Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Coś na progu #7” – omówienie numeru

Malkontenci, którzy wieszczyli czasopismu „Coś na progu” krótką karierę, zapewne przecierają oczy ze zdumienia, co rusz widząc informacje o kolejnych odsłonach magazynu. W siódmym numerze wydawnictwo Dobre Historie serwuje nam jeszcze większą niż dotychczas (aż 136 stron lektury!) porcję weirdowej fantastyki, tym razem głównie w cyberpunkowym klimacie.

Temat numeru

Tradycyjnie już, po krótkim wstępniaku, czytelnikom proponuje się wybór artykułów dotyczących wiodącego tematu numeru. Tym razem składa się na niego aż jedenaście tekstów. A zaczyna się dokładnie tak, jak powinno, to jest od wyjaśnienia definicji, genezy i charakterystycznych cech gatunku, w dodatku w bardzo przystępnej formie, gdyż tekst stylizowano na snutą bezpośrednio przed czytelnikiem opowieść. Jeśli dla kogokolwiek sięgającego po nowy numer „Cosia…” pojęcie cyberpunku było w jakiś sposób niejasne, to tekst Krzysztofa Ożoga rozwiewa wszystkie wątpliwości. Jak nietrudno się domyślić, kolejne teksty poświęcone są poszczególnym, wartym zapoznania dziełom gatunku. Osobne artykuły poświęcono kultowemu „Metropolis”, „Matrixowi”, czy „Tronowi”. Nie zabrakło wzmianek o japońskiej czy rosyjskiej specyfice utworów rzeczonej konwencji. Teksty utrzymują wysoki poziom. Na ogół próżno w nich szukać dogłębnych analiz poszczególnych dzieł i rozkładania ich na części pierwsze (choć zdarzają się i takie przypadki). Zwykle są to ciekawe omówienia, skłaniające do zapoznania się z co istotniejszymi reprezentantami cyberpunku.

Proza i poezja

Po dość przeciętnych opowiadaniach, jakie zaserwowano czytelnikom w szóstym „Cosiu…”, siódmy numer przynosi w tej materii powrót do wysokiego poziomu. Pierwszy z opublikowanych utworów wyszedł spod pióra Marcina Przybyłka, autora cyklu „Gamedec”, doskonale znanego polskim miłośnikom cyberpunku. Opowiadanie zatytułowane „Żołnierz” również osadzone jest w tym uniwersum i tym wszystkim, którzy do tej pory zaczytywali się powieściami rzeczonego autora na pewno nie przyniesie rozczarowań. Na następnych stronach zresztą znajduje się dość obszerny wywiad z Przybyłkiem, w którym poruszono liczne, interesujące aspekty jego twórczości.

Drugim z zamieszczonych opowiadań, reklamowanym we wstępniaku przez samego redaktora naczelnego, jest „Zew Triumfalny” Pawła Iwaniny. Pełne przemocy i mocnej erotyki, przywodzące na myśl dzieła Edwarda Lee, stanowi kawał solidnej, rzemieślniczej roboty, a i opowiedziana w nim historia, zwieńczona zaskakującym finałem, powinna zadowolić fanów krwawych horrorów. „Zew Triumfalny” obnaża spory potencjał Pawła Iwaniny i nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać na kolejne próbki jego twórczości.

Ostatni z opublikowanych utworów to „Furtka w murze” H.G. Wellsa. Niezbyt długa, lecz niezwykle intrygująca i dająca się wielorako odczytać opowieść o człowieku, który za sprawą pewnej magicznej furty przeniósł się niegdyś do nieznanej, pełnej szczęścia i rozmaitych cudów krainy, a który po latach bezskutecznie usiłuje doń wrócić. Wyjątkowy, tajemniczy nastrój, liczne niedopowiedzenia i wieloznaczności, a także oryginalny pomysł czynią „Furtkę w murze” jednym z najlepszych tekstów, jakie pojawiły się do tej pory na łamach „Cosia…”.

Strefa kryminału

Strefa kryminału prezentuje się w siódmym numerze dość skromnie, co nie znaczy, że nie jest godna uwagi. Składają się na nią trzy artykuły. W pierwszym Agnieszka Papaj próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy klasycy brytyjskiego kryminału – Sir Artur Conan Doyle i Agata Christie – wytrzymaliby konfrontację z dziełami tworzących w tym samym gatunku Rosjan. Drugi to kolejna odsłona cyklu Zofii Urszuli Kalety, poświęconego najsłynniejszym kradzieżom dzieł sztuki – tym razem mowa o przedwojennym rabunku obrazów Van Eycka z jednej ze szwajcarskich świątyń. Strefę kryminału zamyka zaś kontynuacja artykułu Wojciecha Sawłowicza, poświęcona terroryzującemu niegdyś Stany Zjednoczone mordercy o pseudonimie Zodiak.

Pozostałe

Jak zawsze, znalazło się też miejsce na kilka artykułów nie dających się zaklasyfikować do żadnego ze stałych działów i nie związanych zarazem z tematem numeru. Jest i strefa gier, gdzie tym razem przeczytamy o przysypanym już (zupełnie niesłusznie) grubą warstwą kurzu systemie RPG Shadowrun, a także o cyberpunkowych wariacjach związanych z Zewem Cthulhu.

W porównaniu z dotychczasowymi numerami, w siódmym „Cosiu…” mamy więcej publicystyki. Ambrose Bierce dotyka tematu nieśmiertelności, Jakub Ćwiek zabiera głos w dyskusji o tradycyjnych książkach i ich elektronicznych wersjach, natomiast Radosław Pisula pisze o swoich doświadczeniach związanych z horrorem – spośród których niejedno zapewne podzielają jego czytelnicy.

Nieodłącznym elementem magazynu są także krótkie formy komiksowe. Przerywnik między tematem numeru, a prozą stanowi świetne, oparte na nietuzinkowym pomyśle „Cthulhu” Rafała Szlapy. Mamy też wyjątkowo krótki, a jednak efektownie spuentowany utwór „Leanne” Krzysztofa Chalika, a także kolejne przygody Tequili, tym razem w ładniejszej niż ostatnim razem oprawie graficznej. Efektownym bonusem są ilustracje Tomasza Jędruszka i Katarzyny Krzysztofowicz, ukazujące ową bohaterkę w pełnej krasie, jak również cosplayowe fotografie ucharakteryzowanych „na Tequilę” modelek, które w sposób szczególny doceni męska część czytelników magazynu.

Powoli, acz nieuchronnie magazyn „Coś na progu” wyrabia sobie na polskim rynku solidną markę. Każdy numer przynosi nam szereg dobrych, interesujących tekstów, wartościowych opowiadań i cieszących oko komiksów. Są cykle artykułów, na których kontynuacje czeka się z niecierpliwością, są nowe inicjatywy, takie jak choćby Tequila, jest jasna, sprecyzowana wizja magazynu. Pozostaje liczyć, że dotychczasowy poziom zostanie utrzymany i kolejne numery „cosia…” będą równie dobre, jak jego siódma odsłona.

Ocena: 4.5/5

Ocena: 4.5/5

Dyskusja