Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Solidna kontynuacja – recenzja „Naznaczony: rozdział 2”

Z filmu na film James Wan wyrabia sobie w Hollywood coraz silniejszą markę. Malezyjski reżyser, jeszcze parę lat temu kojarzony wyłącznie z pierwszą częścią „Piły”, z coraz większym powodzeniem zaznacza swoją obecność w kinie grozy. Pierwsza część „Naznaczonego”, czy nie tak dawno temu wyświetlana w polskich multipleksach „Obecność” dowodziły jego nietuzinkowych umiejętności, a jednocześnie okazały się kasowymi hitami. Nic więc dziwnego, że na drugi rozdział opowieści o nękanej przez siły nieczyste rodzinie Lambertów, miłośnicy horroru czekali bardzo niecierpliwie.

„Naznaczony” wydawał się filmem kompletnym, z odpowiednio zakończonymi kluczowymi wątkami, pozostawiającym stosunkowo niewielkie pole do kontynuacji. Tymczasem, co w Hollywood wcale nieczęste, scenarzyści drugiej części filmu zdołali znaleźć ciekawe i przekonujące uzasadnienie powstania kolejnego rozdziału.

Rodzina Lambertów porzuca dawne domostwo i zatrzymuje się na pewien czas w domu matki Renai. Wszyscy mają nadzieję zapomnieć o upiornych doświadczeniach sprzed dwóch lat, jednak sielanka nie trwa długo. Krótko po przeprowadzce ponownie stają się świadkami niewytłumaczalnych zdarzeń. Niektórzy domownicy są pewni, że nocami widzą przechadzającą się po korytarzach zjawę młodej kobiety. Krótko po ponownym zasięgnięciu profesjonalnej pomocy, Lambertowie przekonają się, że zło zagnieździło się w osobie jednego z nich.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w horrorach tego typu nic nie jest już w stanie zaskoczyć widza. Wszak motyw opętań, czy nawiedzonego domu, jest jednym z najchętniej eksploatowanych przez najróżniejszych twórców kina grozy, począwszy od amatorów, na mistrzach gatunku skończywszy.

Tymczasem pomysły odpowiedzialnego za scenariusz Leigha Whannella będą w stanie zaskoczyć niejedną osobę.

Whannell przenosi na przykład swoich bohaterów do innych wymiarów, każąc im balansować na cienkiej granicy pomiędzy życiem, a śmiercią. Zło, które nęka rodzinę Lambertów, również nie wzięło się znikąd i ma swoje korzenie w tragicznej przeszłości, jeszcze z czasów, gdy stąpało po ziemi jako śmiertelnik. Poszczególne wątki nie wiszą w próżni i prędzej czy później widz otrzymuje odpowiedzi na kluczowe pytania. Whannell nie pozostawia widza z niedopowiedzeniami, co uznać należy za jeden z atutów scenariusza. I chociaż momentami hołduje dość banalnym rozwiązaniom (zwłaszcza pod koniec filmu), a samo zakończenie jest typowym finałem otwierającym furtkę do następnej części, to w szerszym ujęciu scenariusz ocenić trzeba pozytywnie Jego fabuła rozwija się ciekawie i bez zbędnych dłużyzn, a choć poszczególne elementy historii przedstawiają się nader oryginalnie, to nie można powiedzieć, by Leigh Whannell w którymkolwiek miejscu dopuścił się przesady.

W celu przestraszenia widza James Wan nie stosuje żadnych wyrafinowanych metod.

Malezyjski twórca postawił na stare i sprawdzone rozwiązania, które bardziej obytym miłośnikom horroru mogą wydać się banalne, ale w konfrontacji z szeregowym, niedzielnym amatorem kina grozy okazują się niezwykle skutecznie. Jest kilka efektownych jump-scen, od czasu do czasu zjawa pojawi się tuż za plecami bohaterów, tu i ówdzie korytarzem czy schodami przemknie jakiś cień, któremu to wydarzeniu zawsze towarzyszą odpowiednio krótkie, dynamiczne skrzypcowe wstawki. Zjawy odbijające się w lustrze, zło kryjące się w garderobianej szafie, podniszczone dziecięce zabawki, mroczne retrospekcje – wszystko to już widzieliśmy niejeden raz, jednak Wan wykorzystuje te motywy z wprawą godną mistrza. Jeśli dodać do tego niepokojącą muzykę oraz świetne, mroczne i wywołujące nieco klaustrofobiczne uczucia zdjęcia Johna R. Leonettiego, to nie trzeba już wiele, by w co mocniejszych scenach poczuć dreszcze na plecach.

Należy też wspomnieć, że „Naznaczony – rozdział 2” jest też całkiem nieźle zagrany. Patrick Wilson wypada bardzo przekonująco w roli Josha Lamberta, przyćmiewając nieco swoją filmową małżonkę, odtwarzaną przez Rose Byrne. Kolejny raz zobaczymy też Lin Shaye, w roli Elise Rainier, choć jest to postać drugoplanowa.

Świetnie spisują się odtwórcy Parkera Crane’a, jak również Danielle Bisutti, wcielająca się w jego okrutną matkę. Choć pojawia się w zaledwie kilku scenach, to z racji upiornej charakteryzacji i niebywałej charyzmy z pewnością zapisze się w pamięci każdego, kto zdecyduje się obejrzeć nowy film Wana.

„Naznaczony – rozdział 2” to kolejny udany film w dorobku Jamesa Wana. Może i nie przełomowy, ale bardzo solidny od strony rzemieślniczej, z przekonującą i spójną fabułą, która powinna przypaść do gustu nawet co bardziej wybrednym sympatykom horroru. Biorąc pod uwagę otwarte zakończenie, za jakiś czas na ekrany kin trafi pewnie kolejny, trzeci już rozdział „Naznaczonego”. Oby okazał się równie dobry, jak dotychczasowe dwie odsłony.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja