Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Międzygalaktyczna batalia – recenzja „Ziarna Ziemi”

Michael Cobley przez dłuższy czas pozostawał nieznany polskim czytelnikom. Jednak już wkrótce jego nazwisko może stać się dobrze rozpoznawalne wśród rodzimych sympatyków fantastyki naukowej w konwencji space opery. Kilka tygodni temu, za sprawą wydawnictwa MAG, na półki księgarni trafiło polskie wydanie „Ziaren ziemi”, pierwszego tomu cyklu „Ogień ludzkości”.

Od zarania gatunku science-fiction rozmaici twórcy zadawali sobie pytanie, jak mógłby wyglądać pierwszy kontakt ludzkości z pozaziemskimi cywilizacjami. Punktem wyjścia dla „Ziaren ziemi” jest mało optymistyczna wizja podobnego spotkania. Nasza planeta zostaje brutalnie zaatakowana przez przybyszów z kosmosu. Obcy są bezlitośni, a ślady ich przejścia znaczy chaos i zniszczenie. W obliczu zagłady mieszkańcy Ziemi chwytają się ostatniej deski ratunku: wysyłają w kosmos trzy statki kolonizacyjne – nazwane Ziarnami Ziemi. Chociaż Ziemia została stracona, wierzono, że ludzkość odzyska dawną świetność, w tym, czy innym miejscu.

Akcja „Ziaren Ziemi” toczy się 150 lat od tamtych tragicznych wydarzeń. Część ludzi osiadła na planecie Darien, gdzie utrzymują przyjazne stosunki z tubylczą rasą zwaną Uvovo. Okazuje się, że Darien skrywa liczne tajemnice, związane w szczególności z ogromną bitwą, jaka rozegrała się tu u zarania dziejów pomiędzy starożytnymi mieszkańcami tych ziem. Poświęcone jej badania i ekspedycje naukowe, prowadzone przez Uvovo we współpracy z ludźmi, co i rusz przynoszą nowe odkrycia. Spokój obu ras zostaje przerwany, kiedy nagle Darien znajduje się w centrum zainteresowania agresorów z innych planet. Międzygalaktyczna wojna wisi na włosku, a jej stawka wcale nie ogranicza się tylko do przyszłości Dariena.

Fabuła w pierwszej części „Ognia ludzkości” rozkręca się stosunkowo powoli. Choć autor już od pierwszych stron wciąga nas w wir kluczowych dla całej historii wydarzeń, to jednak nie można powiedzieć, by akcja pędziła do przodu nie dając czytelnikowi chwili wytchnienia. Wręcz przeciwnie, na przestrzeni ponad sześciuset stron, które liczą sobie „Ziarna Ziemi”, nie obyło się bez kilku dłużyzn. Przez dłuższy czas poszczególne wątki pozostają bez wyraźnych wzajemnych związków, jednak mniej więcej w połowie tomu poszczególne elementy fabularnej układanki zaczynają się zazębiać, nie pozwalając już odbiorcy nawet na moment znużenia, na koniec zaś pozostawiając go z chęcią jak najszybszego sięgnięcia po kolejny tom.

Nie da się ukryć, że „Ziarna Ziemi” stanowić będą prawdziwą gratkę głównie dla miłośników space opery. Czytelnicy lubujący się w tej konwencji odnajdą w powieści Cobley’a wszystko to, co cechuje ich ulubione dzieła. Mamy kolonizację odległych planet, wielki międzygalaktyczny konflikt, ogrom futurystycznych technologii oraz krainy zamieszkane przez niezwykłe, obce istoty. Całą historię obserwujemy zaś zarówno w skali mikro, jak i w skali makro. Z jednej strony czytamy o prywatnych perypetiach poszczególnych bohaterów, z drugiej – co rusz jesteśmy świadkami wydarzeń mających niebagatelny wpływ na polityczne tło historii, począwszy od zamachów terrorystycznych, poprzez oddolne tworzenie się ruchów oporu, skończywszy na intrygach na wyższych szczeblach władzy.

Michael Cobley podzielił „Ziarna Ziemi” na kilka większych części, te z kolei na mniejsze rozdziały, których łącznie mamy w pierwszym tomie aż 56. Każdy z nich nazwany został imieniem bohatera, którego losy są w nim przedstawione. Jeśli chodzi o postacie, to trudno wskazać, które z nich szczególnie wyróżniają się na tle reszty. Na łamach „Ziaren Ziemi” Cobley zapoznaje czytelnika z wieloma bohaterami z obu stron barykady. Mamy tu między innymi duet złożony z Grega Camerona i Chela, człowieka i Uvovo, naukowców badających Darien, którzy niespodziewanie będą mieli do odegrania niemałą rolę w całym międzygalaktycznym konflikcie. Interesującą bohaterką jest także Catriona – Uvovo zajmująca się badaniem jednego z porastających planetę tajemniczych lasów. Będąca jedną z Odrzuconych – produktów nieudanego eksperymentu mającego na celu stworzenie genialnych istot – skrywa więcej sekretów, niż mogłoby się to początkowo wydawać. Mamy też przybyłego z Ziemi dyplomatę, Roberta Horsta, heroicznego majora Theodora Karlssona czy wreszcie, Kao Cze, potomka jednego z dawnych kolonistów, który niespodziewanie stanie się istotnym graczem w całej intrydze.

„Ziarna Ziemi” to bardzo dobra propozycja dla każdego miłośnika fantastyki naukowej, w szczególności zaś dla tych, którzy szczególnie upodobali sobie konwencję space opery. Choć początkowe rozdziały nie zwiastują wciągającej lektury, to jednak warto przez nie przebrnąć, gdyż w miarę rozwoju akcji jest coraz ciekawiej. Do klasyków pokroju Roberta Henleina Cobley’owi wprawdzie sporo jeszcze brakuje, niemniej pierwszy tom „Ognia ludzkości” wskazuje na niemały potencjał autora i pozwala mieć nadzieję, że kolejne odsłony będą jeszcze lepsze.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja