Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Gdzie diabeł nie może – recenzja „Hellboy: Nasienie Zniszczenia”

Koniec roku 1944, Europa wyniszczona jest trwającą od kilku lat Drugą Wojną Światową. Trzecia Rzesza nieuchronnie zmierza ku zagładzie. Władze niemieckie chwytają się coraz bardziej desperackich sposobów, by uzyskać choć drobną przewagę w walce z aliantami. Kilku wysoko postawionych oficerów, zaznajomionych z mistyką opracowuje plan Ragna Rok, będący częścią operacji Dzień Zagłady, mającej na celu całkowite zniszczenie przeciwnika. Kwintesencją planu jest przywołanie na angielskiej ziemi piekielnych istot. Brytyjczycy nie są jednak takimi ignorantami, jak się nazistom wydaje i na skutek błędu Niemców to właśnie w obecności Anglików i Amerykanów pojawia się piekielny stwór. Ku zaskoczeniu wszystkich jest to mały, czerwonoskóry chłopiec z rogami. O dziwo chłopiec, mimo diabelskiej fizjonomii, zachowuje się jak… dziecko. Nie wie skąd przybył, nie wie jakie są jego moce, wie jednak, że to alianci się nim zaopiekowali, i to właśnie im pozwala pokierować swoim losem.

Hellboy, gdyż takie imię otrzymał, po osiągnięciu dorosłości przyłącza się do tajnej organizacji B.B.P.O., która skupia w sobie niezwykłe jednostki, a jej celem jest zwalczanie wszelkich nadnaturalnych stworzeń i zjawisk. Hellboy szybko zyskuje w organizacji rangę i uznanie. Staje się specjalistą od zadań trudnych i niewykonalnych. Bo dla Hellboya nie ma nic niemożliwego. Żadna zjawa czy demon nie stanowią dla niego wielkiej przeszkody, a on sam dzięki swojej charyzmie oraz niewyparzonej gębie zyskuje tyle samo przyjaciół, co i wrogów.

Problemy zaczynają się dopiero wtedy, kiedy Hellboya zaczyna ścigać jego własna przeszłość. Co więcej, pędzi ona z wielką prędkością ku zderzeniu z przyszłością i przeznaczeniem.

Pierwszy tom przygód czerwonego diabła zapoczątkował wielką sławę Mike’a Mignoli, który w chwili obecnej jest jednym z najpopularniejszych amerykańskich autorów komiksów. Co prawda scenariusz do „Nasienia zniszczenia” na podstawie jego pomysłu napisała inna gwiazda amerykańskiego komiksu – John Byrne, jednak to właśnie młodego twórcę rozsławił „Hellboy”. Jego wcześniejsza kariera skupiała się na tuszowaniu prac innych artystów oraz tworzeniu okładek. Dopiero seria o chłopcu z piekła sprawiła, że nazwisko Mignola nie tylko stało się znane, lecz znalazło się w gronie największych sław świata historyjek obrazkowych.

Mignola zasłynął nie tylko dzięki niezwykle oryginalnemu i klimatycznemu rysunkowi, lecz również intrygującym fabułom, bogatym w elementy nawiązujące do ludowych wierzeń. Opowieść bazująca na ukrytych w podświadomości zabobonach odwołuje się do tego, czego każdy z nas boi się, kiedy w nocy zostaje sam w ciemnym lesie. Na strachach wydostających się na wolność wtedy, kiedy tuż przed snem przymykamy oczy i wchodzimy do świata ułudy. Wszystko to przedstawione jest za pomocą oszczędnej, acz intrygującej i oryginalnej kreski, tak jak scenariusz skupiającej się na tym, co niedopowiedziane, pozostawiającej czytelnikowi wiele do domysłu.

„Hellboy” to niezwykle sugestywny i pobudzający wyobraźnię komiks. Interesująca historia umieszczona w realnym świecie wzbogaconym nadnaturalnymi elementami sprawia, że czytelnik z zainteresowaniem śledzi kolejne rozdziały. Mnogość niedomówień, które zostaną wyjaśnione dopiero w późniejszych albumach, wywołuje ciekawość i sprawia, że chętnie sięga się po kolejne tomy. A nastrojowe rysunki zadowolą tych czytelników, którzy wymagają również doznań estetycznych. Co prawda w pierwszym albumie Mignola nie pokazał jeszcze całej maestrii swojego warsztatu, jednak zachęcił do tego, żeby zapoznać się z jego dalszą twórczością, do czego i was zachęcam.

Dyskusja