Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Dziwnego dziwne początki – recenzja „Pitu Pitu 1”

Każdy z nas miewa sny. Nigdy nie wiadomo co w nich zobaczymy, ale wiemy, że w jakiś sposób stanowią odwzorowanie rzeczywistości: naszych ukrytych marzeń i obaw. Ich ulotność oraz uniwersalność intryguje ludzi od początku czasów, czasami dając pożywkę wyobraźni, twórczości i stanowiąc motor działania. Komiks „Pitu pitu” autorstwa Daisuke Igarashiego porusza właśnie te strony w duszy czytelnika.

Album japońskiego artysty to zbiór krótkich opowieści, głęboko zakorzenionych, nie tylko w podświadomości czytelnika, ale również w japońskiej kulturze. Historie przez niego przedstawione ciężko zarówno opisać, jak i zaklasyfikować. Jedyne, co można o nich powiedzieć to to, że są niesamowite i często nie kierują się logiką, lecz troszkę ulotnym przepływem uczuć. Nie mają ze sobą żadnego związku fabularnego ani przyczynowo – skutkowego, stanowią luźne zapisy odczuć, przez co czytelnik również nie powinien nastawiać się na lekturę komiksu wciągającego scenariuszem, lecz na doświadczenie serii uczuć i wrażeń. W „Pitu pitu” spotkać można chłopca, który na lokalnym festiwalu wszedł do świata zwierząt niedostępnego dla ludzi dorosłych, młodzież polującą na gwiezdne

dzieci, czy kobietę mieszkającą w lodówce na parkingu za marketem. Na pozór bezsensowne i absurdalne historie fascynują, pobudzając ośrodki w naszym mózgu nie odpowiedzialne za logikę, lecz te które są siedzibą wyobraźni. Stanowi to wielką zaletę komiksu, lecz bynajmniej nie jedyną. Kolejną stanowi fakt, że pomimo silnego wnikania w japońską kulturowość, treść przekazu jest niezwykle uniwersalna i bez problemu może zachwycić odbiorców na całym świecie.

Daisuke Igarashi prócz ciekawego pomysłu prezentuje w „Pitu pitu” rewelacyjny warsztat graficzny. Tworzy rysunki używając wielu delikatnych pociągnięć tuszem, dzięki czemu idealnie dopasowuje stronę wizualną do klimatu opowieści. Ulotność zarówno fabularna, jak i w warstwie estetycznej sprawiają, że komiks jest konsekwentny i ciężko znaleźć w nim choćby drobne niedociągnięcie. Na poszczególnych kadrach można na dłuższą chwilę zawiesić wzrok i rozkoszować się tym, jak z gąszczu pozornie losowych kreseczek wyłania się skomplikowany rysunek ukazujący niezwykłą zdolność autora do uchwycenia tego, co nietrwałe i niedostrzegalne.

Igarashi z opowiadania na opowiadanie lekko zmienia styl, co czyni jego komiks jeszcze bardziej interesującym. Obserwowanie tych maleńkich, czasami wręcz kosmetycznych zmian również może wciągnąć czytelnika i zapewnić mu ciekawe doznania i kolejne spostrzeżenia oraz wnioski.

Jest to komiks niezwykle dojrzały i w niejednoznaczny sposób ukazujący błahe na pozór aspekty życia. Poprzez ukazanie ludzi w niecodziennych sytuacjach i wyrwanie ich z codziennej rutyny życia, autor sprawia, że czytelnik może w inny sposób spojrzeć na otaczającą go rzeczywistość. Jest to zabieg ciekawy, gdyż wynika z umowności i przenośni. Nic nie jest tutaj powiedziane wprost, to odbiorca musi zastanowić się nad swoją interpretacją i znaczeniem zarówno zachowań, jak i słów pojawiających się postaci. Bo cóż mogą oznaczać sztuczne satelity krążące wokół danej osoby?

„Pitu pitu” jest zatem sposobem na zapewnienie sobie nie tylko doznań artystycznych i emocjonalnych, lecz również na zapoznanie się z japońskim sposobem myślenia. Silne umotywowanie „japońskością” kojarzy się choćby z prozą popularnego pisarza Haruki Murakamiego, co potwierdza też charakterystyczna treść, będąca połączeniem jawy i snów.

Polecam komiks Igarashiego wszystkim miłośnikom dobrego komiksu, szczególnie tym, którzy stawiają ciekawe zabiegi fabularno – artystyczne ponad łatwą i prostą rozrywkę.

Dyskusja