Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

W hołdzie dla sztuki – recenzja „Białe szepty”

Prawdziwa sztuka często rodzi się w bólach. Pół biedy, jeśli kosztem wyrzeczeń i stresów powstaje wartościowe, wiekopomne dzieło, zdolne zaspokoić oczekiwania odbiorców. Gorzej, gdy muszą oni przechodzić przez podobne męki, jakich wcześniej doświadczał autor. Antologia „Białe szepty”, która ukazała się w 2008 roku nakładem wydawnictwa Replika, dostarcza przede wszystkim wielu frustracji.

Opasły tom, zdobiony dość kiczowatą okładką, zawiera dwadzieścia opowiadań. Zostały one wyłonione w konkursie organizowanym przez wydawnictwo, na który napłynęło ponad sto prac. Wspólnym mianownikiem dla utworów jest tematyka. Każdy z nich, w większym bądź mniejszym stopniu dotyczy Sztuki. Konwencje opowiadań pozostawiono indywidualnym upodobaniom autorów. Dzięki temu opowiadania w „Białych szeptach” ukazują niemal każde oblicze fantastyki, począwszy od fantasy, skończywszy na mrocznych thrillerach i horrorach. Cóż z tego, skoro przynajmniej połowa z nich w ogóle nie powinna ukazać się drukiem?

Wystarczy przeczytać kilka pierwszych opowiadań, by przekonać się, iż nagrodzeni w konkursie wydawnictwa Replika twórcy na ogół nie mają poważnych braków warsztatowych. Dobrze radzą sobie z budowaniem atmosfery i napięcia, podobnie rzecz się ma z konstrukcją bohaterów. W tej ostatniej kwestii najlepiej poradził sobie chyba Dawid Kain, w opowiadaniu „Płaczka”, w którym czytelnik ma okazję poznać dręczoną samotnością i problemami finansowymi kobietę, dorabiającą sobie do mizernej pensji jako płaczka do wynajęcia. I chociaż utwór nie powala pod względem fabularnym, a zakończenia, na jakie zdecydował się Kain, można się od pewnego momentu spodziewać, to autor w niezwykle sugestywny sposób nakreślił przed odbiorcą popadanie bohaterki w obłęd. Innym przykładem tekstu intrygującego i trzymającego w napięciu, choć mocno przewidywalnego, jest „Mt 8, 17″Sebastiana Szczepana, traktujące o zamożnym małżeństwie, w którym żona jest pasjonatką dzieł pewnej ekscentrycznej rzeźbiarki. Swoją pasję i determinację w dążeniu do posiadania choćby jednego egzemplarza z jej dorobku, kobieta przypłaca niespodziewanie wysoką ceną.

Mankamentem, który dotyczy kilku innych opowiadań, jest niewykorzystanie potencjału tkwiącego w pomysłach, na których bazują. Utwór otwierający antologię, „Il mago del potere”, w miarę czytania okazuje się coraz bardziej interesujący, a prezentowane przez autorkę rozwiązania fabularne – choć momentami łatwe do przewidzenia – sprawiają, że lektura zapiera dech. Tymczasem zakończenie znacząco odstaje poziomem od reszty tekstu. Najjaskrawszym przykładem podobnego błędu jest opowiadanie „Znikające obrazy” Małgorzaty Brejnak. Nakreśliła ona historię dwóch przyjaciół – wynalazcy Xelusa i malarza Niksa. Pierwszy z nich opracował mechanizm umożliwiający wnikanie do malarskich dzieł sztuki i ingerowanie w ich rzeczywistość, a nawet przenoszenie do świata realnego przedmiotów, wcześniej stanowiących jedynie elementy wystroju arcydzieła. Obaj panowie całkiem rozsądnie dochodzą do wniosku, iż znaleźli sposób na szybkie i łatwe wzbogacenie się. Małgorzata Brejnak, dysponując takim pomysłem, miała wręcz nieograniczone możliwości na poprowadzenie fabuły ku ciekawemu finałowi. Tymczasem zdecydowała się na zakończenie najbanalniejsze z możliwych, całkowicie marnujące potencjał wypracowany na poprzedzających je kartach opowiadania.

„Białe szepty” nie są antologią, którą można by było z czystym sumieniem polecić wszystkim miłośnikom fantastyki. Poziom zawartych w niej opowiadań jest bardzo różny, próżno jednak szukać wśród nich utworów, zapadających na dłużej w pamięć. Wiele z nich opiera się na niebanalnych pomysłach, które zostały jednak całkowicie zmarnowane. Idea stworzenia antologii będącej hołdem złożonym Sztuce, jakkolwiek szczytna i interesująca, zaowocowała mizernym zbiorem, którego lektura, choć momentami dostarcza szczerej przyjemności, na ogół rodzi raczej frustrację.

Ocena: 2/5

Dyskusja