Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Warszawa w opałach – recenzja „Biały Orzeł #5”

Na kolejny, piąty numer „Białego Orła”, autorzy ponownie kazali nam czekać kilka długich miesięcy. Cierpliwość fanów została jednak sowicie wynagrodzona. Najnowsza odsłona przygód polskiego superherosa stanowi solidne zwieńczenie dwutomowego cyklu „Wielka Draka w stolicy”, rozbudzając apetyt przed kolejnymi tomami.

Akcję poprzedniej części przerwano tuż przed nastaniem kulminacyjnej bitwy, pomiędzy Białym Orłem, wspieranym przez niespodziewanych sprzymierzeńców, a zalewiakami, kierowanymi przez wielkie, mackowate, krewetkopodobne monstrum, które pojawiło się w stolicy nie bez udziału Panów Pyta i Odpowiada. Druga część „Wielkiej Draki…” przynosi w tej kwestii rozstrzygnięcia.

Tym razem autorzy poskąpili czytelnikom retrospekcji i powrotów do przeszłości Aleksa Poniatowskiego. Jest za to dużo więcej akcji, głównie ze względu na wspomnianą batalię, która przybiera iście spektakularne rozmiary. Niemniej, mimo że to właśnie na nią postawiono największy nacisk, w drugim tomie „Wielkiej draki…” pada kilka ważnych pytań dotyczących głównego bohatera, na które odpowiedź poznamy prawdopodobnie dopiero w kolejnych odsłonach. W ciekawy sposób rozwinęły się także relacje głównego bohatera z pewną dziennikarką, której seksapil idzie w parze z brawurą, lub, jak kto woli – lekkomyślnością, pozwalającymi jej na zdobycie elektryzujących publikę materiałów. O owocach tej nietuzinkowej znajomości zapewne również przekonamy się w przyszłych tomach, niemniej już teraz można powiedzieć, iż wątek ten prezentuje się bardzo obiecująco.

Od strony graficznej trudno „Wielkiej drace…” cokolwiek zarzucić. Już w czwartej części przygód „Białego Orła” mogliśmy podziwiać nie tylko solidną kreskę Adama Kmiołka, ale i imponującą kolorystykę, za którą odpowiedzialny jest Rex Lokus, ten sam, który zasłynął ze względu na współpracę z Marvelem i DC Comics. Ponownie najlepsze wrażenie robią ilustracje zajmujące całe strony. Uwagę warto zwrócić zwłaszcza na rysunek, ukazujący z lotu ptaka wyłaniające się z odmętów Wisły, demolujące stolicę monstrum. Podobne, mieszczące się na tak dużej powierzchni ilustracje stanowią największy atut oprawy wizualnej komiksu. Uwadze czytelnika nie umkną też dobrze narysowane efekty specjalne. Mieniące się feerią barw wystrzały i eksplozje, którym na ogół towarzyszą wypisane efektownymi czcionkami onomatopeje, stanowią solidne dopełnienie wizualnej oprawy „Białego Orła”.

„Wielka Draka w Stolicy” to dość krótki, ale z pewnością warty odnotowania cykl, który potwierdza tylko potencjał drzemiący w Białym Orle. Kilka nowych, interesujących postaci, jak również ciekawie zwieńczony wątek Panów Pyta i Odpowiada dowodzą inwencji scenarzysty, a o efektach współpracy Adama Kmiołka i Rexa Lokusa, odpowiedzialnych za wizualną stronę komiksu, najlepiej przekonać się na własne oczy.

Na szóstą część przygód „Białego Orła” przyjdzie nam poczekać do listopada. Twórcy zapowiadają, że główny bohater opuści na jakiś czas Warszawę i zmierzy się z nowym wrogiem w Szklarskiej Porębie, a rysunki do nowego komiksu gościnnie sporządzi Anna Helena Szymborska, która w opisywanym tomie przygotowała niezwykle efektowną okładkę. Miejmy nadzieję, że kolejna historia z Białym Orłem w roli głównej będzie równie udana, jak „Wielka Draka w Stolicy”.

Dyskusja