Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Coś na progu #6” – omówienie numeru

Trudno byłoby zliczyć książki, filmy czy gry, których akcja toczy się w postapokaliptycznych realiach. Na przestrzeni lat twórcy proponowali nam najrozmaitsze wizje upadku ludzkiej cywilizacji i późniejszych zmagań nielicznych ocalałych. Kwestią czasu było więc wydanie kolejnej odsłony czasopisma „Coś na progu”, z postapokalipsą jako wiodącym tematem. A padło na odsłonę nie byle jaką, bo szóstą – trafiającą do rąk czytelników dokładnie rok po premierze debiutanckiego numeru.

Na przestrzeni minionych dwunastu miesięcy „Coś na progu” nie przechodziło rewolucyjnych zmian. Pierwotna formuła magazynu została zachowana w lekko tylko zmodyfikowanej formie (znacząco zwiększono objętość). Poziom publikowanych tekstów od początku pozostawiał niewiele do życzenia, podobnie jak zamieszczane w czasopiśmie opowiadania – bywały lepsze, bywały gorsze, ani razu jednak nie zdarzyło się, by w danym numerze nie było w tym dziale czegoś godnego odnotowania. Wszystko to, w połączeniu z solidną kampanią reklamową zaowocowało rosnącą rzeszą zadowolonych czytelników, czego najlepszym dowodem jest nakład pisma – dwukrotnie większy niż w przypadku początkowych odsłon.

Temat numeru

Tradycyjnie, otwierające numer artykuły dotyczą głównego tematu. Po zapoznaniu się ze wstępniakiem, lekturę właściwej treści magazynu zaczynamy od tekstu Marcina Waincetela i Norberta Nowaka, którzy przybliżają coraz popularniejsze w ostatnim czasie uniwersum Metro 2033. Mniej obszerny, aczkolwiek równie interesujący okazuje się artykuł Kamila Dachnija, poświęcony rozmaitym zombie-apokalipsom, jakie na przestrzeni kilku minionych dekad proponowali nam twórcy filmowi. Dawid Jabłoński proponuje natomiast czytelnikom wycieczkę do Kraju Kwitnącej Wiśni, omawiając specyfikę powstających tam dzieł nurtu postapokaliptycznego. Następny w kolejności jest artykuł Jakuba Oleksowa, poświęcony amerykańskiej fascynacji energią atomową, przypadającą na ubiegłe półwiecze, a która znalazła odzwierciedlenie w licznych dziełach kultury.

Trudno byłoby wyobrazić sobie omawianie postapokaliptycznych uniwersów z pominięciem kultowego już Stalkera. Artykuł traktujący o słynnej powieści braci Strugackich oraz powstałych na ich bazie filmie i grach wyszedł spod pióra Michała Derkacza. Podobnie kultowym dziełem jest trylogia „Mad Max” – o niej z kolei opowiada Ada Struś. Ciekawym artykułem popisał się także Krzysztof Pielaszek. Tekst zatytułowany wymownie „Don’t call me babe” przedstawia sylwetki mniej znanych, ale z pewnością godnych odnotowania postapokaliptycznych bohaterek – Tank Girl oraz Barb Wire. ŚWietny, obszerny artykuł Radosław Pisula poświęcił znanemu i uwielbianemu przez fanów Charltonowi Hestonowi, znanemu z udziału w licznych produkcjach postapo, na czele z „Planetą małp” i „Człowiekiem Omega”. Dość niszowym dziełem zajął się natomiast Łukasz Buchalski, którego tekst traktuje o komiksowej serii „Invisibles”. Ostatni artykuł związany z tematem popełnił zaś Łukasz Słoński, który proponując czytelnikowi zapoznanie się z niezwykle brutalnym i budzącym wiele kontrowersji komiksem „Crossed”.

Proza i poezja

Nieodłącznym elementem magazynu „Coś na progu” jest dział z opowiadaniami i poezją. Można jednak odnieść wrażenie, że najnowszy numer odbiega pod tym względem od poprzednich. Na początek otrzymujemy osadzony w uniwersum Neuroshimy utwór „Przekręt” Michała Foerstera. Zmagania gangów, narkotykowe wojny, zaskakujący fabularny twist na końcu – ot, solidny średniak, który w szczególności docenią fani rzeczonego systemu. Nie zabrakło także miejsca na klasykę. Tym razem „Coś na progu” proponuje opowiadanie „Wilkołaki” autorstwa kanadyjskiego pisarza, Honore Beuagranda, którego okres twórczości przypada na drugą połowę dziewiętnastego stulecia. Choć od strony czysto fabularnej utwór przedstawia się dość przeciętnie, to trudno o bardziej klimatyczną gawędę o likantropach.

Najlepszym spośród zamieszczonych w szóstym numerze opowiadań jest „Spowiedź króla” Krzysztofa Ożoga. Oto pewna kobieta skarży się podczas spowiedzi księdzu, że w jej domu coś straszy. Nieco zakłopotany, obiecuje jednak przysłać do niej specjalistę od tego rodzaju problemów. Ksiądz Artur, bo o nim mowa, z miejsca wydaje się kobiecie bardzo ekscentryczny, ta jednak postanawia zaufać jego wiedzy i doświadczeniu. Szybko okaże się, że w domu faktycznie trzeba będzie odprawić egzorcyzm – będzie się on jednak znacząco różnił od tych, do jakich przyzwyczaiły nas liczne, bazujące na tym motywie horrory. „Spowiedź króla” jest opowiadaniem dobrze napisanym, przedstawiającym przewrotną, usłaną kilkoma oryginalnymi rozwiązaniami historię, zdecydowanie wartą przeczytania.

Podobnie jak miało to miejsce w poprzednich numerach, także i tym razem w „Cosiu…” opublikowano garść klimatycznej, weirdowej poezji. Bardzo dobrym pomysłem okazała się także publikacja archiwalnej transkrypcji konferencji prasowej z magazynu „Radio Guide” z udziałem Orsona Wellesa – tego samego, którego słuchowisko „Wojny Światów” z 30 października 1938 doprowadziło do masowej historii wśród amerykańskich słuchaczy.

Strefa kryminału

O ile dział z prozą i poezją w szóstym numerze „Cosia…” nie zachwyca, o tyle strefa kryminału pochwalić się może kilkoma naprawdę solidnymi tekstami. Agnieszka Papaj kolejny raz bierze na warsztat rosyjską literaturę, przedstawiając sylwetki tamtejszych odpowiedników Sherlocka Holmesa. Najlepszy spośród tekstów zawartych w rzeczonym dziale popełnił jednak Wojciech Sawłowicz, przytaczając w obszernym artykule historię psychopatycznego mordercy o pseudonimie Zodiak, którego zbrodnie pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia wstrząsnęły Ameryką, a który nigdy nie dostał się w ręce organów ścigania.

W następnym artykule Mateusz Wacyra wspomina o artystach muzycznych, którzy w swojej twórczości inspirowali się niechlubnymi dokonaniami seryjnych zbrodniarzy. Natomiast Zofia Urszula-Kaleta kolejny raz podejmuje temat kradzieży dzieł sztuki, tym razem przypominając głośną sprawę z rodzimego poletka, kiedy to z Muzeum Narodowego w Poznaniu skradziono słynną „Plażę w Pourville” Claude’a Monnetta. Ostatni tekst w dziale, napisany przez Michała Żołyńskiego, dotyczy zaś cyklu powieści Michaela Reavesa osadzonych w uniwersum Star Wars, które śmiało uznać można za gwiezdnowojenne kryminały.

Pozostałe

Tradycyjnie znalazło się też miejsce na tak zwaną „Varię”. Tutaj mamy drugi artykuł Zofii Urszuli-Kalety, która przedstawia zagadnienie młodzieńców, kastrowanych niegdyś z myślą o wykorzystaniu ich słowiczych głosów kościelnych chórach. Ciekawe ukazanie tematu, jak i oryginalna kompozycja (nawiązująca do siedmiu grzechów głównych) czynią ów tekst jednym z najlepszych w omawianym numerze czasopisma. Inny, najobszerniejszy z opublikowanych w szóstym „Cosiu…” artykułów, Renata Łukaszewska poświęciła motywom fantastycznym obecnym w twórczości Davida Bowiego. Tekst z pewnością zainteresuje fanów tego artysty. Zwieńczeniem varii jest natomiast praca Natalii Kościńskiej, która po raz kolejny zapoznaje czytelnika z kulturą i obyczajami naszych słowiańskich przodków, tym razem przedstawiając zagadnienie stworzenia świata i człowieka.

W strefie gier tym razem znalazły się trzy artykuły, poświęcone tytułom nawiązującym do tematu numeru. Paweł Klimczak przedstawia uniwersum Neuroshimy: jest to typowy tekst prezentujący ogólne założenia systemu, linię wydawniczą oraz powiązane z grą fabularną produkty, jak gry bitewne czy planszowe. Starsi neuroshimowi wyjadacze nie dowiedzą się niczego nowego, ci jednak, którzy wcześniej nie mieli kontaktu z tym systemem, być może po lekturze stwierdzą, że warto się z nim zapoznać. Łukasz Buchalski w swoim drugim artykule przedstawia natomiast Świat Mroku, a więc uniwersum, w którym apokalipsa przybiera skrajnie odmienne oblicze. Poznajemy w nim historię systemu, jego specyfikę i linię wydawniczą, nie zabrakło też wzmianki o polskiej edycji gry. Na koniec zaś Marcin Pluskota proponuje zapoznanie się z kultowym już Falloutem. W obszernym artykule najpierw omawia poszczególne gry komputerowe wchodzące w zakres tej serii, następnie zaś rysuje przed czytelnikiem charakterystykę znanego z gry, postnuklearnego świata, zwracając uwagę na różnice, dzielące go od dziesiątków innych postapokaliptycznych uniwersów.

Tuż przed ostatnimi stronami znalazło się jeszcze miejsce na felieton Jacka Skowrońskiego, w którym autor, przewrotnie i z pewną ironią, dzieli się z czytelnikami przepisem na idealny kryminał. Jakby tego było mało, tradycyjnie w „Cosiu…” znalazły się komiksy. Krzysztof Chalik uraczył nas wyjątkowo krótką formą, idealnie wpisującą się jednak w konwencję weird. Osobną kwestię stanowi natomiast próbka komiksu z Tequilą, bohaterkę kreowaną przez wydawnictwo Dobre Historie na polską heroinę weird fiction. O ile sam pomysł uznać należy za świetny i wypada tylko trzymać kciuki za tę inicjatywę, o tyle pozostaje liczyć, że warstwa graficzna przyszłych komiksów będzie prezentować się dużo lepiej (w próbce rzuca się w oczy prosta, banalna wręcz kreska i niemal całkowity brak elementów drugiego planu).

Szósty numer magazynu „Coś na progu” powinien znaleźć się na półce każdego miłośnika weird fiction. Choć w stosunku do poprzednich odsłon, nieco rozczarowująco wypadł tym razem dział z opowiadaniami, to liczne, interesujące artykuły w pełni to wynagradzają. Ich największym atutem niezmiennie są nie tyle wnikliwe, dokładne analizy poszczególnych zagadnień (choć i takich nie brakuje), co fakt, iż zachęcają do ciągłego poznawania nowych, nieznanych dotąd i niejednokrotnie wyjątkowo niszowych dzieł kultury. Nie pozostaje nic innego, jak tylko życzyć „Cosiowi…” kolejnego, równie udanego roku na rynku.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja