Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Sterylny świat postapo – recenzja „Aeon Flux”

Być może są wśród nas osoby, które pamiętają animowany serial Petera Chunga, zatytułowany „Aeon Flux (redakcja pamięta! – przyp. red.). Emitowany na antenie kanału MTV w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, swojego czasu cieszył się dużą popularnością widzów. Jednak po wyemitowaniu ostatniego odcinka słuch o seksownej agentce zbuntowanych Monikan zaginął na blisko dekadę. Pełnometrażowy film, prezentujący przygody tytułowej Aeon Flux, zawitał na ekrany kin dopiero pod koniec 2005 roku.

Akcja filmu toczy się w odległej o blisko czterysta lat przyszłości. Po tym, jak w 2011 roku tajemnicza choroba zabija 99% populacji Ziemi, nieliczni ocaleli 9 lat później tworzą ogrodzone murem miasto, Bregnę.

Od świata zewnętrznego, którym zawładnęła dzika przyroda, mieszkańców oddziela wysoki mur. W rządzonej przez Kongres Naukowy metropolii ludzie czują się bezpiecznie, jednak odbywa się to kosztem ich wolności. Kiedy z roku na rok w Bregnie dochodzi do coraz częstszych zniknięć obywateli, wśród mieszkańców zawiązuje się tajny ruch oporu, którego członkowie nazywają siebie Monikanami. Najskuteczniejsza z jego agentek – Aeon Flux – zostaje wysłana z misją wyeliminowania jednego z rządzących miastem naukowców, Trevora Goodchilda. W trakcie jej wykonywania przekona się jednak, że dotychczasowe wyobrażenia dotyczące działalności Rady nie miały wiele wspólnego z rzeczywistością.

O „Aeon Flux” można by pisać wiele, jednak ocena filmu Karyn Kusamy zależeć będzie w dużej mierze od tego, czego od tej produkcji oczekujemy. Z pewnością zawiedzie się każdy, kto sięgając po „Aeon Flux” spodziewał się obrazu wnoszącego do gatunku powiew świeżości. Wyraźnie bowiem widać inspirację takimi filmami jak „Wyspa” czy „Equilibrium”, nietrudno dostrzec też pewne podobieństwa do „Matrixa”. Sam scenariusz staje się w pewnym momencie przewidywalny dla osoby obytej z kinem bądź literaturą science-fiction.

Elementu zaskoczenia pozbawiony jest nawet finał całej historii. By jednak mimo wszystko nie zdradzać, na czym on polega, wystarczy nadmienić, że z podobnymi fabularnymi rozwiązaniami można było zetknąć się w książkach s-f niejeden raz. Innym mankamentem scenariusza są dialogi. Bywają momenty, że trudno im cokolwiek zarzucić, lecz nie brakuje i scen, w których kwestie wypowiadane przez bohaterów są nad wyraz płytkie i sztampowe.

Wady te dla wielu widzów okażą się wystarczające, by wyłączyć film jeszcze przed zobaczeniem napisów końcowych. Niemniej, miłośnicy fantastyki zorientowani na akcję oraz wrażenia wizualne nie powinni kreślić nad „Aeon Flux” krzyżyka. Przeciwnie! Wykonanie filmu stoi na bardzo wysokim poziomie. Bohaterowie noszą ciekawie zaprojektowane i wykonane futurystyczne kostiumy. Specjaliści od scenografii włożyli wiele wysiłku, by zaprezentować widzowi imponującą, uporządkowaną i sterylnie wręcz czystą metropolię, w której toczy się postapokaliptyczne życie. Swoją pracę dobrze wykonali też specjaliści od efektów specjalnych, na których brak w filmie Karyn Kusamy z pewnością nie można narzekać.

Jedynym, co może budzić pewne zastrzeżenia, są układy walk, jakie główna bohaterka toczy z czyhającymi na nią ze wszystkich stron wrogami. Choć nie można powiedzieć, by były one nieciekawe, to próżno szukać w nich finezji i inwencji, które cechują w tej materii konkurencję.

Co ciekawe, Karyn Kusama zdołała skłonić do występu w „Aeon Flux” śmietankę hollywoodzkiego aktorstwa. Tytułowa rola, po tym jak pogardziła nią Famke Janssen, przypadła w udziale Charlize Theron. Aeon w jej wykonaniu to kobieta charyzmatyczna, seksowna, a przy tym śmiertelnie niebezpieczna, imponująca w każdym calu. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że występ Theron to najmocniejsza strona opisywanej produkcji. Postać Trevora Goodchilda powierzono Martonowi Csokasowi, zaś Orena Goodchilda – Jonny’emu Lee Millerowi.

Obaj panowie radzą sobie przed kamerą bardzo dobrze, choć, co całkiem zrozumiałe, cały czas pozostają w cieniu odtwórczyni głównej roli. Niewielką rolę w „Aeon Flux” przyjął również Pete Postlethwaite, wcielając się w Keepera, jednego z działających w Bregnie naukowców, którego dawna niesubordynacja pozwoliła zachować nadzieję na przetrwanie ludzkiego rodzaju. Choć wystąpił w zaledwie kilku scenach, to jego udział w „Aeon Flux” zdecydowanie robi różnicę.

Jeśli dodać do tego wszystkiego przyjemną, dobrze wpasowującą się w tło muzykę skomponowaną przez Graeme Revella, w której utwory instrumentalne przeplatane są elektronicznymi brzmieniami, otrzymujemy film, przy którym można spędzić odprężające, niezobowiązujące półtorej godziny. Obraz Karyn Kusamy nie należy do tych, o których pamięta się przez długie lata, lecz błędem byłoby też zaklasyfikowanie go jako filmu nie wartego zachodu.

Ocena: 3/5

Dyskusja