec niego obojętnym. Czynią je także idealnym miejscem do osadzenia w nim powieści z gatunku urban fantasy, w której wielkomiejskie realia stają się tłem dla tego co magiczne i niepoznane. Dokładnie tak, jak w „Złodzieju dusz” Anety Jadowskiej, pierwszym tomie heksalogii o Dorze Wilk.

W zwyczajnym świecie (Teo)Dora Wilk jest toruńską policjantką, specjalizującą się w rozwiązywaniu najbardziej wymagających spraw. Kiedy pewnego dnia zostają odnalezione zwłoki znienawidzonej przez rodzinę i sąsiadów staruszki, noszące ślady wykrwawienia wskutek zadania na szyi dwóch charakterystycznych ran, Dora zostaje szybko zaangażowana w śledztwo. Nie potrzeba jej wiele czasu, by rozwiązać ten problem – o wiele więcej kłopotów sprawia jej prokurator, z niejasnych przyczyn usiłujący kryć człowieka, o którym Dora jest przekonana, że ma na koncie liczne zbrodnie i akty pedofilii.

Dora w ogóle wie i wyczuwa znacznie więcej, niż większość jej kolegów i koleżanek po fachu. Poza twardym charakterem, dysponuje także niespotykaną wręcz intuicją, o której źródle wiedzą tylko nieliczni. Otóż, Dora Wilk należy nie tylko do świata, jaki wszyscy znamy. Po godzinach przenosi się do Thornu – alternatywnej, magicznej wersji Torunia, zamieszkiwanej przez istoty rodem z mitologii i horrorów. Sama zaś jest jedną z nielicznie żyjących w Polsce prawdziwych wiedźm. Starszyzna Thornu chętnie wykorzystuje fakt, że w pozamagicznym świecie Dora trudni się rozwiązywaniem kryminalnych zagadek. Kiedy pewnego razu Thornem wstrząsa seria porwań, dokonywanych przez nieznanego osobnika usiłującego kraść moce swoich ofiar, to właśnie jej przychodzi rozwiązywać całą sprawę.

Postać Dory Wilk to bez wątpienia jedna z najbarwniejszych literackich kreacji, jakie wydała w ostatnim czasie polska fantastyka. Można mieć jednak wątpliwości, czy bohaterka ta odnajdzie drogę do serc każdego miłośnika gatunku. Dora to silna, niezależna i zdecydowana białogłowa. Kobieta sukcesu, dysponująca celną i ciętą ripostą na każdą odzywkę dyskutanta, gotowa skopać tyłek całej gromadzie drażniących się z nią wilkołaków czy ustawić do pionu mającego słabość do kobiecych wdzięków cyklopa. W pracy plotkuje się o jej rozwiązłości, choć jak ognia unika jakichkolwiek zobowiązujących związków – nawet jeśli po cichu wzdycha do pewnego diabła. Słowem – ucieleśnienie marzeń feministek o kobiecie ucierającej nosa męskiemu rodzajowi, która z pewnością nie potrzebowałaby pomocy faceta przy wnoszeniu mebli na szóste piętro bloku. Koncept ciekawy i choć niezbyt odkrywczy, może się podobać. Niestety tylko do czasu, gdy do czytelnika wreszcie dotrze, iż Dora Wilk pozbawiona jest niemal jakichkolwiek słabości. Czegokolwiek się nie tknie, niemal natychmiast zamienia w sukces, a wszelkim piętrzącym się przed nią trudnościom, na czele ze śledztwem w sprawie pani Kozanek czy nieznanego porywacza, stawia czoła nadzwyczaj łatwo i bez większych komplikacji. Na dłuższą metę okazuje się to nużące, choć oddać trzeba, że w pewnym momencie także i jej przychodzi w końcu przyjąć bojowe rany.

Znacznie mniej porywający okazują się bohaterowie drugoplanowi, pozostający zdecydowanie w cieniu głównej bohaterki. Anioł Joshua przez dłuższy czas sprawia wrażenie postaci papierowej, będącej nieco wymuszoną przeciwwagą dla znacznie ciekawszego i dokładniej opisanego Mirona. Dopiero pod koniec książki dowiadujemy się o nim nieco więcej – pozostaje liczyć, że w kolejnych tomach autorka wyeksploatuje tkwiący w tym bohaterze potencjał. Jeszcze mniej porywający okazują się tu czarne charaktery. Co innego postacie epizodyczne, jak choćby spotykane przez Dorę wilkołaki, wampiry czy cyklop. Choć przy ich kreowaniu autorka hołdowała nieco stereotypom (wytworne i eleganckie wampiry, nieokrzesane wilkołaki), to oni właśnie, a także ciekawie zarysowane łączące ich międzyrasowe konflikty i koneksje stanowią jeden z atutów powieści i także ich wątki, a także wątki rządzących Thornem praw, dobrze byłoby rozbudować w kolejnych tomach serii.

Nieodłącznym elementem „Złodzieja dusz” jest humor, na ogół przejawiający się w błyskotliwych, pełnych ironii dialogach, jak również zgryźliwych przemyśleniach i refleksjach głównej bohaterki, którymi dzieli się z czytelnikami. Jednak i w tej róży nie obyło się bez kolca. W książce takiej jak ta nie powinny pojawić się żarty z konkretnych formacji politycznych, choćby z czysto praktycznego względu, jakim jest ograniczenie liczby potencjalnych czytelników kolejnego tomu, którzy, zniechęceni tego typu dowcipem, nie sięgną już po następne części. Nie ma nic złego w przemycaniu do literatury pewnych poglądów, nie ma też nic złego w krytykowaniu tych, z którymi się nie zgadzamy. Jednak osoba tak wysoko wykształcona, jak pani Jadowska, z pewnością mogłaby znaleźć inny sposób na krytykowanie danych politycznych partii czy mediów i reprezentowanych przez nie idei, niż poprzez wskazywanie ich konkretnie i z nazwy.

Samemu warsztatowi pisarskiemu autorki nie można wiele zarzucić. Jadowska dysponuje bardzo lekkim piórem, dzięki czemu jej debiutancką książkę czyta się szybko i przyjemnie. Kwintesencję „Złodzieja dusz” stanowi akcja, a także żywe, interesujące dialogi. Tylko sporadycznie Jadowska pozwala czytelnikowi na chwilę wytchnienia, przy okazji dłuższych opisów, bądź gdy myśli bohaterki wybiegają na moment poza kwestie istotne dla głównych wątków fabuły. Szczególnie przyjemnej lektury mogą spodziewać się mieszkańcy i miłośnicy Torunia. Nie zabrakło ciekawych spostrzeżeń na temat samego miasta (vide uwaga o zwiedzaniu Torunia „z zadartą głową”, by dostrzec to, co najbardziej stanowi o jego uroku), a czytanie o znanych i lubianych miejscach z miasta Kopernika, odwiedzanych przez iście fantastyczne istoty i będących miejscem zmagań charakternej wiedźmy i jej rywali, może być szczególnie interesującym i niecodziennym doświadczeniem.

Debiutancka powieść Anety Jadowskiej ma wprawdzie kilka niemałych wad, nie są one jednak na tyle rażące, by dyskwalifikować „Złodzieja dusz” jako ciekawą, niezobowiązującą lekturę na upalny, letni wieczór. Jeśli tylko autorka wyciągnie wnioski z dotychczasowych niedociągnięć, to niewykluczone, że z czasem cykl o Dorze Wilk przeobrazi się w kawał solidnej, toruńskiej urban fantasy, godnej polecenia każdemu miłośnikowi gatunku. Potencjału na to z pewnością nie brakuje.

Ocena: 3/5

Dyskusja