Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Uczta dla duszy – recenzja „Mroczna Wieża #4: Upadek Gilead”

Czwarta część komiksowej odsłony najsłynniejszego cyklu Stephena Kinga już samym tytułem zdradza czytelnikowi, co czeka go na kartach albumu. I faktycznie, nawet jeden z redaktorów serii mówi we wstępie, że Gilead padnie. Może to być dla kogoś zabieg niezbyt trafny – zdradzać koniec na samym początku, ale dzięki temu odbiorca inaczej chłonie zapisane i narysowane treści – oczekując nieuchronnej klęski i w głębi duszy licząc, że jednak się to nie wydarzy. Takie rozpoczęcie sprawia, że ponad 200 stron opowieści czyta się jednym tchem.

W albumie, przed pierwszym rozdziałem, znalazł się dodatkowy komiks pt. Czarnoksiężnik, będący prologiem do części czwartej, który ukazuje w pełnym świetle postać czarnoksiężnika Martena. Znający twórczość Stephena Kinga powinni być zadowoleni, gdyż postać ta tak naprawdę jest esencją zła pojawiającą się w wielu książkach Mistrza. Ukazanie jego ohydnej natury i niegodziwego charakteru może niejedną niewiastę przyprawić o zawrót głowy. Knute spiski i zdrady doprowadzają wreszcie do śmierci matki Rolanda, zabitej przez własnego syna, czego świadkiem czytelnik był w tomie poprzednim.

Rolandowi przychodzi zmierzyć się z samym sobą, z poczuciem winy, jakie żywi wobec matki i ojca. Nakłada się na to napięta sytuacja w Gilead i kolejne zgony porządnych obywateli. Atmosfera powoli dochodzi do wrzenia, by wreszcie osiągnąć apogeum i spaść na czytelnika jak lawina błyskawicznie pędzących wydarzeń. Duet Robin Furth i Peter David spisał się wyśmienicie dając kolejny raz przykład, że potrafią w mistrzowski sposób przykuć uwagę odbiorcy do snutej przez siebie opowieści.

Graficznie album nie ustępuje poprzednim trzem tomom, chociaż według informacji ze stopki i okładki, rysunkami w tym albumie zajął się tylko Richard Isanove. Zabiegi z brakiem drugiego planu, zaciemnianiem twarzy i kadrami wielkości całej strony spisują się znakomicie i nadal są prawdziwą ucztą dla oka. Zresztą gdyby coś się zmieniło w tej kwestii odebrane zostałoby raczej na minus, ponieważ lepiej być nie może.

Już po raz czwarty twórcy komiksowej Mrocznej Wieży udowodnili, że ich albumy powinny zajmować szczególne miejsce na półkach nie tylko fanów Stephena Kinga, ale i każdego miłośnika powieści rysowanych. Zarówno pod względem fabularnym, jak i graficznym spełniają zapotrzebowanie czytelnika na mocny, a przy okazji ładny wizualnie komiks. Cieszy fakt, że każda kolejna część przynajmniej utrzymuje wysoki poziom zaprezentowany w pierwszym albumie. Pozycja obowiązkowa.

Dyskusja