Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Żonglerka wyłącznie dobrymi pomysłami – recenzja „Wypychacz zwierząt”

Jarosław Grzędowicz trwale zapisał się w świadomości czytelników polskiej fantastyki, głównie za sprawą doskonale przyjętej, rozchwytywanej serii „Pan Lodowego Ogrodu”. Pisarz udowadniał jednak, że świetnie radzi sobie także z krótkimi formami, by wspomnieć „Księgę Jesiennych Demonów”, również bardzo dobrze odebraną przez czytelników. Podobnie było z pierwszym wydaniem „Wypychacza Zwierząt”. Fabryka Słów właśnie zaserwowała nam jego wznowienie.

Premierze drugiego wydania książki towarzyszyła szeroko zakrojona, przemyślana kampania promocyjna. Dość wspomnieć, że tuż przed trafieniem książki do księgarń powstała krótkometrażowa ekranizacja tytułowego opowiadania w reżyserii Kuby Jabłonka, w której to gościnnie wystąpił sam autor. Działania lubelskiego wydawnictwa, mające na celu rozreklamowanie zbioru, z pewnością nie pozostaną bez wpływu na zainteresowanie odbiorców.

Krótko o tym, co dobre

W „Wypychaczu zwierząt” znalazło się trzynaście opowiadań o różnej tematyce i stylistyce. Autor bardzo swobodnie żongluje konwencjami. Choć przenosi czytelnika w różne miejsca i do różnych okresów historycznych, to w opowiadaniach nie brakuje nawiązań do najrozmaitszych aspektów współczesnej, otaczającej nas rzeczywistości. Grzędowicz na łamach swojego dzieła niejednokrotnie porusza palące problemy współczesności. Szczególnej krytyce poddaje zaś wszechobecne, kontrolujące obywatela na każdym kroku państwo, w teorii roztaczające nad nim opiekę, w praktyce – stopniowo ograniczające jego wolność.

Dłużej o tym, co lepsze

Żonglowanie konwencjami oraz przenoszenie i umieszczanie akcji opowiadań w różnym miejscu i czasie (jednego razu jest to ogarnięta rewolucją Francja, kiedy indziej pokład u-boota, a w jeszcze innym przypadku – mroźna Syberia) ma jednak pewne konsekwencje. W przeciwieństwie do poprzednich zbiorów opowiadań Grzędowicza, w „Wypychaczu zwierząt” brak jednej, większej klamry kompozycyjnej (czy to tematycznej, czy jakiejkolwiek innej) spinającej wszystkie zamieszczone w książce opowiadania.

Choć, jako się rzekło, czas i miejsce akcji ulegają zmianie niemal w każdym opowiadaniu, to ich bohaterowie są do siebie uderzająco podobni. To zwykle zupełnie zwyczajni ludzie, często nie do końca zdający sobie sprawę z niezwykłych wydarzeń, których są uczestnikami. Niemniej jednak przyznać trzeba, że i od tej reguły trafiają się wyjątki (np. „Zegarmistrz i łowcy motyli”).

Warsztat pisarski Jarosława Grzędowicza jest wręcz mistrzowski. Autor doskonale operuje stylem narracyjnym – od celnych i ironicznych spostrzeżeń, dowcipnych historii z dreszczykiem („Wypychacz Zwierząt”) po zabiegi zmuszające czytelnika do głębszych przemyśleń i refleksji („Nagroda”). Opowiadania, choć zróżnicowane pod względem długości, często posiadają puenty, które nawet jednym, ostatnim zdaniem potrafią zmienić wydźwięk całego utworu o sto osiemdziesiąt stopni., Niekiedy autor poprzez okruchy informacji, podawane czytelnikowi w toku narracyjnego opisu, powoli naprowadza go na właściwy trop… jednak ze względu na pojawiające się w niektórych utworach przewrotne, błyskotliwe zakończenia, odbiorca nigdy nie może być pewien, czy finał nie przysporzy mu zaskoczeń.

A najlepsze na koniec

Wszystkie zamieszczone w zbiorze opowiadania utrzymują bardzo wysoki poziom, jednak kilka spośród nich zasłużyło wręcz na miano wybitnych. Jednym z nich jest „Buran wieje z każdej strony”. Oto dwójka mężczyzn, odciętych od świata przez syberyjską zamieć, zmaga się ze sprzecznymi wizjami. Fabuła pochłania czytelnika bez reszty, nie pozwalając oderwać się od lektury. Do końca nie można być pewnym, która z proponowanych wizji jest prawdziwa, która zaś jest wytworem wyobraźni szaleńca. Bez wątpienia jest to najlepszy tytuł w omawianym zbiorze.
Warto też zwrócić uwagę „Wilczą zamieć”. Grzędowicza nie bez powodu uhonorowano za nie prestiżową Nagrodą im. Janusza A. Zajdla. Traktuje ono o załodze niemieckiej łodzi podwodnej, płynącej z misją odkrycia Asgardu. Pomysł, co tu dużo mówić, przedni – podobnie zresztą jak wykonanie.

Dodatkowe aspekty

Książka, podobnie jak poprzednie wydanie i większość publikacji prezentowanych przez Fabrykę Słów, została dodatkowo okraszona ilustracjami. W tym wypadku są to mroczne i lekko niepokojące grafiki autorstwa Dominika Brońka. Rysunki niemalże toną w odcieniach szarości i mocnej, zdefiniowanej czerni, co dobrze oddaje nastrój poszczególnych historii. Niekiedy bywają jednak bardziej ponure, niż wskazywałby na to klimat danego opowiadania (zwłaszcza rzuca się to w oczy w przypadku bardzo pogodnego, utrzymanego w świątecznym klimacie utworu „Trzeci Mikołaj”).

„Wypychacz zwierząt” stanowi doskonałe i przekrojowe zaprezentowanie umiejętności literackich Jarosława Grzędowicza. Tym, którzy jeszcze nie czytali jego prozy, z pewnością ukaże niesamowitą fantazję i pomysłowość autora. Pozostałym, oczytanym już nieco z twórczością tego pisarza, zbiór dostarczy kolejnych dowodów na to, że warto sięgać po jego książki.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja