Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Dobrze dobrani agenci, czyli “Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D.”, pilot serialu – recenzja filmu „Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D.”

Złota Serialowa Jesień

Seriale, seriale, ze wszystkich stron atakują nas seriale. Seriale na każdym kanale, seriale w Internecie. Trzeba więc iść za ciosem. I Marvel zgodnie z ogólną tendencją poszedł. W końcu kto nie robi seriali, ten niedługo zostanie w tyle. Wreszcie nadszedł więc czas na zapowiadany od jakiegoś czasu „Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D.”.

Jak łatwo się domyślić po tytule, serial będzie kręcił się w wokół agentów S.H.I.E.L.D., czyli Tarczy – siatki agentów wyszkolonych specjalnie do obrony USA, Ziemi, Świata itp. itd. O wspaniałości Tarczy można by napisać dwunastotomowe dzieło, można ograniczyć się jednak też do stwierdzenia, że są naprawdę dobrzy w tym co robią i mają świetny sprzęt.

Mimo wszystko, agenci są jednak ludźmi. Czy więc w serialu nie będzie miejsca na to, co w komiksach superbohaterskich cenimy najbardziej? Czyli samych superbohaterów? A gdzie tam!

Na początku pilotażowego odcinka widzowie mogliby spodziewać się przydługawego wprowadzenia, pokazującego normalne życie po wydarzeniach mających miejsce w filmie „The Avengers” (a dokładnie rzecz biorąc ataku obcych i odparciu go przez grupę superbohaterów). I faktycznie w AoS mamy takie ujęcia – trwające trzy minuty. Odcinek na dobre zaczyna się od wielkiego wybuchu. A dalej już nie zwolni tempa ani na chwilę. Pościg, eksplozje, strzelaniny i wiele widowiskowych walk wręcz. Mówiąc krótko – kwintesencja Marvela.

Ekranowy świat Marvela wreszcie dostosował się do tego znanego z komiksów. Przestał być światem, gdzie pojawia się jeden bohater a całą reszta globu to normalni ludzie. Wreszcie, tak jak w uniwersum komiksowym, tych „super” jest wielu, mają różne moce i można ich znaleźć w niespodziewanych miejscach. Zwykły robotnik może podkręcić swoją siłę, a normalny sąsiad może okazać się ratującym ludzi z pożaru bohaterem.

Jak wiadomo było wcześniej z materiałów promocyjnych, do serialu wraca agent Coulson. I to jego kreacja aktorska jest chyba najciekawsza w premierowym odcinku. Okazuje się, że bohater w myśl zasady „nie ma ciała, nie ma śmierci” nie zginał w „The Avengers”. Nie jest już jednak osobą z drugiego planu, którą poznaliśmy w filmach. Teraz to on jest szefem.

Poza Coulsonem, bohaterowie serialu to kilkoro agentów, którzy przedstawiają różne archetypy: poważna zrzęda, roztargniony inżynier, typowy macho i podekscytowana biolog. Jest to zbiorowisko różnorodnych charakterów, których połączenie może dać wybuchową mieszankę w przyszłości.

Bez zdradzania fabuły, wszak spoilery są tym, czego my, miłośnicy seriali, nienawidzimy najbardziej, można śmiało powiedzieć, że scenariusz pilotażowego odcinka jest doskonale przemyślany.

Mamy główną nić historii, która doskonale wpisuje się w wątki znane z Marvelowskich filmów i komiksów, a także dobrze rokuje na kolejne odcinki. Podobnie wątki poboczne są całkiem niezłe i stanowią dobre uzupełnienie fabuły.

Efektów specjalnych, w przeciwieństwie do filmów, nie ma przesadnie dużo. Pozostaje mieć nadzieje, że nie zdominują one dalszych odcinków i to fabuła będzie głównym czynnikiem przyciągającym widzów.

Pilotażowy odcinek „Agents of S.H.I.E.L.D” ma wszystko, czego współczesny widz może wymagać od serialu. Dobra i intrygująca fabuła dobrze rokuje na resztę sezonu, a barwnie naszkicowane postacie dopełniają obrazu. Niewykluczone, że bohaterowie staną się w przyszłości naszymi ulubieńcami.

Ocena: 4/5

Dyskusja