Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Fantasy w zgodzie z kanonami – recenzja „Elfy, cz.1”

Elfy, gadające drzewa, centaury, fauny, przypomina wam to coś? „Elfy” Bernhard’a Hennen’a to przyjemna lektura, która może docenią miłośnicy klasycznego fantasy. Szkoda tylko, że brakuje jej oryginalności.

Mandred, człowiek-wojownik z Innego Świata – krainy do złudzenia przypominającej Skandynawię, wraz z najlepszymi wojami ze swojej wioski wyrusza na polowanie na złowrogiego Człeknura. Cała drużyna, poza głównym bohaterem, zostaje wymordowana, Mandred przenosi się natomiast do tajemniczej Alfenmarchii – elfiego królestwa. Władczyni krainy zbiera drużynę, w której znajdują się przyszli przyjaciele Mandreda – Farodin i Nuramon, kochankowie Emeralle, tajemniczej elfki, wokół której obracać się będzie cała fabuła książki. Wraz z Mandredem powrócą oni do świata ludzi, by stanąć do walki z Człeknurem.

„Elfy” są naprawdę nieźle napisaną książką. Styl Hennen’a sprawia, że czytelnik płynie na jej kartach od samego początku do samego końca. Ma konwencję baśni, choć nie zawsze wychodzi to jej na dobre. Przyjemnie czyta się baśniowo napisany opis elfickiej krainy, do sceny mordu taki styl już nie do końca pasuje.

W powieść wplecione są urywki legend ludów Innego Świata, opowiadające o przygodach, opisanych także w baśniowej konwencji, co urozmaica historię i sprawia, że nie jest monotonna. Książkę czyta się lekko i szybko, zaś sama fabuła jest zaskakująca, nie pozwalając czytelnikowi oderwać się od lektury. Podziwiać można też łatwość, z jaką autor wprowadza do akcji nowych bohaterów. Każdy z nich jest wyjątkowy, chociaż nie brakuje takich, którzy pojawiają się tylko epizodycznie.

Historia, jaką proponuje nam autor, jest naprawdę dobrze napisana i przemyślana, szkoda tylko, że jednocześnie jest tak mało oryginalna. Wszystko to już było – świat do złudzenia przypomina Śródziemie Tolkiena – elfy mówią to, co mówić powinny, posługując się językiem lekkim i śpiewnym. Obraz ludzi, gruboskórnych i bezpośrednich, również niewiele odbiega od tego, do którego miłośnicy fantasy zdążyli się już przyzwyczaić po lekturze innych dzieł gatunku.

Świat przedstawiony w „Elfach” jest całkowicie przewidywalny, wątek fabularny potrafi jednak zaskoczyć kierując powieść na nowe tory. Mocną stroną powieści jest też humor, który przebija się zwłaszcza na początku książki. Szkoda tylko, że autor z niego zrezygnował w dalszych rozdziałach. Ale taki był być może zamiar, na początku lekko, by potem „napompować” atmosferę.

Książka Bernhard’a Hennen’a każdemu miłośnikowi fantasy pozwoli jeszcze raz zgłębić się w świat znany już z bardzo wielu innych utworów. Kunszt pisarski Hennen’a zasługuje jednak na uznanie – fabuła jest wciągająca, „Elfy” więc przeczytać na pewno warto. Jest to miła, lekka i trochę zaskakująca lektura na zbliżające się długie jesienne wieczory.

P.S.
Największą wadą powieści jest… kwestia czysto techniczna. Brzeg książki jest wklęsły, w związku z czym wygięcie jej przy czytaniu sprawia, że powietrze trafia pod folię na grzbiecie. Nie wygląda ona przez to na półce tak dobrze jak pozostałe książki. Zostaje albo czytać starając się nie wyginać książki, albo postawić ją w takim miejscu, by za bardzo nie rzucała się w oczy. Bo przeczytać ją na pewno warto.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja