Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

W oparach kosmicznego absurdu – recenzja Czerwony Pingwin musi umrzeć! #1

Michał Śledziński to jeden z najbardziej rozpoznawalnych twórców młodego pokolenia na rodzimym rynku. Jego dorobek artystyczny jest bardzo imponujący, choć wystarczy rzucić hasło Osiedle Swoboda lub Produkt, a wszystkim obeznanym ze światkiem komiksowym zaświeci się lampka z napisem „Śledziu”. Artysta niejednokrotnie udowodnił, że potrafi zaskoczyć swoich czytelników i nigdy nie spoczywa na laurach. Tym razem, za sprawą wydawnictwa Kultura Gniewu porywa odbiorcę w przestrzeń kosmiczną.

Pierwszy tom albumu Czerwony Pingwin musi umrzeć! rzuca od razu na głęboką wodę – rozpoczyna się w momencie kiedy załoga Śpiącego Prosiaka zostaje pozbawiona swego statku i rozproszona w przestrzeni kosmicznej. Kapitan Budo wraz z Momo wprowadzają czytelnika swoimi wspomnieniami w zaistniałe fakty, a następnie podejmują próbę odszukania pozostałych przyjaciół. Przed nimi czas trudnych decyzji…

Śledziński stosuje dobrze znany motyw drogi – podróży bohaterów, podczas której przeżywają oni swoje przygody i zdobywają kolejne doświadczenia. To niczym papierowy lub komputerowy RPG, wciągający coraz głębiej w swoje wydarzenia i dozujący napięcie aż do momentu wielkiej kulminacji. Absurdalny kosmos, przedstawiony przez autora nadaje albumowi unikalnego charakteru – niby znanego, a jednak zaskakującego. Czytelnik pozostaje w stanie zawieszenia, gdzie w głowie pojawia się wspomnienie, że niektóre wątki już zna, ale za to kolejne kadry skutecznie odsuwają tę myśl.

Kreska stosowana w Pingwinie jest trochę inna niż w Osiedlu czy w Na szybko spisane. Przypomina nieco japońskie bajki animowane, choć bohaterowie nie cierpią na syndrom bardzo powiększonych oczu. Ciepła kolorystyka i zaokrąglone brody dają poczucie bezpieczeństwa i wrażenie, że wszystko dobrze się skończy.

Dodatkowym atutem albumu jest umieszczenie w nim krótkiej historii o jednym członku załogi Śpiącego Prosiaka – Wiśniu i jego rodowej zemście. Kilka stron opowiadania pozbawionego w ogóle tekstu – przedstawionych samymi ilustracjami, ale jakże wymownych w swym przekazie. To prawdziwa wisienka na torcie.

Najnowszy komiks Michała Śledzia Śledzińskiego to pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów tego artysty, ale dla każdego miłośnika opowieści graficznych. Połączenie znanych motywów i ubranie ich w świetnie wykreowany, absurdalnie kosmiczny świat daje wiele satysfakcji i przyjemności podczas obcowania z albumem. Panujący wszechobecny humor dodaje tylko smaku i sprawia, że oczekiwanie na kolejną część będzie się niemiłosiernie dłużyć.

Dyskusja