Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Jeż Jerzy znowu formie – recenzja „Jeż Jerzy musi umrzeć”

Ostatnie dwa tomy przygód Jerza Jerzego były zaskakująco słabe. Historie, jakie poznaliśmy w „In vitro” i „Człowieku z blizną” nie porywały, a w serwowanym przez autorów dowcipie próżno było szukać znanej z wcześniejszych odsłon niepoprawności i przekory. I w momencie, gdy co mniej oddani fani Jerzego zaczęli spisywać serię na straty, Tomasz Lew Leśniak i Rafał Skarżycki zaprezentowali kolejny tom, o złowrogo brzmiącym podtytule: „Musi umrzeć”. Tym razem nie zawiedli.

Przede wszystkim, po dwutomowym romansie z pełnometrażowymi scenariuszami, zdecydowali się na powrót do preferowanej przez fanów formie krótkich historyjek. Po raz kolejny dostajemy więc w swoje ręce tom bez jednolitej, spójnej fabuły. Jak za starych dobrych czasów, jedynym spoiwem łączącym wszystkie opublikowane w komiksie epizody jest są postacie – zarówno główny bohater, jak też znani i lubiani drugoplanowcy, oraz fakt, że Jerzy ponownie, chcąc nie chcąc, na każdym kroku ściąga na siebie śmiertelne tarapaty.

I tak, w „Musi umrzeć” Jeż Jerzy wraz z pewną (nie pierwszej zresztą urody) reprezentantką najstarszego zawodu świata odnajdzie skuteczny sposób na uniknięcie skutków ekonomicznego kryzysu. Zaliczy szereg mniej bądź bardziej udanych podrywów, a także o mały włos nie zostanie złożony w ofierze bóstwom Majów, celem przebłagania ich o odrodzenie mającej nastać niebawem apokalipsy. Dowiemy się także o tym, jakie jest prawdziwe pochodzenie pewnej znanej swojego czasu celebrytki, słynącej ze słabości do pluszowych rumaków, a wypromowanej w jednym z najpopularniejszych reality show. Wreszcie, odwieczni wrogowie Jerzego, Stefan i Zenek, rozwiną kariery w oświacie i zechcą dokonać dejudaizacji polskiego szkolnictwa, w czym, oczywiście, przeszkodzi im główny bohater.
Powiew świeżości daje się odczuć przede wszystkim w proponowanym przez autorów dowcipie. O ile w poprzednich dwóch tomach był to humor głównie polityczny, sprowadzający się do nabijania z jednej tylko opcji światopoglądowej, tak w „Musi umrzeć” autores powrócili do korzeni i nie oszczędzają nikogo. Nie oszczędzają homoseksualistów ani szowinistów, dostaje się celebrytom i politykom, a ociekające ironią dialogi i odzywki, zwłaszcza w wykonaniu głównego bohatera sprawiają, że czytając najnowszy tom jego przygód można śmiać się do rozpuku.

Całości dopełniają świetne rysunki Tomasza Lwa Leśniaka. W porównaniu z oprawą graficzną, jaką mogły poszczycić się tomy sprzed kilku lat, najnowsza odsłona przygód Jerzego wypada pod tym względem nieporównywalnie lepiej. Kreska ciągle jest podobna, do bólu karykaturalna, wyjątkowo akcentująca brzydotę bohaterów i wszelkie negatywne aspekty ich aparycji (vide nos Stefana, wizerunek występujących w tomie prostytutek, czy wreszcie… sam Jerzy), jednak spoglądając na detale, choćby takie jak bogactwo drugiego planu, efekty specjalne, czy dobór barw, trudno nie dostrzec poczynionego przez Leśniaka progresu.

„Jeż Jerzy – Musi umrzeć” przywraca nadzieję na to, że w tytułowym bohaterze nadal drzemie jeszcze spory potencjał i nie mieli racji ci, którzy po lekturze dwóch ostatnich tomów głosili skrajnie przeciwne tezy. Leśniak i Skarżycki oddali w ręce czytelników tom zawierający szereg ciekawych, efektownie puentowanych historii, zdolnych wzbudzić spazmy śmiechu u każdego, kto bawił się dobrze przy lekturze pierwszych tomów. Pozostaje liczyć, że autorzy na tym nie poprzestaną i jeszcze nie raz uraczą nas równie udanymi komiksami.

Dyskusja